"Wnuczkożonka, czyli jak utrzymać laskę" jest to zabawna książka o relacjach męsko-damskich. Jest swego rodzaju poradnikiem dla dziewczyn i ich partnerów, ze szczególnym uwzględnieniem tych dwa razy starszych. Zawiera krótkie historyjki o różnych typach kobiet i mężczyzn oraz o ich wzajemnych relacjach. Nie ma tu opowieści o idealnych parach, za to można się pośmiać z karykaturalnych opisów sytuacji i osób, które bardzo przypominają naszych znajomych. Książka składa się z czterech części. "Gra wstępna" to krótki opis bohaterów, rodzaj przystawki przed obiadem, "Katalog typów" – dokładny opis najczęściej spotykanych męskich i żeńskich kochanków, "Katalog usług" – historyjki poświęcone temu, co się naprawdę dzieje w związkach i ofertom, jakie mamy dla płci przeciwnej, "Księga ostrzeżeń" – mapa raf i mielizn, na których najczęściej lądują nieostrożne, ufne kobiety określane mianem lasek. Książkę czyta się jednym tchem. Autorka nie oszczędza nikogo, ale proponuje także łatwe wyjścia z trudnych sytuacji, które zdarzają się w każdej relacji męsko-damskiej. Jednak przede wszystkim sugeruje, że czujność w każdym związku jest nie do przecenienia.
Hanna Bakuła is a Polish painter, scenographer and Playboy's columnist.
Bakuła has gratuated with honors from the Academy of Fine Arts in Warsaw, where she has studied under such Polish masters as J. Tarasin, E. Eibisch, A. Kobzdej. In 1981 she left for New York and settled on Manhattan. She painted, designed scenography and costumes for the avant-garde theatre "The Kitchen". These designs were praised by "The New York Times" as the best of the Off Broadway projects and won Bakuta first prize.
In 1989 she came back to Poland. Since 1996 years Bakuła organizes Franz Schubert's Music Festivals. In 1997 she has established the Hanna Bakuta Foundation and later, the Women's Club.
Hanna Bakuła is author of the many portraits, including Grace Jones, Liv Ullmann, Yehudi Menuhin.
Zapewniająca dobrą rozrywkę ale nie wiadomo do kogo adresowana - tak jakby autorka chciała dokopać wszystkim, a nawet jeśli kogoś oszczędza, to mimochodem wspominając, że to są dziwacy stanowiący promil społeczeństwa, a ci, którzy tworzą mainstream to banda godnych pożałowania i śmiechu wartych pomyleńców. Jako felietony na pewno zabawne, jako książka - w połowie się nudzi...