Zmarli zawsze zabierają tajemnice do grobu. Tym razem zrobili wyjątek.
Gdyby to był idealny związek, Anna jeszcze długo nie wyszłaby z żałoby po wypadku męża i pasierbicy. Ale to nie było idealne życie. Ani idealne małżeństwo. Anna bowiem nie była idealną żoną i macochą. W pogoni za szczęściem mogła znieść wiele, jednak śmierć bliskich zniszczyła wszystko z siłą sztormu.
Żałobnica, piękna kobieta po trzydziestce, dziedziczy po śmierci męża świetnie prosperujące przedsiębiorstwo i spory majątek. Niestety skrywane głęboko tajemnice po latach wypływają na wierzch i Anna orientuje się, że ktoś zaczyna manipulować jej życiem. Kobietę zalewa fala strachu, ale zanim wpadnie w nieprzeniknioną toń, będzie musiała stawić czoła mrocznej przeszłości.
I zrobi to. Tym bardziej, że ukrywa jeszcze jeden sekret…
Hipnotyzujący thriller o samotności, sile rażenia kłamstw i toksycznej przyjaźni, która karmi żądzę zemsty.
Robert Małecki (ur. 1977 r.) politolog, filozof i dziennikarz, ale przede wszystkim miłośnik kryminałów i thrillerów oraz nowej zabawki – czytnika ebooków; szczęśliwy uczestnik warsztatów kreatywnego pisania realizowanych w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, a także tych organizowanych przez Maszynę do Pisania; laureat ogólnopolskich konkursów na opowiadanie kryminalne (MFK Wrocław i Kryminalna Piła). Jeśli w jego głowie nie pulsuje bas Bena Otręby i nie rozbrzmiewają solówki Jurka Styczyńskiego, znaczy, że jest chory. Do tej pory nie był.
Mroczna i przejmująca opowieść o osamotnieniu, rozpaczy, tajemnicy... Robert Małecki dobrze wie jak tworzyć mglisty, niedopowiedziany klimat wokół swoich bohaterów! Przed czytelnikiem thriller obyczajowy, dreszczowiec z motywem psychologicznym, który zawraca do przeszłości i serwuje niepokojące zakończenie.
Bez wątpienia jest to jedna z najgorszych powieści kryminalnych ostatnich lat, jakie przeczytałam (a mam ich za sobą naprawdę sporo). Pierwszy raz spotkałam się w kryminale z tym, że wątek główny przeradza się w poboczny, a poboczny w główny i zdominuje powieść do tego stopnia, że aż zaczęłam się zastanawiać po co było wprowadzać ten pierwszy wątek. Gdyby go nie było książka nic by nie straciła. I na dodatek te postaci, które są jednowymiarowe i płaskie. Kreacja osobowości głównej bohaterki to jakaś kpina. Jedyne, co można o niej powiedzieć to to, że jest piękną blondynką, której skrzynka wiadomości na instagramie pęka w szwach od propozycji seksu. Słabe i żenujące.
Robert Małecki to autor książek, którego wielu z Was przedstawiać nie trzeba, napisał on bowiem już całe dwa cykle kryminalne (2x3 tomy), z tekstami doklejał się też do opracowań zbiorowych (6). Wydawać by się mogło, że jest autorem znanym, lubianym, doświadczonym i piszącym dobre, jeśli nie bardzo dobre kryminały. I zapewne część tak uważa, sądząc po niezliczonych pozytywnych recenzjach.
Ja jednak spotkałem już się z twórczością pisarza przy cyklu o Marku Brenerze, a właściwie przy pierwszym jego tomie Najgorsze dopiero nadejdzie. W swojej opinii pisałem wtedy „Mam nadzieję, że najgorsze dopiero nadejdzie, że nie jest to najgorszy polski kryminał jaki przeczytałem do tej pory.” Cykl porzuciłem. Nie polubiliśmy się z twórczością autora. Czas minął, a w klubie recenzenta nakanapie.pl pojawiła się Żałobnica Pana Małeckiego. Rzeczywiście raz się nie udało, ale może samoistny nie-cyklowy tytuł będzie dobry? W końcu taka teraz moda wśród polskich współczesnych kryminopisarzy, żeby trzaskać taśmowo thrillery psychologiczne. Co może pójść źle?
Fabularnie książka jest dobra. Taka bardziej obyczajówka z zaskakującymi zwrotami akcji, ciekawym początkiem zawiązującym fabułę, pojawiają się niewyjaśnione okoliczności, bohaterowie są dobrze umiejscowieni na planie książki, i zapowiada się całkiem niezła historia. Na pewno nie kryminalna, ale taka z lekkim dreszczem emocji, i trzymającym w napięciu oczekiwaniem na dalszy rozwój sytuacji, tajemnic, oczywiście im bardziej szokujących tym lepiej. Wchodzimy zatem w thriller. Mamy do czynienia z 30+ kobietą, której rodzina (mąż i jego nastoletnia córka z innej kobiety) giną na przejeździe kolejowym, winą obarczona zostaje dróżniczka – która w pewnym momencie książki zaginie. Sprawa się komplikuje kiedy na jaw zaczynają wychodzić zachowania rodziny próbującej zbadać przeszłość głównej bohaterki. Jak mówię, pomysł na fabułę (ba! Nawet film!) dobry.
Po raz fefnasty zaznaczę, że bardzo lubię jak w książce typu kryminał, thriller mamy nawiązanie do przeszłości, przeplatanie się przeszłości i teraźniejszości jako dwóch osobno opisywanych płaszczyzn, gdzie przeszłość stopniowo pomaga nam wyjaśnić białe plamy teraźniejszości – czytelnik żyje powieścią – jest dobrze. Kolejny plus. Niestety część dotycząca przeszłości prezentuje się lepiej niż teraźniejszość, ciekawiej, bardziej intrygująco, jest po prostu staranniej opisana. Rysuje się w wyobraźni z pełnymi kolorami, nie jak w podstawowej teraźniejszej relacji - zaledwie konturem rzeczywistości wypełnianym przez jaźń głównej bohaterki. Teraźniejszość niestety opisana jest tak, że często sprawia też wrażenie przegadanej. A wszystkiemu winna jest
Narracja. Co Autor zrobił z własnym pomysłem, ciekawym i naprawdę nadającym się na niezły thriller psychologiczny to aż mi było smutno czytając. Narracja pierwszoosobowa, i to jeszcze przeprowadzona dokładnie tak jak zapamiętałem z Gołkowskiego pierwszej stalkerskiej książki (porównanie międzygatunkowe przypadkowe, chodzi mi o sposób pisania) – coś w stylu poszedłem do łazienki, tam była toaleta, teraz się takie toalety montuje, świeci się ładnie porcelana. Spojrzałam w lustro, lustro wisi na wschodniej ścianie łazienki i można się w nim przeglądać kiedy drzwi są zamknięte. Bo jak są otwarte to wpada światło i nic nie widać. Czasem z mężem się z tego śmialiśmy, pomyślałam o mężu”. No k&^%$! Człowiek, który napisał 13+ książek opisuje rzeczywistość na zasadzie narracji „czytelnik-debil”. Nic samemu nie może się pojawić w Twojej głowie, autor nie pozostawia pola do wyobraźni, nie kreuje rzeczywistości tylko ją sprawozdaje. Bardzo niedobry ruch, 4 gwiazdki w plecy za narrację. Do tego stopnia krzywdzi książkę takie pisanie. Pominę milczeniem rozkminki (Oh! Tak młodzieżowo, autor też taki postępowy, ale o tym zaraz) głównej bohaterki o swoim życiu, jestestwie, postępowaniu, myślach o myśli – nic nie wnoszące wypełniacze stron. Poza tym, jeśli już pisarz daje nam książkę w narracji pierwszoosobowej – ma go nie być w świadomości czytelnika. Ma być niczym duch, nieobecny niczym chrześcijański bóg. Fabuła, życie toczyć mają się swoim własnym pędem. Tymczasem Robert Małecki nie może pozbyć się maniery egzaltowanego kreatora światów.
Zakończenie tak samo nieprawdopodobne wobec stylu narracji jak sama ona. Mogłoby się zdarzyć ale na skutek śledztwa gdyby bohaterem był jakiś detektyw, policjant. Ale gdzie 100% książki to pierwszoosobowy pamiętniczek to nagle zmienia swoje postrzeganie 10 stron przed końcem książki. Znienacka pojawia nam się nowy zestaw informacji (wcześniej nad tymi sprawami bohaterka nie rozmyślała!) dotyczących wyjaśnienia zakończenia. Bohaterka wcześniej nie pamiętała co się stało w przeszłości? Bez sensu totalnie. Gdzie cała książka to strumień świadomości głównego bohatera (w takim np. Ślepnąc od świateł Jakuba Żulczyka wyszło to o niebo lepiej). Znowuż gwiazdka w plecy.
Feminatywy na siłę, czyli rewolucja w natarciu! Myślałem, że przegięcie pały w tym względzie to Remunio M. w Chyłce No. 9, czyli Umorzeniu, gdzie wjazd zrobiła sędzini (nie ma takiego zawodu), świadkini (-_-`) i obrończyni. Pan Małecki idąc za trendami i modą wbija na salę z: detektywka, topielczyni, oraz tworzy nieistniejący zawód, tj radczyni prawna. Po co? W Jakim celu? Komu to potrzebne?
Résumé Książka fabularnie dobra, z intrygującą fabułą (choć miejscami przegadaną) z lepiej opisanymi fragmentami dotyczącymi przeszłości bohaterki, z koszmarnie niepasującą i psującą pozytywne wrażenie z książki narracją – ostatecznie plasuje się jako czytadło pociągowo-autobusowe kupione w dworcowym kiosku na standzie. Niczym na siłę napisana Chmielarzowa Wyrwa. Naprawdę mimo, że całkiem różne książki, ich wykonanie strasznie mi się kojarzy. Dobre pomysły zrealizowane za szybko, z przeświadczeniem własnego talentu, który sam zrobi.
No nie zrobił.
5/10.
25.08.2020 r.
Książkę otrzymałem z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl
„Żałobnicy” czytać nie planowałam, ale w ostatnim czasie na Instagramie co rusz widziałam, że albo ktoś czyta, albo czytać zamierza tę książkę, więc w końcu i ja się na nią skusiłam. Trzeba przyznać, że już sam opis mocno pobudza wyobraźnię do działania. Tragiczna, tajemnicza śmierć mężczyzny i jego córki. Przejazd kolejowy nie został w porę zamknięty, ich samochód zostaje roztrzaskany przez pędzący pociąg. Niedługo później za zaginioną zostaje uznana dróżniczka, która owego przejazdu nie dopilnowała. We wszystko zdaje się być zamieszana druga żona mężczyzny, która poza śmiercią partnera i pasierbicy musi też mierzyć się z mroczną tajemnicą ze swojej wczesnej młodości. Co te wszystkie sprawy mogą mieć ze sobą wspólnego? Co wydarzyło się w małej wsi na południu lata temu?
Anna Kowalska nie jest osobą, która da się lubić. Oschła, nieprzyjemna kobieta. Wie, że jest piękna i choć jej uroda zdaje się momentami być jej kulą u nogi, to jednak bez żadnych oporów wykorzystuje to w relacjach z mężczyznami, by osiągnąć swój cel. Teraz jednak jest wycofana. Niedawno zginął jej mąż i pasierbica. Anna powinna był w nieotulonej żałobie, ale tak nie jest. Nie układało się jej z parterem, a jej stosunki z pasierbicą były już otwarcie wrogie. To ją Anna obarczała winą za chłód w relacjach z mężem. W zasadzie, to ta tragiczna śmierć to dla niej tylko spory zastrzyk gotówki i nowe życie. Ale Anną interesuje się policja. Ktoś widział ją bowiem w okolicy domu i pracy dróżniczki, która nie dopilnowała przejazdu na którym zdarzył się ten fatalny w skutkach wypadek. Jakby tego było mało, do Anny wracają demony z przeszłości. Kiedy była nastolatką zaginęła jej najlepsza przyjaciółka, Wiola. Do dziś się nie odnalazła, ale teraz – przez to że o Annie jest głośno po śmierci męża - tą sprawą ponownie interesuje się opinia publiczna, a jeden z dziennikarzy zaczyna wyjątkowo intensywnie węszyć. Pętla się zaciska, a Anna czuje, że czekają ją ciężkie chwile.
Łatwo można zauważyć – czytając ten powyższy mój opis – że w książce przeplata się mnóstwo rozmaitych wątków. I początkowo zakładałam, że będzie to stanowiło o jej sile. Że rozwiązanie tej całej zagadki, wyjaśnienie tych wszystkich połączeń sprawi, że ja będę wbita w fotel i nie będę mogła się pozbierać. I faktycznie nie mogła, ale – niestety – z kompletnie innego powodu.
Bo realizacja jest średnia. Zdaje się, że autor w pewnym momencie pogubił się w tych wszystkich intrygach. Tak bardzo zaplątał, zamącił, że ta historia uciekła już spod jego wpływu i rozlała się niczym plama z kawy na papierze tworząc jakiś tam wzorek, który można sobie interpretować na wiele dowolnych sposobów, ale plama pozostaje plamą.
Całość jest okrutnie wręcz niewiarygodna. Anna jest jedną z tych papierowych postaci, która jest zdefiniowana przez kilka wciąż i wciąż powtarzanych cech, ale nie ma w niej nic więcej. Wiemy, że jest piękna, że nie kochała swojego męża i że w jej mieszkaniu wciąż słychać „dźwięk rozbijanych przez młynek ziaren kawy”. Fajnie. Ale co więcej? Jak uwierzyć w postać, która jest tak słabo napisana. Wcale nie lepiej jest z innymi bohaterami. Komisarz Wolska pali i ma zniszczoną cerę. Roksana była gruba i ciągle siedziała na telefonie. Co więcej, autorze?
Zakończenie jest fatalne. Rozwiązanie zagadki w żadnej mierze nie satysfakcjonuje, bo tak naprawdę nie wynika z niczego. Buduje się nam jakąś intrygę, rozwiązuje powoli ten kłębuszek tajemnic, próbujemy dojść powoli do tego, co się wydarzyło...I dostajemy bubla. Naprawdę, ja ostatnie dwadzieścia stron czytałam z kwaśną miną. Kiedy dowiadujemy się wreszcie, co stało się z Wiolą to nie pozostaje nic innego, jak rzucić książką o ścianę (czego ja w ostateczności nie zrobiłam, bo czytałam ją na czytniku – szkoda sprzętu).
Niestety, dla mnie to spore rozczarowanie. Pomysł był naprawdę dobry, ale wyszło słabiej niż średnio. Jest wiele znacznie lepiej napisanych powieści z gatunku kryminał/thriller, których bohaterowie zdają się być postaciami z krwi i kości. To czytadło do tych fajnych nie należy.
Początkowo szło mi opornie. Winy jednak upatruję w sobie, bo trafiło na dni, kiedy o skupienie było trudno. Potem szło powoli, ale nie dawało spokoju. Coś mnie bez przerwy ciągnęło do „Żałobnicy.” Następnie przyspieszyło, ale z ograniczeniem prędkości, by na końcu rozpędzić się i wyhamować gwałtownie. Zupełnie jak dobrze naoliwiona maszyna, co to „rusza ospale”, a potem „gładko tak, lekko tak toczy się w dal.”
Napięcia nie było, zakończenie prawie przewidywalne (prawie, bo ostatnia scena mnie zaskoczyła), a mimo to trudno było mi myślami uciec od tej książki. Właściwie nawet rozumiem dość skrajne opinie, które czytałam na LC i Instagramie, bo ten thriller jest dość pokręcony i mocno bazuje na emocjach, a te odbieramy bardzo różnie. I chyba to najbardziej zachwyca mnie w tej książce.
Przeczytajcie, bo naprawdę warto. Ja mam nadzieję, że „Żałobnica” to nie był tylko wypadek przy pracy, a zapowiedź dalszej przygody z thrillerem w roli głównej.
Ps. Feminatywów za bardzo nie lubię i „detektywka” to chyba jeden z najgorszych, jakie słyszałam. Ps2. Małecki jako kobieta na piątkę z plusem :D Tu to mnie Pan zaskoczył, Panie autor!
Książkę zacząłem w formie audiobooka i polecam, świetna interpretacja Anny Dereszowskiej. Niestety, audiobook na Legimi był uszkodzony, doczytywałem w formie klasycznej. Wspominam o tym, bo dużo lepiej mi się słuchało, niż czytało i ocena przez to nieco wyższa. Bardzo ciekawy sposób narracji, dobra historia. Autor przyzwyczaił do drobiazgowych opisów w poprzednich książkach i to się lubi albo nie lubi. Ja lubię.
Nie będę pisał o zakończeniu, bo to zbrodnia, ale na minus na pewno słabe motywacje bohaterów i błędy w fabule, które powinna wyłapać redakcja, a nie wyłapała.
Czekam z niecierpliwością na dalsze części "Grossa", dużo lepiej wsiąka się w tamten świat.
Mąż i pasierbica Anny giną pod kołami pociągu. Wdowa winą obarcza drużniczkę która nie opuściła rogatek. W takich oto okolicznościach poznajemy tytułową Żałobnicę. Wydawało mi się, że to właśnie te wydarzenia będą głównym wątkiem książki. Okazało się jednak, że Pan Robert zagrał mi na nosie i całą historię poprowadził w zupełnie innym kierunku. W dobrym kierunku🖤 Nie spodziewałam się, że w rękach trzymam tak dobry thriller który zwali mnie z nóg. Akcja była prowadzona po mistrzowsku, bo nawet pod koniec nie spodziewałam, że to demony przeszłości przejmą stery i doprowadzą nad do bardzo, ale to bardzo zaskakującej prawdy. Jednym słowem podobała mi się ta historia i uświadomiłam sobie, że brakowało mi pióra autora. Polecam 🖤
Robert Małecki - autor dwóch popularnych cyklów kryminalnych - teraz daje nam samodzielny thriller w postaci "Żałobnicy". Tytułowa bohaterka - Anna - straciła męża i córkę w tragicznym wypadku. Czy jednak był to wypadek? Czemu Anna nie przeżywa żałoby? I czemu dręczą ją koszmary?
Początkowo wydawało się, że to książka "dla mnie", bo thrillery wprost uwielbiam. Im dalej w las, tym jednak narastała moja frustracja związana z lekturą. Po pierwsze - Małecki tworzy bohaterkę, wobec której ciężko o empatię. Anna jest po prostu niesympatyczna, co jest umotywowane w fabule, ale sprawia, że czytelnika jej losy mogą mało obchodzić. Po drugie - Małecki ma bardzo dobry warsztat jeśli chodzi o opisy, natomiast dialogi wychodzą już bardzo średnio. A kiedy rozmawiają nastolatki, to miałem podobne wrażenia jak gdy profesorowie podszywali się pod studentów by znaleźć ściągających na egzaminach.
Ostatni i najpoważniejszy zarzut - mam wrażenie, że autor nie mógł się zdecydować, co ma być tu główną tajemnicą. Książka ma dużo zwrotów akcji, ale w co najmniej dwóch osobnych intrygach. Pomijam już, że te zwroty akcji są bardzo mało wiarygodne, to zwyczajnie druga połowa książki jest nużąca. Szkoda.
Sama nie wiem co myśleć. Ogólnie książka mi się podobała i do końca nie wiedziałam kto był odpowiedzialny za zniknięcie Wioli, ale też mnie trochę rozczarowała. Końcówka była zaskakująca ale motyw działania sprawcy słaby. Książka dobrze napisana, wciągająca, ale czegoś w niej mi zabrakło, ale nie umiem określić co dokładnie. Lubię Małeckiego i sięgnęłam po Żałobnicę jak tylko się ukazała(bo lubię thrillery) ale wolę serie o Bernardzie Grossie.
W wypadku samochodowym ginie Piotr i jego córka Roksana. Dróżniczka podczas swojej pracy zasłabła, nie opuściła rogatek, a samochód wjechał pod rozpędzony pociąg. Dla Anny to bolesna strata męża oraz pasierbicy. Jednak czy aby na pewno? Pojawia się sporo znaków zapytania - Anna nie darzyła sympatią swojej pasierbicy, miała kochanka, a dróżniczka po tym wypadku znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednak na tym nie koniec tajemnic, a ktoś "życzliwy" zna jej sekret sprzed lat. Anna ma dwa wyjścia - albo ucieknie z podkulonym ogonem lub stawi czoła przeszłości.
Nie wiem co się tu wydarzyło, w którym miejscu powinęła się noga. Pomysł i początek książki dla mnie był kapitalny. Potem coś się najzwyczajniej w świecie popsuło. Zacznijmy od ogółu. Tak jak już wspomniałam, ogólny pomysł na książkę był super. Mąż i pasierbica giną pod kołami pociągu, dróżniczka po pierwszym przesłuchaniu znika, a Anna ma sekret z przeszłości (który finalnie był słabym sekretem, bo wiedzą o tym niektóre osoby). Fabuła podzielona jest na trzy linie czasowe - wiek nastoletni, przed śmiercią męża i po jego śmierci, kiedy uruchamia się batalia między innymi o spadek. Główna bohaterka, z jakiegoś niewyjaśnionego powodu, zaczyna się cudacznie motać i podejmuje działania, których nie zrozumiałam, ale wiem jedno - więcej jej zachowanie zdradzało niż ukrywało. Jej decyzje, jeżdżenie wte i wewte bez celu, robienie tego i tamtego wprowadzało więcej w mojej głowie chaosu niż konkretów. Autor ma też tendencję do rozpływania się nad tyloma nieistotnymi szczegółami, że gdyby nie to, że wzięłam się za tę pozycję w audio to z pewnością bym na czytniku skakała wzrokiem po tekście i pomijała zbędne fragmenty. Zakończenie zostawiło mnie zupełnie obojętną.
Zostawiam takie mocno naciągane 1,5 gwiazdki. Podnoszę tę ocenę odrobinę w górę, bo już w tym roku przekonałam się, że można napisać o wiele gorszy thriller/kryminał. To nie jest aż tak złe i nie chcę wsadzać tej pozycji do jednego worka z niejaką panią Paris, która niektóre książki napisała w taki sposób, że nie rozumiem sensu ich powstania. Tutaj ten sens jest, pomysł fajny, ale wykonanie zostawia po sobie spore rozczarowanie.
Moją kolejną pozycją przeczytaną w ramach akcji #czytajpl to Żałobnica, Roberta Małeckiego. Pan Robert Małecki to autor poczytnych kryminałów, tym razem zaskoczył swoich czytelników odchodząc od swojego gatunku i zaserwował nam thriller psychologiczny. Choć zauważyłam wiele głosów niezadowolenia, to tak historia osobiście bardzo mi się podobała. Lubię powieści pisane w pierwszej osobie, wewnętrzne rozterki i zmagania bohatera, gdzie uczucia, emocje, przemyślenia kształtują tło historii. Żałobnica trafiła w moje gusta czytelnicze👍. Według mnie autor poradził sobie świetnie. Fantastycznie wniknął w umysł swojej bohaterki, a i językowo też jest piękne. Dałam się wciągnąć w historię Anny, odkrywając jej tajemnice z przeszłości, tej niedawnej i tej dawniejszej, dotykającej wczesnej młodości. Anna to atrakcyjna kobieta, choć nie jest bez skazy. Przez cały czas miałam wrażenie, że ukrywa mroczną tajemnicę, że ma na rękach krew. Tajemnice owszem są, ale czy Anna faktycznie potrafi działać bezlitośnie? Wszystko zaczyna się i kończy na pociągu. Mąż Anny i jej nastoletnia pasierbica giną w tragicznych okolicznościach na przejeździe kolejowym. Anna dziedziczy spory majątek, wielu to się niepodoba, jest pod ciągłą obserwacją ze strony rodziny i dalszych znajomych. Jej przeszłość wypływa wraz z licznymi tajemnicami związanymi i z jej mężem, i przyjaciółką z okresu nastoletniego. To historia o samotności i odrzuceniu, która kładzie się cieniem przez całe życie Anny. W pewnym momencie wydaje jej się, że nie ma już od niej ucieczki, że los nie pozostawia jej wyboru, przynajmniej ona go już nie widzi 😔. Żałobnica - wciąga, zaciekawia i gra na emocjach, dla mnie to była dobra lektura, polecam 👍.
Historia niezła, dobrze poprowadzona. Rozwiązanie sprawy miało sens, w jakimś stopniu było zaskoczeniem, więc kolejny plus. W ogólnym rozrachunku słuchało się tego przyjemnie, nie nudziłam się, bohaterowie doprowadzali mnie czasami do szału.
Narratorką jest kobieta. Czy słychać, że jest to kobieta stworzona przez mężczyznę? Tak. Bywa zabawnie, zaśmiałam się dwa razy, przewróciłam też oczami.. nic nie szkodzi. Było w porządku i to 'w porządku' całkowicie mnie satysfakcjonuje.
Roberta Małeckiego zaliczam do moich ulubionych autorów i na każdą kolejną napisaną przez niego książkę czekam z ogromną niecierpliwością. Przyznaję, że bałam się "Żałobnicy", bo thriller psychologiczny to nie jest gatunek, po który często sięgam. Czy jestem zadowolona po lekturze? Cóż, i tak i nie. Jak dla mnie ta książka jest dobra, ale przyznać muszę, że zdecydowanie wolę Pana Roberta w wersji kryminalnej.
Anna, kobieta po trzydziestce próbuje na nowo ułożyć sobie życie po tragicznej śmierci męża i pasierbicy. Ich auto zostało zmiażdżone na przejeździe kolejowym, a winą za wypadek obarczono dróżniczkę, która zasłabła i nie opuściła szlabanów. Nagłe zaginięcie kobiety sprawia, że podejrzenia padają na Annę.
"Żałobnica" to pierwszy thriller psychologiczny spod pióra Roberta Małeckiego. Nie ukrywam, że liczyłam na coś równie dobrego jak seria z Grossem i niestety jestem trochę rozczarowana. Nie jest to zła książka, nie! Jednak dobra, w przypadku mojego ulubionego autora to trochę za mało. Sam pomysł na fabułę bardzo mi się spodobał, a początek książki zapowiadał rewelacyjną lekturę. Był klimat, tajemnica i dobrze dawkowane napięcie. Jednak gdzieś po drodze zaczęło mi tego brakować. Nie przekonała mnie do siebie główna bohaterka. Nie potrafiłam jej współczuć, a z każdym kolejnym rozdziałem robiła się coraz bardziej irytująca. Bardzo podobał mi się za to podział na trzy ramy czasowe. Lubię taki zabieg, bo dzięki retrospekcjom możemy spojrzeć na wydarzenia z różnych perspektyw. Na uwagę, jak zawsze zresztą, zasługuje styl i język autora. Nie da się ukryć, że Robert Małecki pisać potrafi i robi to bardzo dobrze! I to właśnie pióro autora sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko.
Podsumowując, nie żałuję czasu poświęconego "Żałobnicy", ale nie jest to historia, która na dłużej pozostanie w mojej pamięci. Przyznaję, że dawno nie miałam takiego problemu z oceną książki i doskonale rozumiem tak skrajne opinie na jej temat. Mimo wszystko polecam, bo najlepiej przeczytać i przekonać się samemu.
Święta powieść, trzyma w napięciu, daje do myślenia. Momentami wprowadza w gęsty mrok z którego ciężko się wydostać. Całkiem jak Anna, która z pozoru powinna cierpieć po stracie męża... jednak ten związek nie był idealny. A Anna nie była żona, za jaką chciała uchodzić....
Roberta Małeckiego znałam do tej pory jedynie z kilku opowiadań, które mi się podobały. Tym razem pożyczyłam z biblioteki książkę oznaczoną jako kryminał. Po przeczytaniu uważam, że to bardziej thriller psychologiczny, choć oczywiście na bazie kryminalnego wątku. Anna to młoda, urodziwa kobieta, które nagle zostaje wdową. Nazywa siebie żałobnicą, ponieważ w wypadku traci również nastoletnią pasierbicę. Ten incydent rozpoczyna lawinę zdarzeń, która pokazuje inną twarz kobiety, ujawnia ukrywane sekrety i jej mroczną przeszłość. Akcja książki skacze w czasie, pokazuje nam całą historię kobiety i jej bliskich z różnych ujęć czasowych. Pozwala to na budowanie nastroju grozy. Nie tylko Anna skrywa tajemnice, również jej mąż, Piotr okazuje się być innym niż się jego żonie zdawało. Wypadek oraz zachowanie Anny wzbudzają podejrzenia. Trwa śledztwo, które nagle sięga do czasów gimnazjalnych kobiety i wyciąga na światło dzienne pewną niewytłumaczoną sprawę z przyjaciółką bohaterki książki. Czy człowiek potrafi być silny psychicznie w każdej sytuacji? Czy prawda powoduje, że problemy znikają? Czy przeszłe zdarzenia mogą zniszczyć człowieka? Na te pytania dostajemy odpowiedź dotyczącą Anny. Nikt, kto nie jest w położeniu kobiety, nie wie jak by na nie odpowiedział. Dobra książka, choć fragmenty z urojeniami bohaterki nie przypadły mi do gustu. Sama fabuła, budowanie grozy, odkrywanie kolejnych kart z przeszłości są naprawdę dobre.
Pierwsze spotkanie z twórczością Roberta Małeckiego oceniam całkiem dobrze, ale książka ma kilka mankamentów.
Różne linie czasowe są na plus, aczkolwiek uważam, że przeszłość głównej bohaterki została wykreowana w ciekawszy sposób, niż wydarzenia z teraźniejszości. Lepsze rozwinięcia, ciekawsze plot twisty.
Bohaterowie są tacy pół na pół. Brakowało mi w tej książce obrazu takiego porządnego gliny, który prowadzi sprawę i doszukuje się/przesłuchuje, krąży jak sęp nad ofiarą. Jedna z postaci - Ogiński trochę nadrobił temat, ale podkreślam - trochę.
Momentami trzyma w napięciu to fakt, ale z początku ciężko się wkręcić, dopiero gdzieś po około 170 stronie zaczyna się płynąć przez książkę.
Nie do końca podpasował mi zabieg zastosowany przez autora w zakończeniu książki.
Oj. Trudno mi tą książkę ocenić. Wciągnęła mnie niesamowicie. Każda strona mnie do siebie przyciągała. Ale historia wypadku męża i pasierbicy głównej bohaterki to tylko kilka pierwszych rozdziałów a cała reszta to przeszłość Anny. Niestety nie na to liczyłam. Parę całkiem dobrze podbudowanych napięciem wątków na końcu okazywało się nieistotne lub rozwiązywane było za szybko (wątek długów Krzysztofa i walki o majątek Piotra, nienawiść do pasierbicy, zaginięcie i ogólnie cały wątek dróżniczki, rozwód, grzebanie w przeszłości Anny przez Piotra) na rzecz tej właśnie przeszłości. Ocena byłaby dużo niższa gdyby książka tak nie wciągała od pierwszych stron.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Jestem pod wrażeniem, że mi się tak bardzo podobało. Jest coś irytującego w tej powieści, coś co sprawiło, że chciałam czytać dalej... coś co gryzie cię z tyłu głowy i intryguje . Głównej bohaterki nie lubię, ale i tak śledziłam jej poczynania z szeroko otwartymi oczami. Postać wykreowana tak, że chce się ją nienawidzić i w tej samej chwili jest mi jej szkoda. Moje pierwsze spotkanie z Panem Małeckim oceniam na BARDZO DOBRZE! Żałobnica jest zdecydowanie warta uwagi.