Pięć lat. Prawie czterdzieści niepokornych i prowokujących felietonów.
Krótkie formy, w których Twardoch rozprawia się z Polską, Śląskiem i światem.
Tematy, które poruszały Polaków od 2016 roku w soczewce Szczepana Twardocha. Autor Króla bez pardonu demaskuje lęki polskiej władzy, jej słabości i kompleksy. Przysłuchuje się temu, co mówi ulica i temu, co słychać na warszawskich bankietach.
PiS czy PO? Małżeństwa jednopłciowe – za czy przeciw? Komitet Obrony Demokracji i Radio Maryja. Powstanie warszawskie i oczywiście wielka dyskusja o autonomii Śląska.
Twardoch bez literackiej fikcji krytykuje, uwodzi bezkompromisowością i talentem polemicznym. Jednocześnie zaskakująco dużo opowiada o samym sobie – o krętej drodze do sukcesu, wizycie w hamburskiej "mordowni", na Spitzbergenie i dopadającej go czasem potrzebie samotności.
Szczepan Twardoch, ur. 1979, pisarz i publicysta. Z wykształcenia socjolog, studiował socjologię i filozofię na Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Humanistycznych na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Mieszka w Pilchowicach na Górnym Śląsku.
W listopadzie 2012 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się powieść p.t. Morfina, nominowana do Paszportu Polityki 2012.
Twardoch coraz lepszy. Jakby dojrzewał. Podpisuję się obiema ręcami pod jego poglądami. Trochę mi nawet głupio, bo początkowo zakładałem, że to taki lepszy Mróz+Bonda – tzn. podobnie jak oni nastawiony głównie na produkcję, tylko z większym zasobem leksykalnym dla bardziej wybrednych. Wszystkie felietony trafiają w sedno. No, może za wyjątkiem jednego, mocno pokręconego, który napisał się chyba na kacu po 40 urodzinach.. a pisać w tych warunkach potrafił chyba tylko Bukowski. Ale nobody is perfect.
Cieszę się że istnieje Szczepan Twardoch. Jego poglądy na Polskę i polski naród są bardzo odświeżające i dają do myślenia. Nie trzeba się zgadzać ze wszystkim, ale poziom erudycji, przenikliwości i mistrzowskie pióro powodują że czyta się ten zbiorek z prawdziwą przyjemnością i dużą uwagą. Ktoś narzekał w recenzji na Goodreads, że duża część z tych felietonów jest dostępna za darmo. Nie szkodzi, są one tak dobre, że z przyjemnością wydałem pieniądze na zakup tej książki. Wam też polecam.
Jako polski cham z prowincji ja Panu (niech sie Czesi smieja) bardzo za te ksiazke dziekuje! Nie wiem czy trzeba byc Slazakiem czy po prostu miec emocjonalny dystans do kraju ktory ‘Chrystusem narodow’ sie widzi, ale dopoki takiej polemiki nie bedziemy w stanie prowadzic dopoty ten kraj swojego ego (czy to kulturalnego, socjalnego czy historycznego) nie uleczy.
Dlaczego wnikliwe przemyślenia muszą być mało optymistyczne? W sumie, nie chce odpowiedzi. Cieszę się, że Twardoch nie słodzi rzeczywistości. I bez tego żyjemy w kłamstwie.
Część felietonów ma bieżące tematy polityczne wydaje się nieco „zleżała”, bo stawiane tezy i diagnozy są już przegadane w debacie publicznej na wszystkie możliwe sposoby - i to już od dawna. Tematy tożsamościowe i historyczne z kolei bardzo ciekawe.
Ogółem podobało mi się bardziej niż powinno, bo widzę wady wynikające z charakteru publikacji - szerokiego wachlarza tematów i publicystyki politycznej - ale Twardoch ma do powiedzenia dużo wartościowych rzeczy związanych bezpośrednio ze Śląskiem.
Szczepan Twardoch, człowiek o niebywałym talencie pisarskim, a do tego krytyczny i doskonały obserwator. Zbiór tych felietonów to prawdziwa skarbnica celnych uwag, obserwacji i dystansu, zarówno do samego siebie jak i do rzeczywistości.
„Wielkie księstwo groteski” zawiera czterdzieści felietonów, w których autor rozprawia się z Polską, Śląskiem i światem. Czyta się je przyjemnie, z zainteresowaniem, chociaż zdarzają się słabsze fragmenty.
Najbardziej zaciekawiły mnie kwestie dotyczące śląskiej i polskiej tożsamości, historie opisujące życie przodków autora. Nieco mniej tematy, które poruszały Polaków 2016 roku.
Za największy plus uważam styl i język. Autor pisze barwnie, dynamicznie, łączy liryzm z dosadnością. Bawi się słowami, podobnie jak w swoich powieściach.
Zacznę od tego, że bardzo szanuję Szczepana Twardocha, lubię jego pióro, w większości zgadzam się z jego poglądami, dobrze się go czyta. Zbiór felietonów jak i zbiory opowieści mają to do siebie, że są lepsze i gorsze rozdziały. Tutaj jestem rozczarowana wyborem - zdecydowana większość dotyczy dysput o śląsku. Znam jego przekonania i przynależność etniczną wiedziałam więc, że kilka wątków się pojawi, natomiast było ich za dużo (w „wielkim formacie” czytałam wiele ciekawszych, które mogłyby na spokojnie pojawić się w ich miejscu). Te, które mówiły o podróży, samotności („samemu” to zdecydowanie jeden z moich ulubionych rozdziałów), polityce były jak najbardziej w punkt, mogłabym je czytać bez końca.
9/38 Tyle z tych felietonów jest warte przeczytania (wymienionej niżej).
29 pozostałych felietonów to dwie grupy: średnio-śmieszne i średnio-kompleksowe teksty o polskości albo opinie o sytuacji politycznej. Te drugie - w kółko tymi samymi. I jak dla mnie nie miało większego sensu czytanie tych politycznych komentarzy nie "na żywo", a kilka lat później. W takim zbiorze powinny być bardziej uniwersalne teksty. Chociaż takie, które nie zestarzeją się w kilka miesięcy... I chyba jestem w tej samej bańce informacyjnej co pan Szczepan bo większość tych spostrzeżeń już słyszałam a wręcz brzmią jak wyjęte mi z ust. Ale nie jest to dla mnie żaden pozytyw tych tekstów, bo nie po to coś czytam/słucham żeby utwierdzić się w swoim przekonaniu, tylko żeby poznać coś nowego albo inne spojrzenie.
A więc nowe spojrzenie - to właśnie tego w kilku z tej cudownej dziewiątki doświadczyłam. Spojrzenie na śląskość. Te felietony były ciekawe (Mianujom mie Hanka, Pamięci nieuzgadnialne), Do tego 3 teksty o uniwersalnych życiowych spostrzeżeniach (Otesanek..., Samemu, Ciało), 2 o Polsce, ale takie długofalowe (Dlaczego mamy kabaret zamiast państwa, 30 antypolskich kłamstw), 1 o Teksasie (Zapis pewnej rozmowy), i 1 zabawny (Morskie opowieści).
Do tego zawiodłam się stylem pisania. Nie było zabawnie, nie było super zabawy słowem. Ot takie lekkie piór felietonowe.
Moje pierwsze spotkanie z Twardochem, zachęcił mnie do poznania go bliżej, ale niestety ta książka nie jest wcale tak dobra jak zakładałem. Jak pewnie spora część czytelników sięgnąłem po nią głównie ze względu na spojrzenie na śląskość oraz polskość. Reszta wydawała się o niczym - przy czym wcale nie jest "o niczym", ale po prostu mam wrażenie że czasami autor krąży wokół tematu i stawia łatwe do przewidzenia diagnozy. Niemniej, warto rzucić okiem
Polska - „kraj po drugiej stronie lustra”. Jak ktoś chce włożyć sobie patyka do mózgu i trochę pogrzebać to polecam tę książkę. Lubię w Twardochu to, że się nie certoli i jedzie równo od lewa do prawa i czasem przez środek. I chyba wreszcie zrozumiałam o co chodzi z tym Śląskiem (na tyle na ile osoba spoza Śląska może).
To już kolejna książka Szczepana Twardocha na mojej półce i koniecznie muszę kupić pozostałe. Bardzo trafne i przenikliwe spojrzenie na mało wygodne prawdy. Co jak co, ale we mnie może Pan śmiało rzucać kilofem!
Bardzo ciekawe, szczególnie fragmenty o śląsku i głębokiej relacji autora z regionem i jego kultura, dobrze jest spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy