Iza jest trzydziestotrzyletnią pisarką powieści grozy i wykładowczynią na jednej z krakowskich uczelni. Gdy na skutek niefortunnego romansu ze swoim studentem traci pracę, jej w miarę poukładane życie zaczyna się sypać. Ponadto musi opuścić wynajmowane lokum i przenieść się do innego miasta.
Z pomocą Izie przychodzi dawny kolega, który proponuje jej gościnę w mieszkaniu pokazowym w nowo powstałym apartamentowcu na obrzeżach Warszawy.
Kobieta liczy, że w ciszy i spokoju uda jej się wreszcie wywiązać z umowy wydawniczej i napisać powieść, nad którą do tej pory nie była w stanie się skupić. Brakowało jej pomysłów, teraz jednak zyskała szansę na dokończenie rozpoczętego thrillera.
Budynek, w którym ma się zatrzymać, nie jest jeszcze oddany do użytku, jest jednak w pełni funkcjonalny, dlatego Iza przyjmuje propozycję znajomego.
Niestety, już pierwszej nocy dzieje się coś, co sprawi, że pisarka zacznie wątpić w słuszność swojej decyzji.
4,5 (jeśli pod koniec roku będę ją wspominać to zmienię na 5)
Widziałam ją w zapowiedziach a opis zaintrygował mnie na tyle, abym sięgnęła po nią od razu po tym jak pojawiła się na Legimi. To moje pierwsze spotkanie z autorką i na pewno nie ostatnie, bo właśnie wracam z biblioteki z jej książką.
"Zapach świeżych trocin" był tym, czego aktualnie potrzebowałam. Fabuła była wciągająca, trzymała mnie w napięciu. Opisy opuszczonego apartamentowca w którym nikt nie mieszka, ale jednak działa winda, przyprawiły mnie o szybsze bicie serca. Gdybym była bohaterką już dawno zadzwoniłabym wszędzie, gdzie się da. Tego typu wątki zazwyczaj ostro działają na moją wyobraźnię.
O ile efekt końcowy nie był dla mnie zaskoczeniem, bo części rozwiązań domyśliłam się na około 40% książki tak inna sprawa okazała się dla mnie takim wow! Dopiero na 70% to wszystko do mnie dotarło!
Klimat był świetny. Mroczny, z tajemnicami w których przeszłość pełni ważną rolę.
Z twórczością Pani Agaty Czykierdy-Grabowskiej miałam przyjemność spotkać się tylko raz, przy okazji powieści "Jak oddech". Dość dobrze wspominam tamto spotkanie, dlatego zachęcona pozytywnymi recenzjami, oczarowana niezwykle przyciągająca wzrok okładką zdecydowałam się sięgnąć po thriller spod pióra autorki "Zapach świeżych trocin".
Iza, trzydziestoletnia pisarka powieści grozy na skutek niefortunnego romansu z jednym ze swoich studentów, traci pracę na uczelni. Jej dotychczas poukładane życie zaczyna się spać jak domek z kart. W momencie kiedy Iza zmuszona jest opuścić dotąd wynajmowane mieszkanie, z pomocą przychodzi jej dawny kolega. Mężczyzna propnuje kobiecie gościnę w mieszkaniu pokazowym w nowo powstałym apartamentowcu na obrzeżach Warszawy. Budynek w którym znajduje się mieszkanie nie jest jeszcze oddany do użytku, ale w pełni funkcjonalny, dlatego Iza decyduje się w nim zamieszkać. Ma nadzieję, że w ciszy i spokoju będzie mogła w pełni oddać się napisaniu nowej powieści, jednak już pierwszej nocy dzieje się coś, co sprawia, że pisarka zaczyna wątpić w słuszności swojej decyzji.
Ależ to było genialne! Nie ukrywam, czytają opinie liczyłam, że to będzie dobra lektura, ale nie spodziewałam się, że aż tak! Ta historia to po prostu majstersztyk. Ja tej książki nie czytałam, ja ją dosłownie połknęłam. Od pierwszych stron wciągnęłam się w tę powieść, zaintrygowana śledziłam kolejne wydarzenia i nic nie mogło mnie oderwać od lektury. Autorka umiejętnie buduje napięcie, potrafi wzbudzić w czytelniku ogromne emocje a sceny, które miały miejsce w tej historii momentami powodowały dreszcze i gesią skórkę. "Zapach świeżych trocin" to bardzo klimatyczny i pełen mroku thriller, który zaskakuje nie tylko świetnie skonstruowaną fabułą, ale również jej zakończeniem. I choć w pewnym momencie czytelnik jest w stanie przewidzieć do czego prowadzi powstała historia i jak się zakończy, to i tak książkę czyta się wyśmienicie. Autorka stworzyła niesamowicie emocjonującą opowieść, w której ból, samotność i żałoba grają pierwsze skrzypce. Podczas lektury nie sposób jest nie odczuwać tych wszystkich emocji, które tworzyszą głównej bohaterce. Sposób przedstawienia Izy przez autorkę zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie chcę opisywać co takiego mnie zaskoczyło, z czym się zmagałam, czytając książkę, bo wiem, że tym, którzy mają w planach przeczytać książkę, na pewno zepsułabym przyjemność z czytania. Podsumowując, thriller autorstwa Agaty Czykierdy-Grabowskiej to z pewnością jedna z lepszych historii, jakie czytałam w ostatnim czasie – mroczna, klimatyczna i trzymająca w napięciu do ostatniej strony. Jeżeli lubicie niebanalne thrillery, to z czystym sumieniem polecam Wam sięgnąć po "Zapach świeżych trocin". Myślę, że tak historia zadowoli najbardziej wymagających czytelników.
Im dłużej myślę o tej książce, tym bardziej mi się podoba. Po prostu nie można jej rozpatrywać w kategorii kryminału, bo tak naprawdę nim nie jest - jest historią o tragedii, która nieodwracalnie zmienia życie wszystkich, nawet nie bezpośrednich uczestników, i o kobiecie, która nie może pogodzić się ze stratą.
A klimat jest wręcz rewelacyjny - uwielbiam opuszczone budynki, więc opisy na długo zostaną mi w pamięci.
Iza przechodzi dość trudny okres w życiu. Właśnie straciła pracę, nie ma mieszkania, a wydawca domaga się, by jak najszybciej skończyła pisać kolejną książkę. Dzięki uprzejmości dawnego kolegi kobieta zatrzymuje się w świeżo wybudowanym apartamentowcu położonym na obrzeżach Warszawy. Elegancki, niezamieszkany jeszcze budynek gwarantuje ciszę i spokój, które są teraz tak potrzebne Izie. Niestety już pierwszego wieczoru bohaterkę wybudza ze snu łomotanie do drzwi. Jak to możliwe skoro jest sama w całym bloku? Z każdym dniem Iza staje się coraz bardziej nerwowa i wystraszona. Pobyt w tym miejscu miał zapewnić spokojny czas na dokończenie powieści i zastanowienie się nad swoim życiem, ale nic z tego jeśli nieustannie towarzyszy jej poczucie nadchodzącego niebezpieczeństwa. Sytuacji nie poprawia znajomość z tajemniczym Filipem, który zdaje się wiedzieć o Izie znacznie więcej niż powinien.
Początek książki jest naprawdę zajmujący oraz przykuwający uwagę. Autorka skorzystała z motywów, które mnie zawsze przyciągają do historii z pogranicza thrilleru i horroru, czyli pozornie sielankowe, odludne miejsce; protagonista z problemami; tajemniczy nieznajomy, który na pierwszy rzut oka jest miły oraz uczynny, ale z czasem jego zachowanie robi się niepokojące. Akcja rozwija się dość szybko, ponieważ ledwie Iza wprowadza się do mieszkania, a już coś dziwnego zaczyna się wokół niej dziać. A to słychać łomotanie do drzwi, a to coś szeleści w pobliskich krzakach, a to w nocy widać jakieś światła w pustostanie w głębi lasu. Na dodatek przystojny nieznajomy pojawia się wokół bohaterki zdecydowanie zbyt często, żeby można było uznać to za zbieg okoliczności. Do pewnego momentu podobały mi się też fragmenty książki pisanej przez główną bohaterkę. Ciekawie było obserwować jak Iza tworzy historię z dreszczykiem, a potem sama doświadcza wydarzeń budzących dyskomfort, a nawet lęk.
Agata Czykierda-Grabowska potrafi budować napięcie i kreować atmosferę grozy. Moim zdaniem to jest najmocniejszy punkt powieści. Naprawdę wczułam się w historię w momencie, gdy bohaterka jest sama w ogromnym apartamentowcu i nagle coś łomocze do drzwi albo schodzi do opuszczonego garażu podziemnego w poszukiwaniu pewnej informacji. Pierwsze spotkania z Filipem również są intrygujące, kiedy jeszcze nie wiadomo czy to tylko przypadkowo poznany sąsiad, czy ktoś kto celowo interesuje się protagonistką. Szkoda, że tego typu sceny są dość krótkie. Chwila grozy, mgnienie napięcia i wszystko się wyjaśnia. Niestety już od połowy powieści zainteresowanie poszczególnymi wątkami spada, kiedy wyraźnie widać w jakim kierunku historia zmierza. Myślę, że autorka zostawiła trochę za dużo sugestii co do dalszych losów postaci (pomijam już to, że prolog to w zasadzie jeden wielki spoiler),zwłaszcza gdy wątek powieści Izy zaczyna łudząco przypominać jej doświadczenia. W pewnym momencie wiadomo, że zakończenie i wytłumaczenie całej intrygi może być tylko jedno. Wprawdzie nie jest to tak irytujące jak podsumowanie w stylu: „i nagle bohater się obudził, wszystko było tylko snem”, ale równie mało oryginalne.
W fabule pojawiają się też drobne nielogiczności oraz zachowania postaci, na które ewidentnie trzeba przymknąć oko, żeby kontynuować lekturę bez wywracania oczami. Do tekstu wkradło się też sporo literówek, ale o to obwiniam wydawnictwo i brak rzetelnej korekty. Myślę, że "Zapach świeżych trocin" ma największą szansę spodobać się osobom, które rzadko sięgają po thrillery. Dla fanów gatunku to jednak zbyt przewidywalna i prosta opowieść. Na końcu pisarka wykłada przysłowiową kawę na ławę, a cała opowieść jest dość grubymi nićmi szyta.
Dobry wieczór wszystkim 😉 Zapraszam Was dzisiaj bardzo serdecznie na recenzję książki, którą otrzymałam w ramach #współpracabarterowa od wydawnictwa @wydawnictwo_zwierciadlo. Jest to książka @agataczykierdagrabowska pt. ,,Zapach świeżych trocin".
Iza próbując zostawić za sobą traumatyczną przeszłość stara się jakoś zacząć życie od nowa. Jednak strata pracy spowodowana romansem ze swoim studentem jej w tym nie pomaga. Kobieta straciła dosłownie wszystko w tym oczywiście pracę oraz mieszkanie. Z pomocą przychodzi jej Janek, z którym przyjaźni się już od wielu lat. Proponuję jej mieszkanie pokazowe w bloku, w którym była by jedyną lokatorką. To właśnie tam ma zamiar zaszyć się z dala od ludzi i zająć się pisaniem swojej najnowszej książki. Jednak po pewnym czasie kobieta trafia na tajemniczego mężczyznę, z którym nawiązuje kontakt. Podczas rozmowy mężczyzna opowiada jej historię, która ma bardzo dużo wątków wspólnych z jej nowo pisaną książką.
Kim okaże się tajemniczy mężczyzna? Czy Izie uda się pogodzić z przeszłością i ułożyć sobie na nowo życie?
Jest to książka, która od pierwszych stron trzyma czytelnika w napięciu. W jednej książce dostajemy dwie historie, które łączą się w spójną całość. Lekki styl pisania autorki sprawia że przez książkę dosłownie się płynie. Historia Izy porwała mnie totalnie, a mroczny klimat zawarty w książce wywoływał gęsią skórkę. Miłośnicy kryminałów- tą książką to coś dla Was 😉 No i oczywiście samo zakończenie. To co się tutaj zadziało to totalne szaleństwo. Takiego obrotu spraw nawet nie byłam sobie w stanie wyobrazić. Tajemnice z przeszłości zawsze wyjdą na światło dzienne a konsekwencje tego często są bolesne. Za egzemplarz do recenzji bardzo dziękuję wydawnictwu @wydawnictwo_zwierciadlo 😘😘
To nie było moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale znałam ją od innej strony. Teraz przyszedł czas na thriller z domieszką kryminału. Klimat tej powieści mocno przypominał mi horror. Jest mrocznie, mgliście, przerażająco, niepokojąco, napięcie rośnie wraz z przerzuconymi stronami, większość wydarzeń spowija mrok, a główna bohaterka ma sekrety, które sprawiają, że włos się jeży na głowie. Momentami naprawdę czułam się zaniepokojona. Co więcej, autorka sporo miesza i kilkoma insynuacjami mocno komplikuje rozwiązanie zagadki. Główna bohaterka jest niezwykle złożona, jednocześnie pokiereszowana przez życie, co jak sama wielokrotnie wspomina, zasługuje na karę. Jest niezwykle specyficzna, jedni będą ją kochać inni nienawidzić. Ja należałam raczej do tej pierwszej kategorii, ale wiele jej zachowań tłumaczyłam traumą. Zaskoczyło mnie zakończenie, chociaż finał jednego z wątków nie do końca mnie usatysfakcjonował. Największą zaletą tej pozycji są opisy dotyczące klaustrofobicznego budynku i w ogóle sposób w jaki pisarka potęguje zaskoczenie jest naprawdę ciekawy. To jak wszystko z biegiem wydarzeń układa się w całość i to że nie domyśliłam się rozwiązania pewnej istotnej zagadki, zdecydowanie na plus. Autorka stara się odpowiedzieć na pytanie czy przed błędami przeszłości, błędami młodości można uciec?
„Zapach świeżych trocin” to historia Izy, która jest pisarką. Aktualnie znalazła się w takim punkcie swojego życia, w którym musi prosić o pomoc. Na szczęście jej przyjaciel zgadza się, aby zamieszkała w budynku, który nie został jeszcze oddany do użytku. Kobieta jest zachwycona i wdzięczna. Myśli, że odludzie i cisza przyniosą wenę. Niemal natychmiast żałuje swojej decyzji.
"Zapach świeżych trocin" to thriller do przeczytania praktycznie na jednym wdechu. Na niecałych 300 stronach Agata Czekierda-Grabowska była w stanie zaskoczyć wciągającą i wielowarstwową intrygą. Każdy jej element znalazł się na właściwym miejscu, a Autorka dobrze wiedziała, jak wciągnąć czytelnika w tę historię i otoczyć rewelacyjnym, pełnym napięcia klimatem.
Wszystko zaczyna się od kreacji głównej bohaterki. Zagubionej, samotnej, przeżywającej traumę, żyjącej w poczuciu niewyobrażalnej straty. Z każdą stroną coraz bardziej mnie zastanawiało – kim ona tak naprawdę jest? Czy aby na pewno jest świadoma swoich działań? Czy to, co się wokół niej działo, było wytworem jej wyobraźni, działaniem innych osób, czy może sił nadprzyrodzonych?
Na to wrażenie dodatkowo wpływało miejsce akcji – oddalony od cywilizacji niezamieszkany blok, w którym nikogo nie powinno być, a także porzucona nieopodal inwestycja, w której Iza spotyka Filipa. Autorka doskonale to wykorzystała – wprowadziła elementy grozy, które może nie wprawiły mnie w jakieś wielkie poczucie strachu, ale nadały powieści rewelacyjnego klimatu. Robotę zrobił też wątek książki w książce. Ta odrębna historia nie dość, że była ciekawa, to dodatkowo wiele się wokół niej działo i co rusz zostawiała mnie z kolejnymi wątpliwościami.
Samo rozwiązanie intrygi w pewnym momencie było już do przewidzenia, jednak niczemu to nie zaszkodziło. Tym bardziej, że zakończenie… Wyjątkowo emocjonujące, doskonale oddające ogromny ból, z jakim mierzyła się Iza, jej samotność i żałobę. Ogrom tych emocji Agata Czekierda-Grabowska potrafiła zawrzeć na kilku stronach. I to była wisienka na torcie, która podkreśliła to, jak dobrym thrillerem jest "Zapach świeżych trocin". Polecam z czystym sumieniem!
Nowe budynki miały to do siebie ,że zawsze wydawały mnóstwo dźwięków. Nie inaczej jest z nowym apartamentowcem w pewnej podwarszawskiej dzielnicy.. Iza to trzydziestokilkuletnia pisarka , której życiowe wybory sprawiły, że niemal jednocześnie straciła pracę i mieszkanie. Propozycja dawnego przyjaciela ze szkolnej ławki , by kobjeta wprowadziła się do pokazowego apartamentu w jego inwestycji spada jej jak z nieba i budzi nadzieję na to,że dziewczyna wywiąże się z podpisanej z wydawnictwem umowy. Niestety już pierwsza noc sprawia ,że Izabela wpada w szpony strachu i przestaje się czuć bezpieczna. Kilka dni później z okna swego tymczasowego lokum dostrzega niewykończony budynek. Zaintrygowana postanawia zbadać ów obiekt i tak spotyka Filipa. Niewiele młodszy od niej mężczyzna budził jej fascynację i ciekawość. Na dodatek opowiada jej historię łudząco podobną do tworzonej przez nią fabuły. Kim jest Filip? Czy jest przyjacielem czy jednak wrogiem bohaterki? Jak zakończy się ta historia? Szczerze mówiąc nie potrafię ocenić tej powieści do końca pozytywnie. Na pewno zamysł na tę historię był pełen tajemnic i dreszczyku emocji. Muszę jednak stwierdzić, że nie polubiłam narratorki za to tworzona przez nią powieść bardzo mi się podobała. Jest to moje trzecie spotkanie z książkami pani Agaty i nadal podoba mi się jej styl i umiejętność budowania napięcia. Polecam sięgnąć, by wyrobić sobie o niej własne zdanie.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki i muszę przyznać, że udane. Ostatnio zaczytuje się właśnie w tym gatunku i powieść "Zapach świeżych trocin" spełniła moje oczekiwania. Tak jak to właśnie w kryminałach bywa...niepokojący klimat, pewien mrok, tajemnice, zagadki, rosnące napięcie, zaciekawienie, zarówno fabułą jak i bohaterami - wszystko zostało tu zawarte. Narrator umiejętnie prowadził czytelnika w głąb fabuły, tak że na światło dzienne wychodziły coraz to nowe fakty z życia bohaterów. Bohaterów, którzy żyją z pewnym skrzętnie skrywanym sekretem z lat młodzieńczych, którego konsekwencje musza ponosić do dziś. Tam gdzie jest wina, powinna być też kara... I nawet, kiedy wina nie zostanie udowodniona to kara może mieć wiele wymiarów i być odczuwalna dla bohaterów. Ciekawym zamysłem autorki było umieszczenie fragmentów z innej książki. Dodawało to pewnej aury tajemniczości, mrocznego klimatu i działało na wyobraźnię czytelnika. Powieść, łączącą wiele wątków, które finalnie układają się w całość, czytało się naprawdę dobrze. Zostałam wciągnięta w historię Izy, która zawierała w sobie również elementy thillera psychologicznego, co dodawało tu smaczku. Pomimo pewnej przewidywalności wydarzeń, dałam się kilka razy zaskoczyć i czekałam z zapartym tchem do samego końca. Dla miłośników tego gatunku - gorąco polecam
Autorka specjalizuje się w powieściach obyczajowych. "Zapach świeżych trocin" jest jej drugą książką z gatunku thrillera i drugą, którą czytałam. Podczas czytania poprzedniej miałam wrażenie, że jest to debiutancka powieść. Wszystko przez błędy faktograficzne, jakby brak researchu. Tym razem błędów merytorycznych nie znalazłam, co działa na plus, jednak sama historia podobała mi się mniej. Możliwe, że powodem był fakt, że na wczesnym etapie domyśliłam się jaką rolę odgrywa główna bohaterka. Finał nie był dla mnie zaskoczeniem. Efekt — thriller nie trzymał mnie w napięciu.
Bardzo smutna, wciągająca historia, zdecydowanie bardziej dla osób ktore dopiero zaczynaja z thrillerami. Nie do konca rozumiem co sie wydarzylo na koncu
„Zapach świeżych trocin” przesłuchałam w audiobooku. Z początku byłam do tej historii pozytywnie nastawiona – szczególnie że przedstawiać miał ją mój ulubiony lektor Filip Kosior. Niestety szybko przekonałam się, że nie będzie to moja książka. Iza jest pisarką powieści grozy i wykładowczynią na jednej z krakowskich uczelni. Po romansie z jednym ze swoich studentów, a jej życie zaczyna się sypać. Dodatkowo traumy z przeszłości dają o sobie znać. Tak samo jak były mąż i pewna strata. Wyciąga do niej rękę były kolega, proponując jej lokum w mieszkaniu pokazowym. Kobieta się zgadza, wierząc, że jest to czas, aby w końcu stanąć na nogi. Od razu muszę zaznaczyć, że niesamowicie wkurzała mnie główna bohaterka. Nie znalazłam w niej nic, co by mnie do niej nawet w maleńkim stopniu przyciągnęło. Fakt nie była postacią płaską, nawet czasami wydobywała z siebie, jakiś tam charakter, który starano się jej nadać, ale to nie pomogło, aby podejść do niej w nieco bardziej pozytywny sposób. Zresztą tak samo było z Filipem, gościem poznanym w opuszczonym budynku – w tym jednak przypadku ten facet to całkowita tektura. Fabuła czasami zahaczała o całkowity absurd, dodatkowo brakowało tu odpowiedniego nastroju tajemnicy, który podciągnąłby budowany klimat. Czasami dało się wyczuć nutkę powiewającej w powietrzu grozy – kupiły mnie te elementy wprowadzone w fabułę. Coś się wtedy działo i historia nabierała dynamiki. Zakończenie było dla mnie zupełną klapą i rozczarowaniem, choć do końca miałam nadzieję, że ono nieco uratuję tę książkę. „Zapach świeżych trocin” wypadło dla mnie po prostu słabo. Wymęczyłam ją do końca, choć miałam kilka razy ochotę przerwać jej słuchanie. Zdecydowanie nie jest to historia, którą będę polecać innym czytelnikom.