W tej tak aktualnej książce Sogjal Rinpocze mówi o tym, jak zrozumieć znaczenie życia, jak zaakceptować śmierć, jak pomagać umierającym i umarłym. Śmierć jest naturalną częścią życia i wcześniej czy później każdemu z nas przyjdzie stawić jej czoło. Moim zdaniem, póki żyjemy, możemy podejść do niej na dwa sposoby, ignorować ją bądź śmiało spojrzeć w oczy perspektywie własnej śmierci, i trzeźwo o niej myśląc, spróbować zmniejszyć cierpienia, jakie ze sobą przyniesie. Niezależnie jednak od tego, na co się zdecydujemy, nie zdołamy jej pokonać. Jako buddysta, uważam śmierć za naturalny proces, rzeczywistość, i godzę się z tym, że będzie się ona pojawiać tak długo, jak długo żyję na Ziemi. Wiedząc, że nie mogę przed nią uciec, nie widzę powodów, dla których miałbym się nią zadręczać. Myślę o śmierci jak o zmianie starego, znoszonego ubrania, a nie jak o ostatecznym końcu. Jednak śmierć jest nieprzewidywalna: nie wiemy, kiedy przyjdzie ani jak to się stanie. Mądrze więc byłoby przygotować się do niej, nim rzeczywiście nadejdzie. Oczywiście, większość z nas chciałaby umierać w spokoju, jednak równie oczywiste jest to, że nie możemy liczyć na łagodną śmierć, jeśli nasze życie było pełne przemocy, a umysł owładnięty gniewem, przywiązaniem czy strachem. Jeżeli chcemy dobrze umrzeć, musimy nauczyć się dobrze żyć; jeżeli liczymy na spokojną śmierć, musimy znaleźć spokój umysłu i pokój w życiu. Czytając książkę "Tybetańska Księga Życia i Umierania", dowiecie się, że z buddyjskiego punktu widzenia doświadczenie śmierci jest niezwykle ważne. Choć zasadniczo miejsce i rodzaj odrodzenia zależą od sił karmy, może na nie wpłynąć stan umysłu umierającego. Tak więc w chwili śmierci, mimo różnorodności nagromadzonych karm, próba wzbudzenia prawego stanu umysłu może wzmocnić i ożywić karmę pozytywną, przynosząc szczęśliwe odrodzenie. W momencie śmierci mogą również pojawić się najgłębsze i najpożyteczniejsze doświadczenia wewnętrzne. Poprzez ustawiczne poznawanie procesu umierania w czasie medytacji doświadczony praktykujący może wykorzystać moment śmierci do osiągnięcia wielkiego duchowego spełnienia.
Dalajlama, 2 czerwca 1992 (z przedmowy do książki "Tybetańska Księga Życia i Umierania")
Moje oczekiwania wobec Tybetańskiej Księgi Życia i Umierania od początku były wysokie. Miały na to wpływ zarówno jej popularność, pozytywne opinie jak i sam tytuł sugerujący, że mamy do czynienia z dziełem niebanalnym. A jednak TKŻiU nieco się z nimi rozminęła. Spodziewałam się tutaj chyba więcej rozważań egzystencjalnych na temat życia i śmierci, zdumiewających spostrzeżeń, które otworzą nowe okno w moim umyśle, a dostałam coś zgoła innego. Nie jest to łatwa w odbiorze lektura dla laika takiego jak ja, który z buddyzmem nigdy wcześniej nie miał do czynienia. Wydaje mi się, że zrozumienie niektórych konceptów, które ta książka opisuje wymaga jednak wcześniejszego wprowadzenia do buddyzmu tybetańskiego, inaczej wydają się one zbyt abstrakcyjne, czasem nawet dziwne, i po zakończeniu lektury odnoszę wrażenie, że ja tego po prostu "nie kupuję". Nie jest to książka zła, zawiera wiele praktycznych wskazówek dot. praktykowania np. medytacji. Jakieś nowe okno w umyśle jednak otwiera, bo pozwala inaczej spojrzeć na śmierć i zachęca do dalszego zgłębiania tematyki duchowości. Natomiast na ten moment nie czuję się przekonana, nie czuję, że jest to książka, która odmieniła moje życie, a miała taki potencjał.
Ciekawa książka warta przeczytania. Jest to lektura duchowa, niekoniecznie dla każdego, bo nasze uprzedzenia mogą ukryć jej sens. Sama treść dała mi na prawdę dużo.