Książka jest tak absurdalna, że aż wciąga. Zdecydowanie jest to najbardziej oryginalna fabuła thrillera medycznego i z wszystkich dotychczasowych części najbardziej mnie wciągnęła. A zaczęła się od zabiegu kastracji, po czym pojawił się wątek przypadłości znikających penisów. Pośród osobników męskich zaczyna szerzyć się choroba psychiczna powodująca omamy, że męskie genitalia zostają wchłaniane w głąb ciała, a faceci, jak to faceci, nie są w stanie tego unieść i popełniają samobójstwa. Do badań nad nowym wirusem koro zostaje zaangażowana Marta, która poznaje Sebastiana Fabera, który dość nachalnie podrywa lekarkę. Ponadto w tajemniczych okolicznościach znika jej kolega z mikrobiologii, Marek Leśniowski. Przyznam się, że od połowy książki nie mogłam się od niej oderwać, choć cała ta akcja była grubo naciągana, a ostatnia scena z mrówkami bardzo mnie zniesmaczyła.
Czy to już ostatnia przygoda z doktor Martą? Na to wygląda.