Ceną tego, że wielokrotnie usłyszałyśmy w swoim życiu „feminizm to coś złego”, jest to, że naprawdę uwierzyłyśmy powtarzanemu sloganowi. I niekoniecznie szukałyśmy prawdy. To książka, która jest pigułką siedmiu lat mojej wiedzy, którą zdobywałam, odkąd zrozumiałam, że jestem feministką. To książka, którą chciałabym przeczytać jako nastolatka. To książka, którą chciałabym, aby przeczytała każda osoba, która twierdzi, że „feminizm jest już niepotrzebny, bo mamy równouprawnienie”.
Autorka w swojej książce dotknęła każdej sfery życia, która nie do końca wygląda tak, jak powinna. A nie wygląda tak, bo brakuje feminizmu. Brakuje świadomości ludzi, którzy wciąż żywią przekonanie, że ruch ten jest tylko wymysłem kobiet. Kobiet, które chcą zepchnąć mężczyzn poza margines. STOP! Feminizm nikogo nie wyklucza, a jeśli wyklucza to nie jest to feminizm.
Książka rozpoczyna się wstępem, w którym podaną mamy definicję feminizmu. Rozpoczyna się podaniem celu jej napisania i wydania. Rozpoczyna się przemówieniem Emmy Watson, które wraz z treścią książki tworzą niepowtarzalną całość.
Od rozdziału do rozdziału jesteśmy prowadzeni przez dzieciństwo, karierę, edukację, życie społeczne aż do emerytury. Autorka płynnie przechodzi z jednej sfery na drugą. Z jednego tematu na drugi, który związany jest z poprzednim wątkiem. Wszystko to jest ze sobą spójne, a czytelnik nie czuje zagubienia, a wręcz chce dalej być prowadzony przez etapy i ścieżki, które potrzebują feminizmu. Czujemy się zaopiekowani. Chcemy czytać, czytać i czytać...
Książka ta to encyklopedia wiedzy o feminizmie. Encyklopedia, w której znajdziemy osobiste historie, badania naukowe, dane statyczne, a także odniesienia do historii. Historii, którą możemy zmienić na lepsze.
To taka wiedza dotycząca feminizmu w pigułce. Na pewno bardzo przydatna dla osób raczkujących w temacie i do uporządkowania już zdobytej wiedzy, ale raczej nic przełomowego się w niej nie znajdzie. Na plus mnóstwo przytoczonych badań, które obrazują skalę problemu nierówności, a ponieważ są to badania, a więc fakty, z którymi nie da się kłócić - będą nieocenionym argumentem w dyskusji na temat dlaczego w XXI wieku dalej potrzebujemy feminizmu. No i wydana jest przepięknie!
Ponieważ wiem, że Martynę spotyka sporo hejtu i mogą się tu pojawić niskie oceny wystawione ,,ot tak", czuję potrzebę uzasadnienia swojej ;) Jednocześnie, przyznam, nie chce mi się ponownie rozpisywać - wklejam moją opinię z lubimyczytać: Bardzo mieszane uczucia :P Przede wszystkim, po zdolnej marketerce spodziewałabym się spójnej koncepcji i precyzyjnego dopasowania treści do grupy docelowej. W książce natomiast nie dostrzegam ani strategii, ani w ogóle żadnego określonego targetu. Czy są nim osoby na początku drogi z feminizmem? Pytanie dlaczego miałyby sięgnąć po książkę influencerki, gdy do dyspozycji mają klasyki, choćby takie, jak wspominane wielokrotnie przez Martynę ,,Niewidzialne kobiety". Osoby interesujące się tym tematem, aktywnie szukające informacji? Też średnio, śmiem twierdzić, że większość zawartych treści będzie im już znana. Szkoda, bo Martyna ma wiedzę, wykonała kawał dobrej roboty jeśli chodzi o research, był też jakiś pomysł na szatę graficzną oraz promocję całości. Odbiór psuje też trudno zauważalna redakcja i nie mówię o błędach językowych, które są do wybaczenia w pierwszym wydaniu. Nie wiem, czy zachowanie nadużycia ,,no" oraz powtarzadeł w stylu ,,Tylko. Trzy. Procent." miało służyć podkreśleniu indywidualności autorki, czy to zaniedbanie, niemniej, mnie osobiście nie przypadło do gustu. Styl konwersacyjny, dobrze wypadający w zgrabnych instagramowych karuzelach Martyny, w warunkach książkowych razi. Mimo wszystko ,,Femynizm" może być niezłym pomysłem np. na prezent dla nastolatki, którą chcemy zapoznać z tematem. Bardzo mocnym i przydatnym punktem będzie tu choćby ostatnia część, dotycząca tego, jak reagować na catcalling czy kwestionowanie nierówności. Może poradnik skupiony właśnie na tym, taki, w którym Martyna wyjdzie nie tylko od własnych doświadczeń, ale pogada też z innymi, byłby dobrą koncepcją? Wiem, że planuje kolejne publikacje i cóż - trzymam kciuki za progres :) Początek nie jest najlepszy, ale z całą jednością jakiś. Co do szaty graficznej, zdecydowanie wyróżniającej się - ma dobre strony, jak symboliczny fioletowy, lustro, piękny papier i wstążka. Czy wolałabym dostać mniej zielonych wkładek i ozdobnych tytułów rozdziałów w zamian za nieco niższą cenę książki? Otóż wolałabym ;) Zdaję sobie sprawę, że napisanie i wydanie książki to nie jest spacer po plaży ani 5 minut, natomiast tu koszt (zwłaszcza ten po przedsprzedaży) vs realna zawartość zwyczajnie się nie spina.
Bardzo bolesne jest dla mnie to, że muszę wystawić tak niską ocenę. Ale ta książka po prostu nie wniosła żadnej wiedzy, jakiej już nie miałam. Było też sporo błędów i literówek, wiele powtórzeń i według mnie, książka by zyskała, gdyby była krótsza (tzn bez ucięcia treści, ale te strony były prawie puste). Nie lubię, kiedy 5 razy powtarza mi się to samo. Uważam jednak, że warto przeczytać tę książkę. Powinna przeczytać ją osoba, która rozpoczyna swoją przygodę z feminizmem. Świetna będzie dla osób, które już sympatyzują z feminizmem, choć same unikają tego słowa. Również osoby, któr nie chce się szukać materiałów do nauki o feminizmie - to jest świetny start. No i oczywiście dla osób, które chcą po prostu Martynę wesprzeć finansowo w podziękowaniu za robotę, jaką wykonuje m. in. na Instagramie (zatem nie żałuję, że ją kupiłam) Myślę, że książka jest po prostu nie dla mnie. A szkoda, bo ma potencjał. Mimo tego, polecam początkującym feminist(k)om.
4,5 Bardzo dobra książka z aktualnymi i wstrząsającymi badaniami/statystykami. Pani Martyna udowadnia, że wyśmiewany i spychany na margines temat feminizmu dotyczy nas wszystkich, niezależnie od płci.
Bardzo przyjemna lektura. Ta książka sprawiła, że poczułam, że słusznie określam się jako feministka. Porusza mnóstwo ważnych dla współczesnego czytelnika zagadnień.
Jeśli masz siostrę, brata, ciocie, wujka, babcię, kolegę, przyjaciółkę, współpracowniczkę i ta osoba jest początkującym_ą feministą_ką TO DAJ JEJ TĘ KSIĄŻKĘ.
FeMYnizm porusza wszystkie najważniejsze kwestie, przytacza badania i tłumaczy, dlaczego feminizm jest nam (wszystkim) potrzebny.
Dyskryminacja kobiet i mężczyzn, luki płacowe, ochrona zdrowia itd. ta książka, to najlepsze podstawy, do określenia się osobą feministyczną i ja sam chciałbym ją przeczytać w wieku 11 lat, kiedy temat zaczął mnie interesować.
JEDNAK jeśli w feminizmie siedzisz już kilka lat (u mnie jest to 6 lat wypełnionych czytaniem badań, oglądaniem wywiadów i poszerzenia swojego swojego światopoglądu) to nie znajdziesz w niej nic nowego.
Dla początkujących: 100/5 (po korekcie) Dla ludzi, którzy mocno znają temat: 3.5/5, jest to miłe odświeżenie wiedzy
Dosyć mocno zawiodła. Książka jest praktycznie powtórzeniem "Niewidzialnych kobiet", jedyną różnicą jest zastosowanie danych odnoszących się do Polski. Zawiera wiele błędów, powtórzeń. To trochę tak jakby ktoś 5 razy powtarzał wam to samo. Plusem jest ładna oprawa przy czym lekko nieprzemyślana wlasnie przez powtarzanie danych. Osobiście wystawiłabym 2 gwiazdki - była reklamowana jako książka która będzie informować o nowych faktach również osoby dłużej "siedzące" w feminizmie. Niestety nie dowiedziałam się niczego nowego. Jednak uważam że ta książka może być dobrym początkiem dla zainteresowanych stąd 3 gwiazdki.
Nie jestem wielką znawczynią, ale staram się być na bieżąco z informacjami na temat równouprawnienia. Kupiłam tę książkę, by wesprzeć finansowo aktywistkę i sprezentowac "Femynizm" kolejnej osobie. Nie do konca podoba mi się przedstawianie statystyk i dobór zrodel, choc absolutnie nie jest to antynaukowa, zla pozycja! Chętnie kupię kolejną książkę Martyny.
Moje osobiste plusy: całkiem sensowne przejścia z kwestii do kwestii, przystępność w odbiorze (szczególnie dla czytelnikow, ktorzy sięgają częściej po popularnonaukowe niz naukowe pozycje), dowiedziałam się paru interesujących rzeczy (poruszyly mnie kwestie pierwszych kobiet na polskich uniwersytetach i w Sejmie).
Minusy: to pewnie moje zboczenie, ale jeśli gromadzimy informacje o braku rownouprawnienia w kilku krajach wysokorozwiniętych, to warto to podkreslic na początku. Nie należę do osób, ktore twierdzą, ze w Polsce feminizm jest niepotrzebny (to, ze jest potrzebny, ksiazka ukazuje naprawdę dobrze). Jednak szkoda, ze podtytuł nie podkreśla, ze bedziemy czytac glownie o Polsce. O krajach poza Europą Zachodnią i USA praktycznie nic się z tej książki nie dowiecie. I jeszcze raz napiszę - tak, Polki i Polacy potrzebują feminizmu, ale brakuje mi informacji o sytuacji kobiet i mezczyzn w innych częściach partiarchalnego swiata. Wolalabym trochę mniej osobistych anegdotek, choć są na tyle krótkie, ze nie przeszkadzają szczegolnie mocno. Dobór danych moze byc uznany jako plus i minus. Nie rozumiem tez targetu. Przeciwnicy feminizmu nie dadzą się przekonac. Zwolennicy tej idei znajdą tylko potwierdzenie tego, w co i tak wierzą. A ja chcę wierzyć, ze jakis ulamek osób, którzy otrzymają te książkę w prezencie, stwierdzi z czasem "teraz lepiej to rozumiem i sklaniam się bardziej ku działaniu na rzecz rownouprawnienia".
Mam mocno mieszane odczucia. Tematyka bardzo ważna, dużo danych i całkiem sporo poruszonych tematów - to na plus. Bez głębszej analizy, ale nie wiem, czy traktuję to jako minus, raczej nie - dla mnie ta książka jest fajną opcją dla szerszego grona odbiorców niekoniecznie siedzących w temacie i byłoby super, gdyby trafiła do wielu osób. Sami_e w bańce za wiele nie zmienimy. Jeśli ktoś się nigdy nad feminizmem nie zastanawiał i myśli, że to jakieś fanaberie, albo w ogóle nie wie, co myśleć, gdzie zacząć - ta książka da podstawy.
Mam jednak duży problem z językiem (powtórzenia, niepotrzebne wtrącenia czy zbędne informowanie o statusie związku na dany dzień pisania książki) i ogólną stylistyką i gramatyką. Tematy trwające nagle się urywały i od następnego akapitu wpadały nowe, bez żadnego płynnego przejścia czy wizualnego oddzielenia. To wyrywało mnie z ciągu czytania. Sama książka skończyła się równie nagle - trzy linijki zaraz po tym, jak był omawiany konkretny temat, żadnego podsumowania (mówię o części przed FAQ, które traktuję jako coś osobnego, dodatek). Miałam ciągłe poczucie, jakby była pisana w pośpiechu.
Podsumowując, jest okej na start, zbiera informacje w jednym miejscu. Puszczam książkę dalej wśród rodziny i znajomych.
nie mam się do czego przyczepić. potraktowałam te lekturę jako wprowadzenie do feminizmu i jak najbardziej się sprawdziła. to konkretne źródło wiedzy, napisane przyjaznym językiem, wszystko jest wytłumaczone i proste do zrozumienia. podoba mi się również piękne wydanie, które mi - wzrokowcowi, pozwoliło zapamiętać szybko wiele informacji.
Książka raczej dla nastolatek_ów ze względu na język jakim jest napisana. I trochę ze względu na treść - dla osób, które coś kojarzą i chcą wiedzieć więcej na bliskie życiu tematy (w dniu, w którym to piszę, czyli 9.02.22)
Brakuje porządnej korekty i redakcji. Strona estetyczna jest nie do końca przemyślana - duże marginesy i ogromne numery stron, ale sam font standardowej wielkości, na kolorowych stronach czasem ważniejsze cytaty powtórzone z tekstu, a czasem będące jego integralną częścią. Brak podtytułów czy chociaż wyraźnego zaznaczenia zmiany tematu w obrębie rozdziału, np. czytam o regulacjach budowlanych w zakresie toalet (co akurat było bardzo ciekawe, nie wiedziałam o tym), a na następnej stronie mowa już o czym innym, albo kilka akapitów na jeden temat, a kolejny na komletnie inny. Do tego nadużycia... wielkokropków. To mogło się sprawdzić na pojedynczych wpisach na... blogu lub... Instagramie.
Jeśli chodzi o poruszane tematy, to widać, że autorka ma dużą wiedzę, ale brakowało mi pogłębienia niektórych zagadnień (np. ubóstwo menstruacyjne jest tylko wspomniane, ale bez wytłumaczenia czym ono właściwie jest. Kilka rozdziałów dalej autorka pisze o pink tax, ale nie nawiązuje do ubóstwa menstruacyjnego). Ponadto nie wiadomo, na feminizmie jakiego kraju autorka się skupia. Oczywiście, najwięcej jest na temat Polski, ale tam gdzie brakuje danych, przytaczane są badania z US (gdzie jest zupełnie inna rzeczywistość, ale przeprowadza się dużo badań) i UK, czasem ogólnoeuropejskie, ale brak danych z Europy środkowo-wschodniej (która jest nam bliższa kulturowo, choć ambicja ciągnie nas na zachód). Rozumiem, że to ze względu na język. Brak też bazy, na której miało by być zbudowane kompendium, którym ta książka podobno miała być. Niby jest słowniczek i są wspomniane fale feminizmu, ale przydałby się dodatkowy rozdział z najważniejszymi wydarzeniami i postaciami z Polski, Europy i świata.
Podsumowując - gdyby to była seria wpisów na blogu, raczej nie miałabym zastrzeżeń, zwłaszcza że do niektórych zagadnień autorka mogłaby się odnieść ponownie, np pogłębiając temat. Natomiast jako książka, to się nie całkiem sprawdziło, brakło zwłaszcza dobrych osób redaktorskich. Uważam, że takie książki są potrzebne i na szczęście pojawia się ich coraz więcej, ale oczekuję trochę lepszej jakości w stosunku do ceny (kupiłam z drugiej ręki, ale mimo to uważam, że przepłaciłam).
nie mogę powiedzieć, że to zła książka. na pewno nie jest najlepsza, na pewno warto sprecyzować, że nie poszerzy horyzontów osób, które już cokolwiek wiedzą w temacie feminizmu. ta pozycja wydaje się raczej „podręcznikiem” dla kogoś, kto nie miał styczności z jakimikolwiek danymi w tej kwestii… może poleciłabym czwartoklasistom, aby się zaznajomić…?
Invisible women w wersji polskiej. Czy to zle? Oczywiście, ze nie! Książka skupia się na naszych problemach, nie tylko e odniesieniu globalnym, ale również masze małego ogródka.
Oczekiwałam, że rzeczywiście będę w stanie wynieść z niej jakieś nowe informacje, czegoś nowego się dowiedzieć, nauczyć, a finalnie niestety jest to przelanie profilu na instagramie autorki w formę fizyczną w postaci książki. Strony są kalką z instagramowych postów (np post o „prawach reprodukcyjnych Polek na dzień X”)
Tym samym, polecam tę książkę jedynie osobom, które dopiero poznają czym jest feminizm i nie posiadają konta na instagramie. Inaczej zakup jest marnowaniem pieniążków, jeśli jej treść można znaleźć w postach Martyny, sorry not sorry.
To jedna sprawa, inna jest taka, ze w niesamowitych ilościach marnowany jest tutaj papier i nie jestem w stanie tego racjonalizować wizją estetyki - sama strona tytułowa to 3, GRUBE, zadrukowane obustronnie na zielono kartki: jedna pusta, jedna z samym tytułem i jedna z tytułem, nazwiskiem autorki i jej podpisem. Każdy rozdział też oddzielany jest dwiema stronami, z jednej strony z małym „wstępem” w postaci kilku słów, a z drugiej rzeczywistym tytułem zapisanym ogromną czcionką. Sam tekst rozdziałów oddzielony jest od końca kartki aż 5 centymetrowym odstępem. Dzięki temu wydaje się, że tekst jest dłuższy, jednak gdyby książka została wydana w standardach wydawniczych, tekst byłby o połowę krótszy.
Czuje się na maksa oszukana i niestety trochę nasuwa mi się wniosek, że Martyną nie kierowała idea szerzenia feminizmu, tylko wizja połechtania własnego ego w postaci zostania autorką książki.
(Teraz moja prywatna frustracja, niezwiązana z tekstem: Książkę zamówiłam w ramach promocji w raz z pinem, na wysyłkę musiałam czekać aż tydzień, mimo ze przesyłka zarejestrowana została w dniu tej gwarantowanej wysyłki, 19.12.2021, sama książka przyszła mi z okropnie porysowaną okładką, choć takie „wadliwe” egzemplarze miały trafić na jeszcze większą promocję do zakupu w sklepie Martyny. Spodziewałam się, że mimo wszystko przesyłka będzie zapakowana jakoś tak od serca, skoro chodzi o ideę i wsparcie autorki, jakiś taki nawet zadrukowany liścik o treści „miłej lektury” „dzięki za zakup”czy coś. No nie było tak. Pin był w taki sposób zapakowany, że prawie wyrzuciłam go do kosza, myśląc, ze jest jedynie wypełniaczem kartonowego pudełka. Naprawdę nie widzę w tym idei, a jedynie chęć wzbogacenia się kosztem wrażliwych na problemy społeczne osób. Ja zakupiłam książkę, bo chciałam wesprzeć autorkę i teraz tego żałuje :( )
(5/10) Niestety, ale treść jest niespójna, słaba stylistycznie, akapity są nieuporządkowane. Czytało się szybko, ale przez to, co napisałam w poprzednim zdaniu, również ciężko. Szkoda.
Książka niesamowicie potrzebna, szczególnie w takim kraju jak Polska. Dlaczego? Ponieważ Martyna nie boi się wytknąć błędów wszystkim po kolei, jednocześnie podkreślając, że nikogo nie atakuje, ale coś musi się w końcu zmienić. Ciekawe informacje, jest trochę przykładów z życia prywatnego, ale nie ma przesady. Minusem jest kilka niezgodności w danych, ale z tego co widziałam na Instagramie Martyna już o nich wie i ma zamiar te błędy zmienić. Gorąco polecam zarówno feministom_tkom jak i osobom, które chcą się więcej o feminizmie dowiedzieć!
Dobrze porządkuje treści. Mam jednak wrażenie, że zawarte w niej informacje są oczywiste dla osób, które są obeznane w temacie, a zbyt pobieżnie omówione dla tych, których przygoda z feminizmem dopiero się zaczyna. Jestem trochę rozczarowana tą książką.
Jestem zawiedziona książką. Obserwuje Martynę na instagramie i mam wrażenie, że dużo więcej wiedzy jest tam przekazywane. W książce są liczne powtórzenia, szata graficzna… cóż bez wielu zbędnych elementów książka by była z 20% chudsza 😃 Co do ceny bo tutaj bardzo się zawiodłam - książka na premierę miała stałą cenę, oczywiście była jakaś obniżka z powodu wydania, potem powrót do starej ceny i nagle książkę można byki kupić za 20zł, gdzie początkowo było po 80? Przepraszam, ale fair w stosunku do czytelników to, to nie jest.
Ale wracając do treści - mam wrażenie że książka to jeden wielki cytat. Co chwilę widziałam, że było coś cytowane z książek bardziej merytorycznych, a po nich Martyna dopisywała swój krótki komentarz. Na niektóre ważne tematy poświęcona była strona/dwie, za to o innych pisała kilkukrotnie. Ostatnia część dot. Odpowiadaniu na zaczepki - szczerze niczego się nie dowiedziałam :)
Czyta się szybko pomimo często dobijającej treści. Jest napisana bardzo przystępnym językiem, chyba najlepiej pasuje określenie "koleżeński". Nie jest to encyklopedia ani pompatyczne wezwanie feministyczne a konkretne kompendium najważniejszych faktów, ze wskazaniem gdzie szukać dalszych informacji. Szkoda, że duża część odnośników to kody QR. Sama rzadko korzystam ale jak muszę to wiem jak się w tym poruszać. Książkę chcę również sprezentować członkom rodziny i już wiem, że akurat ta część lektury niektórych po prostu ominie.
Książka autorstwa Martyny Kaczmarek - niesamowicie inspirujące kobiety, działającej na instagramie @martynakaczmarek na rzecz feminizmu i równouprawnienia, praw kobiet i mężczyzn, ciałoakceptacji i siostrzeństwa.
O czym jest FeMYnizm? o tym dlaczego wszyscy potrzebujemy feminizmu o szkodliwych standardach społecznych wynikających z patriarchatu o tym, że wrażliwość, łzy, odwaga czy kolory nie mają płci o podwójnych standardach w edukacji czy zdrowiu o tym, dlaczego feminatywy są ważne o uczeniu dzieci tłumienia emocji a nawet o dyskryminacji w dostępie do… toalet w miejscach publicznych
Co wyróżnia FeMYnizm? 💜 książka stanowi formę skondensowanej wiedzy opartej na historii i badaniach naukowych 💜 podzielona na wstęp, 7 rozdziałów, SOS, zakończenie i bibliografię 💜 na początku wyodrębnione definicje m.in. feminizmu, patriarchatu czy równouprawnienia 💜 język - prosty, nieskomplikowany, a przez to zrozumiały; 💜 przez lekturę dosłownie się płynie 💜 dużo danych i odnośników do badań 💜 przykłady z życia samej autorki oraz z często przemilczanej historii 💜 podkreślanie, że feminizm NIE jest skierowany przeciwko mężczyznom
Z technicznej strony, również nie można książce nic zarzucić. Bardzo dobrej jakości papier, szata graficzna, mistrzowski projekt okładki oraz kody QR odsyłające do zdjęć czy tekstów źródłowych. Książka jest przejrzysta i czytelna.
Książka absolutnie otwierająca oczy. A przynajmniej mi je otwarła. Lektura była dla mnie bardzo osobistym doświadczeniem, pełnym emocji, także tych trudnych. Czuję się zachęcona do pogłębiania wiedzy, poszukiwania na przestrzeni historii inspirujących kobiet i używania feminatywów w życiu codziennym.
A najważniejszy przekaz tej książki jest taki, że feminizm NIE JEST czymś złym, ponieważ w założeniu FEMINIZM NIKOGO NIE WYKLUCZA. I w taki feminizm chcę wierzyć.
Czytajcie - kobiety i mężczyźni! To książka dla każdego 💜♀️
Książka jest bardzo wartościowa i polecam ją do przeczytania każdemu. Otwiera oczy na tematy, o których ja osobiście nie miałam pojęcia, a te lepiej mi znane porządkuje. Bardzo podobało mi się to, że Martyna uwzględniła perspektywę historyczną (i że opisała ją w sposób bardzo przystępny) oraz że opierała się na wielu badaniach naukowych. To nadaje książce wysoką wartość merytoryczną. Kilkukrotnie nawet wywołała we mnie szok i wzruszenie. Bardzo polecam, na pewno będę zachęcała innych do przeczytania jej.
Chętnie dałabym tej książce 5 gwiazdek, jednak opuściłam trochę ocenę ze względu na powtórzenia, literówki i momentami moim zdaniem zbyt luźny język. Nie są to jakieś ogromne zastrzeżenia z mojej strony, tym bardziej biorąc pod uwagę, że to pierwsza książka autorki, ale zwracało to moją uwagę, szczególnie na początku książki i trochę wybijało z płynności czytania. Mam nadzieję, że przy kolejnej książce będę mogła dać 5 gwiazdek! :)