Polska / Poland discussion

66 views
Książka miesiąca > [alternatywna książka, lato 2011] Gra o tron - George R.R. Martin

Comments Showing 1-13 of 13 (13 new)    post a comment »
dateDown arrow    newest »

message 1: by Kasia (new)

Kasia Z wypiekami na twarzy obejrzałam serial, ale za książkę się jeszcze nie zdążyłam zabrać...

Mam nadzieję że jest równie dobra co adaptacja
::trzyma kciuki w napięciu::


message 2: by Jaga (new)

Jaga (jagatka) | 93 comments Jestem bardzo ciekawa opinii - serial jest fantastyczny a do książki na razie mnie nie ciągnie zbyt mocno. Może pod wpływem Waszych opinii zmienię zdanie. Podobno w empiku jest niezła oferta na wydanie angielskie :)


message 3: by Marta (last edited Jul 05, 2011 11:42AM) (new)

Marta (malharma) | 40 comments mnie serial tak wciągnął, że już po pierwszym odcinku wgrałam sobie książkę na kindelka :)
osobiście baaaaardzo mi się podobała i już jestem po lekturze 2 tomu, ale np. mój tata strasznie się męczy i pyta czy w następnej części też są takie dłużyzny (ja ich nie odczuwałam), a pewien znajomy przyznał mi się ostatnio, że czytał tylko wybrane rozdziały min. te dotyczące Daenerys :)


message 4: by Mat (new)

Mat | 140 comments Mi się serial średnio podobał i jestem zdecydowanie zdania, że książka jest znacznie, znacznie lepsza.

Też odczuwam dłużyzny nieznośne (nie lubię całego chyba wątku z Murem) i niestety w kolejnych tomach niewiele się zmienia pod tym względem. (Możesz więc tacie przekazać, że pewnie jemu też nadal będą przeszkadzać i trzeba się pogodzić z tym, że przez wątki niektórych postaci trzeba przebrnąć:()


message 5: by hevs (new)

hevs (hevi) | 10 comments Przeczytałam... cóż, czyta się dobrze, ba, bardzo dobrze (choć grafomańskie rozciąganie jest straszne, to jest opasłe tomiszcze, a prawie nic w nim nie ma tak naprawdę). Ale poza tym bida. Czytadło na plażę: tak. Dobra literatura: nie. Właściwie jedyny sensowny i ciekawy wątek to ten z Daenerys, niestety końcówka "Gry o tron" nie pozostawia wątpliwości: będzie chyba najgorszy ze wszystkich :/ (nie chce przesadnie spojlować). Przeczytać można, jeśli kogoś nie razi złe tłumaczenie, brak redakcji, błędy logiczne, papierowi bohaterowie i prymitywne wątki pseudopolityczna ;) Moim zdaniem duża krzywdę robią tej powieści fani, którzy pieją z zachwytu i w najgłupszy sposób starają się udowodnić, że to arcydzieło. To jest taka poczytajka na 3+ i tyle :)

Jak ktoś lubi naprawdę dobre fantasy, to polecam cykl "Fortece" (właściwie jest to cykl "Tristen", ale że wszystkie tomy mają jakąś fortecę w tytule to się przyjęła taka nazwa) C.J. Cherryh.


message 6: by Mat (new)

Mat | 140 comments Hevs wszystko zależy też od tego co uznajesz za dobrą literaturę. Jeśli dobra = wartościowa + dobrze napisana to zgadzam się. Jeśli dobra = dająca wiele satysfakcji z czytania intelektualnej/estetycznej/rozrywkowej w zależności od tego co obiecuje. To chyba jednak będę się kłóciła, że jest to całkiem dobra literatura.
W swoim gatunku.

To co mi najbardziej w książce (a właściwie książkach) przeszkadzało to poczucie, że autor ma swoich ulubieńców, których faworyzuj- wiem że, czeka ich dużo perypetii ale żadna z nich nie skończy się źle. Aargh! Nie cierpię takich postaci.

Też macie takie odczucia odnośnie niektórych bohaterów?

W ogóle faworyci jacyś faworyci? najlepiej skonstruowane postaci? Najbardziej papierowe? Najbardziej irytujące?


message 7: by Tocotin (new)

Tocotin | 9 comments Zgadzam się z Hevs na całej linii.

Szczerze mówiąc, czytam pierwszy tom od plus-minus miesiąca i nie mogę znieść więcej niż dwa rozdziały na raz. Nie wiem jak wygląda polskie tłumaczenie, ale język oryginału jest i koślawy i pompatyczny. Świat nie wydaje mi się na razie ciekawy: trochę pseudośredniowiecza, szczypta Mongolii, szczypta Persji czy innej Turcji, dalej nie wiem bo idzie mi jak krew z nosa, jedyne co jako tako działa to ten mur na północy. Nic nie jest bliżej opisane, nie wiadomo co ci ludzie jedzą, jak się ubierają, skąd biorą zapasy na zimę trwającą kilka lat (!!).

Ale najbardziej działają mi na nerwy bohaterowie: nie tylko papierowi, ale jeszcze i za głupi żeby żyć. Jak ktoś tak durny jak ten król Robert zdołał się utrzymać na tronie dłużej jak pięć minut? Chyba tylko dlatego że otaczają go jeszcze więksi idioci... Pojęcie autora o możnowładcach i arystokracji wygląda tak: "nie będę sobie zawracać głowy ekonomią i finansami, moje przydupasy to załatwią, a co do polityki to będę subtelnie namawiać mojego wroga żeby wyszedł na krużganek gdzie pośliźnie się na mydle."

Nie wiem, może później ktoś tam się interesujący trafi, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć; to tak a propos pytania Matyldy. Niby Tyrion jest jakoś tam zrobiony lepiej niż pozostali, ale tak przewidywalny że ręce opadają.


message 8: by hevs (last edited Jul 09, 2011 12:25PM) (new)

hevs (hevi) | 10 comments Poprzednie komentarze przeczytałam już wczoraj, dzisiaj chciałam odpisać... ale widzę, że Tocotin już to zrobił. Zgadzam się ze wszystkim za wyjątkiem tego brnięcia - akurat przeczytałam to bardzo szybko (cztery czy pięć dni), ale to pewnie z racji tego, że byłam na strasznym głodzie czytania (studia) ;) Bo wciągnąć mnie to nie wciągnęło, po prostu czytałam z rozpędu i leciało bardzo szybko. Ogólnie odrobinę ciekawszy był wątek Daenerys (miał potencjał, a bohaterowie mieli jakieś motywy) no i wątki Aryi i Jona (który mnie irytował) - w miarę napisane wątki z powieści przygodowej dla młodzieży młodszej (a nie tym miała być ta cała "Pieśń..." no nie?). Tyrion faktycznie był jedyną postacią odrobinę pełniejszą, ale też, jako się rzekło, bez szału

Jeśli idzie o polskie tłumaczenie, jest tragiczne i przede wszystkim nie widziało redakcji. Trochę przykładów tutaj.


Ach! Jeszcze jedno: Matyldo, nie uważam, żeby "Gra o tron" była dobra w swoim gatunku. Jest lepsza od licznych powieści fantasy, ale są to powieści żenująco słabe (takie w fantasy dominują). Natomiast fantasy jako gatunek ma ogromne możliwości (większe nawet niż sf), tylko bardzo mało jest autorów z tych możliwości korzystających. Osobiście sądzę podgatunki fantastyki po możliwościach i patrząc na to, co Martin mógł zrobić (nie zmieniając wcale podstawowych założeń i ogólnego klimatu książki), a czego nie zrobił: jest to książka słaba, nawet jeśli pominiemy kwestię wartościowości (z samym podziałem się zgadzam w 100%). Istnieją dobre fantasy i to takie z przepowiedniami, magią i innymi rzeczami, których generalnie nie lubię ;)


message 9: by Mat (new)

Mat | 140 comments byłam na wywczasie wakacyjnym stąd drastyczny spadek wartkości dyskusji - mam nadzieje, że wybaczony ;)

Co do języka to niestety czytałam przekład i muszę się zgodzić, że tłumacz nie zostanie po nim okrzyknięty wzorem zawodowych przymiotów ;)
Chciałam nawet przy okazji omawiania na GR Gry...zajrzeć do oryginału, ale przez Tocotion zostałam zniechęcona. Skutecznie - za przestrogę dziękuję.

Niemniej jest coś w konstrukcji powieści takiego, co sprawia, że czytelnik pochłania ją z dużą łatwością - cóż w każdym razie mi znani czytelnicy - Tacotion tutaj niestety psuję tę tezę, ale zobaczymy co nam napisze reszta gawiedzi.

Trzeba byłoby ustalić w takim razie jakieś prowizoryczne (choćby jedynie w tej dyskusji przydatne) wyznaczniki jakości w fantasy, żeby móc dyskutować na mniej abstrakcyjnym planie. Ostatni akapit niewiele mi mimo wszystko w głowie rozjaśnił, co do twojego sposobu waloryzacji w ramach gatunku - może jakieś przykłady?

Ja chyba jednak będę broniła konstrukcji postaci i dość nietypowego, jak na gatunek, mordowania bohaterów kreowanych na głównych, co mi osobiście spodobało się niezmiernie. Niektóre są płaskie jakby ktoś je sprasował a potem dla pewności przejechał żelazkiem, ale część nieco się wybija z utartych schematów. Dajmy na to takie Jamie Lannister zyskuje znacznie w tomach późniejszych przechodząc dość znaczną i nietypową dla gatunku przemianę. Autor rozgrzesza się z poprzedniej lalusiowatej wizji dorzucając szczyptę motywacji psychologicznej mającej uzasadniać taką auto-kreację. Nie mówię, że są to wyżyny powieści psychologicznej - twierdzę, że jest to niebanalne i nie takie znowu płaskie.

ps. Nie ukrywam książka mi się nieco w pamięci zaciera, trochę z serialem zlewa - mogę kręcić ;)


message 10: by hevs (new)

hevs (hevi) | 10 comments Hmm... zastanawiam się, jak najzrozumialej wyrazić moje stanowisko... może tak: dobre fantasy jest dla mnie powieścią historyczną (ten stopień realizmu jeśli chodzi o spójność budowy świata przedstawionego, wszystkie te gospodarki, biologię, geografię, określoną kulturę - bynajmniej nie chodzi mi o to pseudośredniowiecze, będące właściwie bardziej renesansem; to może być Francja XXXVIII-ego wieku ;) ) w wymyślonym świecie. Bynajmniej nie przeszkadza to wprowadzaniu wątków i motywów nadprzyrodzonych itp. (jeśli wciąż mówimy o fantasy a nie sf, to są to przecież kwestie niezbędne).

Niefanatyczni fani Martina bronią "Gry..." mówiąc, ze to przecież książka rozrywkowa a nie traktat filozoficzny (fanatyczni fani twierdzą, że jest to głęboka filozoficzna opowieść o życiu/śmierci/sakralnej prostytucji/kulturowym znaczeniu kazirodztwa/co kto chce). Nie zgadzam się. Otóż, zgadzam się oczywiście, że Gra o Tron to książka rozrywkowa i nie mam zamiaru sądzić jej przez porównanie, do... bo ja wiem, Dostojewskiego. Natomiast to, co całkowicie "usprawiedliwia" (bo cóż to jest za zarzut?) brak ważkich kwestii moralnych i ideowych, absolutnie nie usprawiedliwia karygodnego zaniedbania realizmu:
- braku wątków gospodarczych (jedyne co na plus Martinowi trzeba oddać, to że bohaterowie nie jeżdżą całymi dniami w zbrojach)
- absurdalny - choć z pozoru "fajny" - motyw wieloletnich zim i lat (o czym pisał Tocotin)
- wątki polityczne miejscami po prostu śmieszne
- papierowych bohaterów (jedynie Tyrion i Arya się wyróżniają, z czego Tyrion nie ma racji bytu w takim społeczeństwie, a próby tłumaczenia czemu nie został zabity spełzają na niczym) i wręcz smutnego niezrozumienia przez Martina mentalności SZALCHTY. Nie dziwi mnie to zresztą, w końcu jest Amerykaninem.
- kretyński watek religijny: w siedmiu królestwach mamy dwie sprzeczne ze sobą religie, które nie odgrywają żadnej roli w życiu społecznym. We wszystkich chyba kulturach świata władza zawsze pochodziła od boga/bogów. Religia = cywilizacja. Religie nie mogą ze sobą pokojowo współistnieć. (tak, wiem, że potem podobno pojawia się jakiś wątek z kolejną religią; jaki by nie był, to nie zmienia wyżej wymienionego).

No a do tego, czytam teraz "Królów przeklętych" i widzę jak Martin "inspirował się" tą powieścią (sam się przyznał do tego!). Niektóre wątki zmienione są nieznacznie (przez przesunięcie społeczne bohaterów lub połączenie ich więzami rodzinnymi; de Mrigny i Ned Stark choćby), z innych wzięte jedynie rekwizyty. I poza tym, że Martin traci przez to w moich oczach jeszcze bardziej, tak w ogóle przykre jest to, jak on "Królów przeklętych" nie zrozumiał: chodzi mi właśnie o mentalność szlachetnie urodzonych i motywy nimi rządzące.

Wydaje mi się, że Martina czyta się dobrze dlatego, że a) jakikolwiek wysiłek intelektualny jest całkowicie zbędny, a może nawet przeszkadzać b) stosunkowo krótkie fragmenty przeskakują z miejsca w miejsce, tak, że kiedy zdążysz się zirytować jednym, wracasz do innego ;)


message 11: by Mat (new)

Mat | 140 comments Czyli jak rozumiem dobre fantasy musi po prostu trzymać się kupy i prezentować spójne realia świata (nie ukrywam próbuję odwieść Cię od określenia powieść historyczna - zdaje mi się, że trochę potraktowane zostało za szeroko). Jeśli tak to muszę się w większości z Tobą zgodzić, ale...

Symptomatyczne wydaje mi się zwrócenie uwagi na brak wątku gospodarczego, jako karygodnego zaniedbania realizmu. Odnoszę wrażenie, że gdyby nie długie zimy i lata byłby on niemal całkowicie zbędny, w tym wypadku jest dość istotny z punktu widzenia realizmu, ale chyba może zostać pominięty. Martin wrzucił i tak dużo grzybków do jednego barszczu (polityka, odrobina ekonomii, układu, miękka siła, bohaterowie jednostkowi, smoki, rebelie, lojalność, mur, obcy...uff)i gdyby dorzucił do tego jeszcze koperek mógłby stworzyć zawiesinę zupełnie niemożliwą do zidentyfikowania. Porzucając kulinarne analogie - ciężar jest umieszczony zupełnie gdzie indziej. Tak jak nie oczekują, że autor będzie mi relacjonował ilość wypadów do wychodka bohatera (nawet jeśli są one niezbędne do życia), tak jestem w stanie zrozumieć, że gospodarcze aspekty kierowania królestwem są pomijane - jako nieprzesadnie pasjonujące dla odbiorców, lub niemożliwie komplikujące i tak dość skomplikowane relacje.
Mam wrażenie, że samo to, że domagamy się wątków gospodarczych, które jednak nie są powszechnie spotykane w książkach tego typu, świadczy o wysokim postawieniu poprzeczki autorowi, przynajmniej jeśli chodzi o realizm świata przedstawionego.
Do do śmiesznych miejscami wątków politycznych trudno się odnieść - mało konkretne, bo nie wiem, które masz na myśli, ogólnie polityka robi na mnie całkiem niezłe wrażenie.

Wątek religijny - 100% zgoda. Za małe znaczenie.

Co do postaci, których jednak z uporem godnym lepszej sprawy, będę broniła, to ciekawe kogo przytoczyłaś, bo kurcze Arya jest dla mnie najbardziej papierową z papierowych postaci. Nie znoszę jej, jako konstrukcji literackiej właśnie, jest sztampowa do bólu! Zdecydowanie uważam, że bardziej realna jest jej siostra - Sansa. W dodatku ta druga jest znacznie ciekawsza jako bohaterka powieści z punktu widzenia której narracja jest prowadzona. Nie jest to sztampowy, szczególnie dla fantastyki, główny bohater.

Wysiłek intelektualny jest zbędny przy wielu książkach, które jednak nie odniosły takiego sukcesu, poza tym jednak skomplikowanie fabuły i wprowadzenia wielu postaci pierwszoplanowych wymaga skupienia i przynajmniej minimalnej pracy pamięci - po prostu żeby nie pogubić się w tym wszystkich rodach, postaciach, krajach, interesach.
Jeśli wszystkie fragmenty byłby irytujące prędzej czy później każdy czytelnik by wymiękł ;)

ps. Gdzieś poprzednio pojawił się wątek - nikt tak głupi jak ten król nie utrzymałby się na tronie. Oj historia uczy, że mógłby się utrzymać ;)

ps2. Czuję się jak adwokat diabła ;)


message 12: by hevs (last edited Jul 22, 2011 11:39AM) (new)

hevs (hevi) | 10 comments
Symptomatyczne wydaje mi się zwrócenie uwagi na brak wątku gospodarczego, jako karygodnego zaniedbania realizmu. Odnoszę wrażenie, że gdyby nie długie zimy i lata byłby on niemal całkowicie zbędny, w tym wypadku jest dość istotny z punktu widzenia realizmu, ale chyba może zostać pominięty.

No to jest istotny, czy może ostać pominięty? ;) Poza tym, nie tylko tutaj brak gospodarki mi przeszkadza. Kompletnie zignorowano kwestię wpływu wojny domowej na gospodarkę. Nie wiadomo z grubsza po jaką cholerę bohaterowie tłuką się o te Siedem Królestw (Martin nie zająknął się nawet o tym, że np. mają tam wyjątkowo żyzne ziemie albo surowce o które mogłaby się toczyć wojna). Że tego słabego, targanego wewnętrznymi sporami państwa nikt nie najechał, to wnioskuję, że nie było w nim nic, co byłoby warte zachodu.


Martin wrzucił i tak dużo grzybków do jednego barszczu (polityka, odrobina ekonomii, układu, miękka siła, bohaterowie jednostkowi, smoki, rebelie, lojalność, mur, obcy...uff)i gdyby dorzucił do tego jeszcze koperek mógłby stworzyć zawiesinę zupełnie niemożliwą do zidentyfikowania.

Ugościł nas na bogato, więc wybaczmy że niesmacznie? ;) Lubię grube książki, bo zakładam, że w grubych książkach można zawrzeć nie tyle więcej, co dokładniej. U Martina widzę prędzej brak umiejętności zapanowania nad tekstem i najzwyczajniejsze wodolejstwo. Napisane jest to sprawnie, więc "się czyta", ale to - kulinarnie - jakaś wodzianka czy inna zupa na gwoździu ;) Nakładł dużo i niedokładnie.

Porzucając kulinarne analogie - ciężar jest umieszczony zupełnie gdzie indziej. Tak jak nie oczekują, że autor będzie mi relacjonował ilość wypadów do wychodka bohatera (nawet jeśli są one niezbędne do życia), tak jestem w stanie zrozumieć, że gospodarcze aspekty kierowania królestwem są pomijane - jako nieprzesadnie pasjonujące dla odbiorców, lub niemożliwie komplikujące i tak dość skomplikowane relacje.

Skomplikowaną??? Rozwlekła to może... Zgadzam się co do samej idei, niestety uważam, że w tym wypadku ciężar jest (albo powinien być, możliwe, że myślenie życzeniowe przesłania mi rzeczywistość ;) ) umieszczony właśnie na polityce, a nie można mówić o polityce bez gospodarki. Nie chcę oczywiście, by Martin umieszczał w powieści traktaty o sposobach gromadzenia zapasów, ale dyskusja o tym powinna pojawić się na przykład na posiedzeniu rady, w rozmowie jakichś bohaterów. Niedużo. Pół strony by wystarczyło. Tak samo kwestia wojny domowej: bohaterowie ruszają na nią, jakby to był najlepszy pomysł na świecie. To ma być sposób rozwiązania problemów?


Mam wrażenie, że samo to, że domagamy się wątków gospodarczych, które jednak nie są powszechnie spotykane w książkach tego typu, świadczy o wysokim postawieniu poprzeczki autorowi, przynajmniej jeśli chodzi o realizm świata przedstawionego.

Ja nie mam zamiaru ukrywać, że stawiałam Martinowi poprzeczkę wysoko. Nie z jego i nie z mojej winy. To (diehard)fani Martina dostają orgazmu na samo wspomnienie PLiO. Jeśli masowo docierają do mnie informacje że jest to najlepsze co fantasy ma do zaoferowania, to spodziewam się, że jest to lepsze od "Fortec" Cherryh. Nie jest. Nie jest nawet w jednej trzeciej tak dobre.


Do do śmiesznych miejscami wątków politycznych trudno się odnieść - mało konkretne, bo nie wiem, które masz na myśli, ogólnie polityka robi na mnie całkiem niezłe wrażenie.

Sam wydawca Martina, TorBooks, napisał kiedyś, na fali masturbowania się serialem, że "Cersei jest piękna, okrutna i zrobi wszystko, bo... może zrobić wszystko" (lub "jest zdolna do wszystkiego", nie pamiętam dokładnie). Wszyscy tutaj knują, z grubsza dla sportu chyba. I to w sposób po prostu absurdalny. Że zacytuję Tocotina
"nie będę sobie zawracać głowy ekonomią i finansami, moje przydupasy to załatwią, a co do polityki to będę subtelnie namawiać mojego wroga żeby wyszedł na krużganek gdzie pośliźnie się na mydle."

No... nie. Po prostu nie. Bohaterowie mają mentalność współczesnych, obieralnych polityków, którzy mają w dupie wszystko, byle się nachapać. W "Grze o tron" mamy władzę dziedziczną. To niemożliwe, żeby WSZYSCY bohaterowie mieli tak ciasne móżdżki. Jest to oczywiści konsekwencja niepoprawnie zrozumianej "szarości". Martin, zamiast wymazać postacie bezwzględnie dobre i bezwzględnie złe (z czym nie do końca się zgadzam, ale to nie miejsce na dyskusję ;) ), wymazał ze świata dobro i zło. I sprawiedliwość. Bohaterowie nie postępują tak albo inaczej, bo uważają to za słuszne, należne im z racji dziedziczenia, zgodne z prawem, sprawiedliwe. Nie, oni postępują tak bo mogą, albo chcą. Owszem, jedna rządna władzy szuja wszędzie się może zaplątać. Ale kilkanaście?


Co do postaci, których jednak z uporem godnym lepszej sprawy, będę broniła, to ciekawe kogo przytoczyłaś, bo kurcze Arya jest dla mnie najbardziej papierową z papierowych postaci. Nie znoszę jej, jako konstrukcji literackiej właśnie, jest sztampowa do bólu! Zdecydowanie uważam, że bardziej realna jest jej siostra - Sansa. W dodatku ta druga jest znacznie ciekawsza jako bohaterka powieści z punktu widzenia której narracja jest prowadzona. Nie jest to sztampowy, szczególnie dla fantastyki, główny bohater.

Arya jest sztampowa, ale w tej powieści wszystko jest sztampowe, tylko podlane nieco innym sosem (heh, wywalić elfy i od razu strawniej :P ). Ten wątek jest sztampowym wątkiem powieści fantastycznej do młodzieży. Ja po prostu takie powieści dla młodzieży lubię ;) Że średnio pasuje do reszty to jest inna sprawa. Co do Sansy się zgadzam. I po raz kolejny: to postać rodem z powieści dla młodzieży.


Wysiłek intelektualny jest zbędny przy wielu książkach, które jednak nie odniosły takiego sukcesu, poza tym jednak skomplikowanie fabuły i wprowadzenia wielu postaci pierwszoplanowych wymaga skupienia i przynajmniej minimalnej pracy pamięci - po prostu żeby nie pogubić się w tym wszystkich rodach, postaciach, krajach, interesach.

Sukces nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem jakości (raczej wręcz przeciwnie ;) ). Brak konieczności wysilania mózgownicy nie był zarzutem ;) Póki coś nie jest mdłe a udaje wielce mądre (Coelho welcome to), to nie mam z tym żadnego problemu. Ja osobiście nie napotkałam żadnych trudności z połapaniem się kto jest kim. Akurat pod tym względem, moim zdaniem, Martin rozwiązał wszystko bardzo dobrze, a w serialu w ogóle zrobione było to świetnie (i subtelniej niż w powieści nawet).


Jeśli wszystkie fragmenty byłby irytujące prędzej czy później każdy czytelnik by wymiękł ;)

Wymiękłabym, gdyby nie to, że walczę z wyrobionym mi przez studia nawykiem niekończenia książek. Martin przede wszystkim mnie znudził. Albo może raczej: nie zdołał mnie zainteresować. To nie jest jakaś strasznie zła książka, Masłowską, Pilcha i innych takich bije na głowę :P

ps. Gdzieś poprzednio pojawił się wątek - nikt tak głupi jak ten król nie utrzymałby się na tronie. Oj historia uczy, że mógłby się utrzymać ;)

Zdołałby, gdyby miał silne poparcie ;) Gdyby w okół niego były osoby o silnych poglądach lojalistycznych. Tymczasem Roberta popierali Namiestnik 1 (Jon Arryn? czy pokręciłam?) i Namiestnik 2 Stark. Wszyscy inni mieli w dupie tak jego jak i państwo, bo nikt w dobrej wierze go nie utrupił już lata temu i nie osadził na tronie któregoś z jego braci (tak sobie znowu pomyślałam o Francji i Ludwiku X i jego braciach :P Ale co ja tam wiem o przepisywaniu od lepszych :P ). Nagle wybucha jakaś kretyńska afera, która przeradza się w wojnę domową, bo bohaterom nawet nie przyszedł na myśl jakiś szantaż, nie wspominając o rozwaleniu taj cholernej książki :P Ile jej mogło być egzemplarzy? Żeby królowa i najpotężniejszy ród w królestwie nie mogli jej zniszczyć?

ps2. Czuję się jak adwokat diabła ;)

Ja się czuję jak "hejterka" ;)


message 13: by Mat (new)

Mat | 140 comments Musimy chyba jakoś pozaplatać wątki, bo zaczynam się gubić w naszej dyskusji już ;)

A. Polityka
Nie zgodzę się, że gros postaci choruje na ciężką formę intrygoholizmu. Jeśli już powołujesz się na Cersei, to pozwolę sobię go pociągnąć. Jej postępowanie (przynajmniej w książce) jest umotywowane troską o dzieciaki, które po pierwsze nie mogą się publicznie okazać płodem kazirodztwa, a po drugie są zagrożone jako następcy tronu i są zagrożeniem dla ewentualnych innych pretendentów - braci. Ewidentnie jest to myślenie dziedziczne a nie elekcyjne. Nie wiem jaką masz wizję - co według Ciebie byłoby bardziej prawdopodobne i gdzie ta motywacja ma dziury.
Do tej pory Siedem Królestw było swego rodzaju federacją (?), która wszystkim odpowiadała (poza tymi od Smoków - ale oni byli wtedy bezbronnymi dzieciakami) dlatego jakby wojny nie były sensowne. Względna wolność poszczególnych regionów zapewniała święty spokój, poza tym federacja była bardzo młoda, a wszystkie krainy prawdopodobnie dopiero odbudowywały się po wojnie (najsilniejsi mieli tron lub interes w zachowaniu status quo). Martin nie wspomina o istnieniu jakiejkolwiek siły poza królestwami i tymi-za-morzem-na-D stąd brak inwazji z zewnątrz.

B. Gospodarka
Zgadzam się, że wątek gospodarczy został potraktowany po macoszemu, ale nadal uważam, że autor miał do tego prawo, bo czy te pół strony by tak wiele zmieniło? Gospodarka nie jest negowana, a pomijana w powieści jako aspekt nieatrakcyjny, pewnie fajnie by było gdyby się pojawiła, pewnie nawet powinna, ale nie nazywałbym jej braku karygodnym :)

C. Postacie
Nie zgadzam się też, że motywacje bohatera to jedynie "widzi mi się tu i teraz". Cersei - jw., Ned Stark (którego akurat ja nie kupuję) działa właśnie w imię pojmowanej przez siebie sprawiedliwości. Małe Lannisterki nie mają praw do tronu - należy im go odebrać -> poczucie sprawiedliwości, jego żonka - chce postawić przed sąd krzywdzicieli (musiałam - to takie słodkie słowo) jej syna - zemsta w granicach sprawiedliwości; Stannis - chce swojego dziedzictwa, etc.
Z niesztampowych postaci poza Jamiem, którego będę broniła, dorzucę jeszcze Varysa - w sumie do końca jego motywacje nie są jasne i mimo dość pozornej sztampowości nie jest to typowy szpieg, a na pewno nie agent 007 ani nawet M ;) Co do Sansy jeszcze muszę to przemyśleć, żeby ja obronić ;) - niewątpliwie jak na konwencje fantasy uczynienie jej bohaterem i oddanie głosu jest świetnym zabiegiem.

Książka chyba nie była jedynym argumentem, ona tylko naprowadziła na trop - coś z tymi bachorami jest nie tak, ale głównym argumentem były dzieciaki - podobne do mamusiu i wcale nie do tatusia. A przecież są bracia, rodzina, rodzeństwo, samo oskarżenie o kazirodztwo - niekoniecznie poparte twardymi dowodami byłoby już poważnym zarzutem.


To, że nie jest to najlepsze fantasy na świecie i szczyt możliwości gatunku to się akurat zgadzamy, nikt tak nie potrafi skrzywdzić książki, jak fanatyczni fani ;)


back to top