"Echa leśne" S. Żeromskiego to krótki utwór, który z początku przypomina beztroskie opowiadanie, jako że w rolę narratora wciela się dziecko, towarzyszące dorosłym zgromadzonym wokół ogniska. Chłopiec nie może się powstrzymać od lekko ironicznych komentarzy na temat gości. Kiedy popijają oni herbatkę z trunkiem, w tle da się słyszeć tytułowe echa leśne, przez co cała sceneria wręcz koi serce. Ot, wesoła gromada przy ciepłym palenisku, w otoczeniu szumu i łoskotu drzew - to wszystko na terenie uroczego folwarku.
Żeromski ucisza jednak swojego narratora-bohatera, kiedy to inny bohater zawiera głos, aby opowiedzieć historię, która stwarza nam swego rodzaju nowelę w opowiadaniu - zabieg nietypowy, lecz udany ze względu na obecność lasu. Las jest tutaj bowiem symbolicznym portalem między chwilą obecną a wydarzeniami, jakie rozgrywały się na jego terenie lata wcześniej - w ujęciu metaforycznym echa leśne to nie dosłowne odbijanie dźwięków, ale nawiązanie do czegoś z przeszłości. Tym czymś jest oczywiście powstanie styczniowe.
Poprzez opowieść generała o "zdradzie" bratanka-powstańcy, Żeromski składa hołd rzeczywistym uczestnikom tego powstania, poległym za ojczyznę. Stawia im mogiłę zdobioną krzyżem brzozowym i za pomocą całej symfonii środków stylistycznych przekonuje, że ich odwaga i bohaterstwo będą wciąż odbijać się echem nawet po ich odejściu.
To piękny utwór. Wystarczy się w niego wsłuchać.