Należy na wstępie podkreślić, że publikacja jest już nieco nieaktualna. Była ona przeznaczona dla zagranicznego czytelnika i została opublikowana jeszcze przed wyborami parlamentarnymi z 2023 roku. Ogółem znalazł się w niej cały zestaw typowych dla liberałów połajanek pod adresem złowrogiego "narodowego populizmu". Na łamach publikacji Jarosław Kuisz zajmuje więc wpływami polskiego Kościoła, "zamachem na praworządność", polityką gospodarczą rządów PiS i w końcu tytułową suwerennością.
Pisze w końcu, ponieważ po pewnym czasie czytając książkę nie wiadomo, o co tak naprawdę chodzi autorowi. Historyczne odniesienia przeplatane z bieżącą polityką tworzą duży chaos, a niektóre fragmenty publikacji są zbyt ogólnikowe i chyba raczej nie rozjaśniły wielu kwestii zagranicznym odbiorcom.
Na pewno zgadzam się z Kuiszem w jednej sprawie: jest jednym z niewielu autorów w Polsce, którzy nie boją się kwestionować zbyt uległej polityki polskich elit względem Stanów Zjednoczonych. Problem polega na tym, że proponuje przejście z deszczu pod rynnę, bo wyraźnie krytycznie odnosi się do kwestionowania przejawów federalizacji Unii Europejskiej. Tymczasem konieczne jest zachowanie równego dystansu zarówno do USA, jak i UE.
Podsumowując: jest to tak naprawdę niewiele wnosząca i momentami niezwykle męcząca dla polskiego czytelnika lektura, nie wspominając już o jej jednoznacznie ideologicznym sprofilowaniu.