Bohaterami tej pełnej ciepłego humoru książki są dwa psy, Puc i Bursztyn, które na podwórzu pędzą życie pełne psot i figlów. Pewnego dnia ich beztroską zabawę przerywa wizyta niezwykłych gości – dwóch rasowych, rozpieszczonych piesków z Warszawy. Dzięki wiejskim psom Tiuzdej i Mikado poznają uroki prawdziwego życia i przeżywają liczne przygody.
Gdzieś mi niedawno mignął ten tytuł i przypomniałam sobie, że była to pierwsza lektura, którą musiałam przeczytać w podstawówce. Rodzice zawieźli mnie wtedy do biblioteki, gdzie zobaczyłam setki książek dostępnych za darmo... Wspomnienie miłe a sama książka no, nie spodziewałam się, że będzie ukazywać jak właścicielka rzuca kamieniami w psy albo je bije po przyłapaniu jak rozrabiają na podwórku 💀 Na szczęście czasem rzuci dodatkową kostkę z obiadu i wtedy fajnie jest. Yikes, ale no, brzmi jak wiarygodne i prawdopodobne przedstawienie wsi z początku XX wieku. Zdziwiło mnie też, że psy "ćpały kartofle", ale najwyraźniej kiedyś oznaczało to po prostu łapczywe jedzenie, taka ciekawostka.
Nie wiem, czy ta książka dalej jest lekturą, w sumie nie musi być, bo morału tu nie ma za bardzo, jedynie, że pies to jest pies xD Przygody zwierzaków są opisane z ich perspektywy, autor dobrze i zabawnie oddał ich momentami chaotyczne zachowania i energiczne usposobienie. Przyjemnie i szybko się czyta, całość do machnięcia w godzinkę.
Musiałam ją czytać jako lekturę w 2-3 klasie i pamiętam, że ledwo doczytałam do końca. Musiałam się bardzo zmuszać. Niektóre momenty (ale bardzo krótkie) były całkiem ok, ale przez większość ledwo przebrnęłam. Zniechęciła mnie tylko do czytania lektur...
Świetna, czasowa książka. O dwóch psach (chociaż tak naprawdę jest ich więcej) co samo w sobie jest na plus. Ciekawa historia, o życiu na gospodarstwie, o gościach z miasta i jak sobie radzą. Można do niej wracać.
One of my favorite books from childhood. I remember reading it in one sitting and laughing to tears about human feelings dogs had. Just read it again and still loved it and laughed...no tears this time!
Fajnie było wrócić do tej historii z wczesnego dzieciństwa! ;) Pierwszy raz po przeczytaniu tej książki dłuuugo marzyłam, by kiedyś mój pies nazywał sie Tiuzdejek :D
Książka "Puc, Bursztyn i goście" była moją lekturą w klasach 1-3 podstawówki. Wtedy kończyłam wszystkie lektury szkolne, więc tą też, ale nie wiem, jak mi się to udało. Męczyłam się z nią bardzo, tak bardzo, że rodzice musieli mi ją czytać i oni też zasypiali. Nawet oni do dzisiaj pamiętają ją jako jedną z najnudniejszych książek w ich życiu. Czy osoba, która podjęła decyzję o dodaniu tej pozycji do lektur klas 1-3 kiedykolwiek przeczytała tę książkę? Nawet dorośli mają z nią problem, a co dopiero dzieci. Książki dla dzieci w tym wieku powinny je zachęcać do sięgania po kolejne i do dalszego czytania, więc powinny być jeszcze ciekawsze. Ta natomiast jest tak strasznie nudna i wolna, że wrażenia po przeczytaniu jej są gorsze niż po przeczytaniu jakiejś źle napisanej książki o bezsensownej fabule.
Podsumowując, zdecydowanie najgorsza książka, jaką przeczytałam.
Pamiętam, jak musiałam przeczytać tę książkę, bo była lekturą szkolną w klasach 1-3. Nie mogłam przez nią przebrnąć, tak bardzo mnie nudziła. Do dziś na samą myśl mnie odrzuca.