Szamani życia to powieść obyczajowa autorstwa Wojciecha Burgera dziejąca się we współczesnym Szczecinie, sięgająca losami bohaterów do czasów PRL, z tajemniczym wątkiem kryminalnym, którego rozwiązanie sięga do przedwojennego Szczecina. Powieść jest fikcją, której akcja osadzona w takich szczecińskich miejscach, jak Park Kasprowicza czy Wały Chrobrego, oraz wydarzeniach, jak chociażby finał regat The Tall Ships Races 2007, znanych wszystkim mieszkańcom Szczecina.
Bardzo dobry kryminał, którego akcja dzieje się na początku lat dwutysięcznych w stolicy Pomorza Zachodniego. Tuż przed finałem regat The Tall Ship Races na ulicach miasta zaczyna grasować seryjny zabójca. Nie dość, że popełnione przez niego zbrodnie zaczynają przypominać zamkniętą sprawę sprzed lat, to jeszcze nie za bardzo wiadomo, co z tym fantem zrobić. W końcu nikt nie chce wzbudzać popłochu wśród mieszkańców i turystów przed tak atrakcyjnym eventem...
Autorowi należą się brawa za nakreślenie postaci i zręczne twisty dotyczące faktów z ich życia. Poznajemy paczkę dobrych znajomych z lat szkolnych, którzy po latach - już jako dojrzali ludzie - spotykają się znowu. To już nie te same beztroskie, nastoletnie dusze. Dużo w nich bólu, zmęczenia życiem, czasem też - tęsknoty. Spotkanie po latach pozwala im poznać się od nowa.
Do tego Szczecin, mój ukochany Szczecin, który jest nie tylko tłem wydarzeń, ale też kolejnym cichym bohaterem powieści. Choć blurb książki mówi o Szczecinie "współczesnym", nie do końca tak jest. W tym miejscu zaznaczyć należy, że fabuła zahacza o kilka płaszczyzn czasowych - moja dygresja dotyczy tej najpóźniejszej, czyli roku 2007. O dziwo, od tego roku zdążyły się już zmienić nie tylko nazwy niektórych ulic, ale też zniknęły niektóre rozwiązania z zakresu organizacji ruchu (np. przejście podziemne). W efekcie "nowsze" słoiki i turyści mogą nieco pogubić się w topografii miasta opisanej w tekście, ale - jako słoik nieco starszy stażem - uspokajam: z łatwością da się w tym odnaleźć. To, czego nie da się wyłapać z kontekstu, jest do znalezienia w Internecie.
Książkę polecam, bo jest i wciągająca, i sensowna, i napisana ładną, przystępną polszczyzną. Czego chcieć więcej?
PS W "Szamanach życia" pojawiają się sceny ocierające się o ezoterykę. Czytelników, których elementy nadprzyrodzone w książkach odrzucają, zapewniam: też nie jestem ich fanką. Tutaj jest ich dość sporo, ale finalnie ładnie zamykają nam niektóre wątki. Dałoby się napisać tę samą książkę kompletnie bez nich, ale jednak są obecne. Wprowadzają do książki odrobinę ciepła, spokoju i nadziei - pewnie stąd decyzja autora o ich zastosowaniu.