Rzadkiej wody kuriozum, czyli rekapitulacja wiedzy o Atlantydzie i zagadkowych światowych mitach o potopie, wzbogacona o Marsjan stymulujących i nadzorujących rozwój ziemskiej cywilizacji oraz o mieszankę losowo dobranych danych geologicznych, klimatycznych i statystycznych, wepchnięta w dziurawą włóczkę fabuły. Innymi słowy - przez 230 stron jeden facet opowiada drugiemu, jak to przez tysiąclecia biegła historia współżycia światłych Marsjan, co to uszli z nienadającej się już do życia planety - z prymitywnymi, niespecjalnie dającymi się edukować ziemskimi tubylcami.
Dialogi? O tyle, żeby czytelnik nie padł od samego opisu. Akcja? Raz czy dwa spacer. Puenta? Brak. Żeby być jednak sprawiedliwym, książka ma trzy "plusy". Pierwszy: jest napisana w miarę gładko i językowo nie mierzi. Drugi: koncepcja interwencji Marsjan jest nawet jakoś tam przemyślana i łączy w jedną całość mnóstwo elementów z historii i kultury. Trzeci: rzecz nie jest tak strasznie zła, jak głosi fama. Aczkolwiek nie ma co popadać w przesadę - dobra literatura to też nie jest.