Lata dzieciństwa spędzone w piętnastowiecznym pałacu we Florencji pod okiem surowej angielskiej guwernantki. Stara arystokratyczna rodzina, której życie podzielone jest między miasto i toskańską wieś, gdzie spędza się letnie miesiące w zgodzie z rytmem zbiorów, z winobraniem, ceremoniami żniwnymi. Studia historyczne we Włoszech i młodzieńcze eskapady zagranicę, z zarabianiem na życie przy organizacji małych i wielkich przyjęć na zamówienie. Spotkanie z młodym Polakiem i przyjazd, w ślad za mężczyzną swojego życia, do Warszawy - w samym środku kryzysu lat osiemdziesiątych.
Ten barwny życiorys jest udziałem Tessy Capponi-Borawskiej. Autorka łączy tradycję polską i włoską, przepisy na swoje ulubione dania i smakołyki charakterystyczne dla każdej pory roku, święta lub zwyczaju. O tym wszystkim opowiada w książce Moja kuchnia pachnąca bazylią, zestawiając smakowite przepisy kulinarne z barwnymi opowieściami i anegdotami rodzinnymi, opisami świąt Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy, przyjęć karnawałowych, lipcowych wiejskich dożynek, wrześniowego winobrania, listopadowego zbioru oliwek. Czytelnik może poznać tajniki przygotowania ribbolity, czyli zupy chlebowej, czy zupy - kremu z jabłek i pietruszki; pieczonej szynki świątecznej, duszonego zająca, saltimbocca, czyli kawałków cielęciny z szynką i z szałwią, czy pieczonego bażanta; nadziewanych pomidorów, "omdlenia imama", czyli bakłażanów faszerowanych pomidorami i cebulą; wspaniałych, aromatycznych sosów; wreszcie - pralinek czekoladowych czy deseru z jabłek.
Tessa Capponi-Borawska wykłada dzieje Włoch i historię włoskiej kuchni na Uniwersytecie Warszawskim i redaguje dział kulinarny w miesięczniku "Elle".
Nigdy w życiu nie czytałam niczego od Tessy Capponi-Borawskiej, także była to dla mnie podróż w nieznane, ale za to jaka to była bogata i smakowita wyprawa. Zachwyciła mnie jej podróż z Włoch do Polski, ale także te cudowna połączenia kulinarne, tą otwartość i pozytywny przekaz płynący z tej książki. Gotowanie jest tak ważną częścią naszego życia i pani Capponi-Borawska uświadomiła mnie, jak ważne jest to, co jemy i co gotujemy, ale również jak przyrządzamy nasze dania i jak dużą swobodą można się wykazać, przy ulepszaniu i eksperymentowaniu przy przepisach dobrze nam znanych. Autorka zabrała mnie we wspaniałą podróż po Florencji i okolicach, i czytając to w czasach pandemii, zdałam sobie sprawę jak bardzo jedzenie może nam pomóc w tych podróżach, nie ruszając nawet z naszych kuchni. Niesamowite doświadczenie, wspaniała historia i przepisy, z których na pewno chciałabym kiedyś skorzystać.
"Moja kuchnia pachnąca bazylią" to piękna, powolna opowieść jednej z najbardziej znanych polskich dziennikarek kulinarnych. Opowieść o dzieciństwie, młodości, Italii, innym świecie i innym życiu oraz, oczywiście, o jedzeniu. Jedzeniu na każdą porę roku, na każdą pogodę, w sytuacji wielkich trudności i smutków oraz w sytuacji niesamowitej radości. O jedzeniu, które potrafi wyciągnąć z najgorszej sytuacji, które jest oznaką miłości, przywiązania, uczucia i wyrazem osobowości, cech charakteru i fantazji.
Chyba wszystkie podane przepisy zaznaczyłam karteczkami indeksującymi (no, oprócz kilku, bo znam swoje własne upodobania). Ale - i to jest dla mnie ważniejsze - na parę godzin całkowicie przeniosłam się w inny, piękny, daleki, ale mimo wszystko bardzo bliski mi świat, w którym celebruje się codzienność i docenia się każdą chwilę.