Ewa i Mariusz to małżeństwo z prawie dwudziestoletnim stażem. W ich związek wkradła się nuda, oboje mają wrażenie, że się od siebie oddalili. Pod wpływem znalezionego w sieci ogłoszenia decydują się na prawdziwą życiową rewolucję: sprzedają mieszkanie w mieście i kupują stare schronisko w maleńkiej miejscowości Podgórowo. Wydaje im się, że największą trudnością będzie przystosowanie się do nowych, dość surowych warunków życia oraz przedłużające się remonty, ale los szykuje dla nich wyzwania, których nie przewidzieli...
W małżeństwo Ewy i Mariusza po latach wdała się rutyna. Pewnego dnia postanawiają zmienić wszystko - pakują się z dziećmi, sprzedają mieszkanie w mieście i kupują stare schronisko w Podgórowie. Blisko natury, bez ciepłej wody i prądu zaczynają prace remontowe. To jednak nie remont będzie największym problemem…
Uwielbiam pióro Tekieli i autorka znów pokazała jak dobra jest w tym, co robi. Do Podgórowa przeniosłam się z przyjemnością. Ta powieść jest kojąca, ciepła, ale i zaskakująca, bo to, co tam się wydarzyło wbiło mnie w fotel. Zupełnie nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Ale cicho sza, nic Wam nie powiem ☺️
Joasia potrafi wcielić się chyba w każdego. W tej książce jest kobietą, której wszystko wali się na głowę. Jest silna, ale pozwala sobie na chwile słabości, potrafi płakać, ale i przeklnąć kiedy trzeba. Jej zawziętość idealnie przeplata się z miękkim sercem. Bardzo podoba mi się ta postać. Joasia jest również mężczyzną. Takim trochę szalonym, może nieodpowiedzialnym, a może właśnie wręcz przeciwnie? Jest nastolatką, a właściwie praktycznie dwiema, których dorastanie nie należy do najłatwiejszych, ale z mądrą mamą dają radę. Jest starszym panem, samotnym, ale otwierającym serce na przyszywanego wnuka. Jest wreszcie tym wnukiem. To jest chyba najlepsze wcielenie Joasi. Nie przepadam za postaciami dziecięcymi w literaturze, bo często są sztuczne. Autorka jednak po prostu stała się dzieckiem i ja Adasia kupuję całego. Ile on mi radości przysporzył, to się w głowie nie mieści.
W Podgórowie znajdziecie wszystko: wzruszenie, zabawne historie, przekochane zwierzaki, fajnych ludzi i nocleg. I ja z niego mam zamiar skorzystać, dlatego z tego miejsca proszę autorkę o kolejny tom, bo ja chcę tam zostać na dłużej 😊
To była naprawdę przyjemna, obyczajowa lektura. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się takiej dawki emocji i tyle wzruszeń. To jest moje drugie spotkanie z autorką, ale z pewnością nie ostatnie. Kolejny raz przekonałam się, że Joanna Tekieli pięknie czaruje słowami!
Dałbym 5 gwiazdek, ale za bardzo mnie emocjonalnie przetargała ta książka. A miało być coś lekkiego do pracy w ogrodzie w spokojnym siedlisku... Jeśli ktoś lubi tematy życia nieco poza-systemem, to będzie to historia wpleciona w ten klimat.
Wysłuchałam z zaciekawieniem do końca, majac nadzieję na jakaś głębię tej powieści. Niestety nic odkrywczego tu nie znalazłam, być może miałam za wysokie oczekiwania, aczkolwiek wiejski klimat sprawi pewnie radość niejednemu czytelnikowi.
Piękna i wzruszająca opowieść o tym, że każdą przeszkodę w życiu da się pokonać, jeśli człowiek jest zdeterminowany. Realistyczne, plastyczne opisy przyrody sprawiają, że widzi się piękno Podgórowa i jego okolic. A humor i cięte riposty małego Adasia wywołują łzy ze śmiechu.
"A wie pan, czego takiej kobiecie najbardziej brakuje? Tego, żeby choć jeden problem móc podzielić na dwoje. Tego, żeby choć jedną decyzję ktoś podjął za nią. Tego, żeby nie drżeć ze strachu, że zachoruje i będzie potrzebowała pomocy, a dzieci zostaną bez opieki! I tego, żeby choć na chwilę nie musieć się czuć odpowiedzialną za wszystko i wszystkich!"
Mam słabość do książek, w których pojawiają się: przeprowadzka, remont, zaczynanie wszystkiego od nowa. Gdybym miała "Schronisko w Podgórowie opisać jednym zdaniem to powiedziałabym, że jest to życiowa histeria. I tym mnie ujęła. Podoba mi się to, jak autorka pokierowała losami bohaterów. Przed jakimi zdarzeniami ich postawiła i jakie decyzje podjęła szczególnie główna bohaterka - Ewa.
Zwykle w książkach z motywem przeprowadzki jest tak, że na początku jest źle, a później wspaniale. Nie u Joanny Tekieli (i chwała jej za to). W "Schronisku w Podgórowie" na początku jest nie najgorzej, później trudno ale dobrze, a dopiero następnie się chrzani. A czytelnik obserwuje to, jak główna bohaterka radzi sobie z sytuacją, która ją spotkała, a tak naprawdę po prostu z codziennym życiem. Nikt tam nie ma czarodziejskiej różdżki i niczego magicznie nie naprawia. Właśnie ta proza życia płynąca z tej książki mnie ujęła. I nawet otwarte zakończenie mi nie przeszkadzało.