Książka zapowiadała się ciekawie – tropienie bin Ladena i praca wywiadu. Niestety, zamiast emocjonującej relacji, dostajemy rozwleczone wspomnienia pełne zbędnych szczegółów, zwłaszcza... jedzenia. Autor z uporem opisuje, co jadł i pił na każdym spotkaniu, co odciąga uwagę od meritum.
Dialogi są sztuczne i drętwe, a styl zdradza, że Makowski to oficer, nie pisarz. Zamiast napięcia – mamy suche relacje ze spotkań i narad. Brak akcji może i oddaje realia pracy wywiadu, ale sposób podania czyni książkę po prostu nudną. Dodatkowo razi megalomański ton autora, który kreuje się na kluczowego gracza w globalnej grze.
Choć znajdziemy tu kilka interesujących obserwacji, całość rozczarowuje.