И не думал Слепой, что ему предстоит вернуться в Зону. Он уже закрыл страницу прошлой, сталкерской жизни, живет в обычном мире, готовится к свадьбе... Но судьбе наплевать – и вот уже на Слепого открыта охота, и укрыться он может лишь там, в Зоне.
А между тем в Зону прибывает свежее мясо. Толик. Бандит. Живет по понятиям и не знает горя. Но его мир ломается, когда он встречает философствующего толстяка по имени Будда. И Толик начинает понимать, что не все так просто, что мир нельзя разложить по понятиям…
А еще есть Тварь. Ужасное существо, цель которого добраться до вершин пищевой цепочки, попутно уничтожив все живое на своем пути…
Chciałam zakończyć trylogię, skoro dwie pierwsze części łyknęłam bez zapitki, ale mało się nie udławiłam.
Plusy: Ślepy. Jego poczucie humoru, wtręty w narracji, łeb na karku i odrobina szczęścia. Oraz bonus - rozwiązanie problemu ze Stworem.
Minusy: cała reszta.
Sięgnęłam po Łańcuch mając nadzieję na trzecie spotkanie ze Ślepym, a dostałam niezbyt wartką przygodę, ze Ślepym gdzieś tam wspomnianym, przy okazji, bo skoro już o nim się zaczęło, to nie należy go wywalać na dobre, a wydaje mi się, że gdzieś taka myśl mogła Autorowi mignąć. Takie potraktowanie go po macoszemu uważam za bardzo krzywdzące.
Narracja: Ślepo-pierwszoosobowa pomieszana z trzecioosobową. Na początku bardzo mylące, później tylko frustrujące.
Ogólne wrażenia: Wątek Ślepego, mimo iż bez fajerwerków, nadrabiał poczuciem humoru, anegdotami o Pietrowie i ogólną wartkością. Wątki Stwora, Kurbana/Asfalta i Tolika z brygadą nawet mnie nie obchodziły, mimo iż były główniejsze od Ślepego. Stwór od razu nasunął mi na myśl The Thing, Tolik nie kojarzył się z niczym, członków jego ekipy nawet nie rozróżniałam. O czym też za chwilę. Z całej nowej czeredy ratował się chyba tylko Budda, mimo iż też połowicznie (i to tylko jego reakcją na Stwora, próbującego go zahipnotyzować), gdyż służył chyba jedynie za narzędzie do chamskiej ekspozycji, w razie gdyby czytelnik zgubił się w niezbyt zawiłej intrydze. I za pretekst do wrzucenia kilku mądrzejszych słów do gara bluzgów, chociaż i tak w ograniczonej ilości, przez co po dziesiątym "kole sansary" zaczęłam liczyć strony do końca książki.
"Łańcuch pokarmowy" - może tylko ja tak mam, ale powtarzanie przez całą treść książki jej tytułu, podczas gdy jest to tylko generyczny zwrot, a nie nazwa własna czy coś, doprowadza mnie do szału. Za pierwszym razem się skrzywiłam, za trzecim zaczęłam obserwować sufit nad głową, a po każdym kolejnym razie miałam ochotę piznąć książkę w kąt. Szkoda, że nie liczyłam ile tego faktycznie było, ale na pewno mnóstwo i to wrzuconych w treść dialogów tak niezgrabnie, że już tylko zakreślenia jakimś kolorem brakowało, by bardziej było widoczne. Dobrze, Autorze, rozumiem! Łańcuch pokarmowy, drapieżniki i ofiary, w świecie zwierząt, ale i wśród ludzi i polityki! I GET IT! Nie trzeba mi tego powtarzać do absolutnego końca-- Niestety, najwyraźniej trzeba, gdyż cała książka jest jeszcze streszczona w ostatnim akapicie, a ostatnie słowa na papierze to właśnie "łańcuch pokarmowy". Witki mi opadły.
Postaci. Ślepego kocham bezwarunkowo, bo lubię tego typu postaci i koniec. Cała reszta - imiona na kartce, których nawet nie rozróżniałam. Kilka razy musiałam się cofać, by sobie przypomnieć, o kim mowa. Wiem, że idea Zony jest taka, że przychodzi taki koleś i zaczyna życie od zera, dostaje ksywę i wszystko co było znika jak starte gumką, ale postaci zaczynające od nowa to co innego niż postaci bez żadnego tła, a tu niestety mamy tych drugich. Tak więc postać była jedna w całej książce. Reszta to tusz na papierze.
Aha, i jeszcze to co Kary zrobił Ślepemu na koniec - równie dobrze Ślepy mógł się w swojej kanciapie obudzić i stwierdzić, że to był tylko sen! Ten sam zabieg literacki.
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze korekta, której chyba nie było. Literówki, powtórzenia (pięć razy słowo "zdobycz" w przeciągu ośmiu zdań jest absolutnym mistrzostwem), interpunkcja, a nawet pomylenie północy z południem (kiedy to koledzy bandyci najpierw idą na PŁD, potem Ślepy w PRZECIWNYM KIERUNKU - na PŁD. Dokładnie tak). Może nie w zastraszających ilościach, ale wystarczająco, by zauważyć i się zdenerwować.
Życzyłam sobie innego rozstania ze Ślepym, ale trudno - jest jakie jest. Nawet jeśli Ślepy znów postanowi wyjść w Zonę, to ja tam już nie idę. Dzięki, Ślepy, za bycie przeuroczym łazęgą i za rozśmieszanie mnie w tramwajach. Dobrej Zony!
This entire review has been hidden because of spoilers.
Moim zdaniem słaba w porównaniu z poprzednimi częściami. Na początku strasznie mi się nudziła, ale z czasem sie zaangażowałam w historię. Perspektywa Stwora niestety najnudniejsza, cały wątek z nim szczerze mówiąc był średni.