Jedno jest pewne po lekturze Gregor and the Marks of Secret: Suzanne Collins wie, jak zbudować atmosferę przed wielkim finałem.
Dawniej utrzymywał się nadziei, że już nigdy nie odwiedzi tego miejsca, zostawi je bezpieczne pod podłogą pralni; teraz wraca, kiedy tylko może, gdyż za wiele tam zostawił. Rodzice mówią, że wyjadą z Nowego Yorku, kiedy tylko rodzina znów się spotka, lecz jak Gregor miałby pożegnać się z przyjaciółmi z Podziemia? W atmosferze nadchodzącego zakończenia i nowych nadziei bohater staje przed ostatnim wyzwaniem, zanim opuści swój drugi dom; misją, która wywróci losy krainy.
Przedostatniej części The Underland Chronicles towarzyszy takie dziwne uczucie, taki charakterystyczny chłód, który pojawia się, kiedy powoli zbliżamy się do końca. Prawie wszystkie karty zostały już odkryte, lecz teraz przyszedł czas na zmianę zasad gry, i choć zawsze wiadomo było, że ona nastąpi, to w sercu pojawiają się ekscytacja i niepokój. Nawet zarys fabularny jest odmieniony, ponieważ w tej części nikt nie zlecił misji Gregorowi, chłopiec sam ją podjął. Niektóre wątki rozwijają się pod atmosferą sekretności, pewne tematy, które przedtem rozwijały się nieśmiało i po cichu, wychodzą na pierwszy plan i łamią tabu, a towarzyszą im eksplozje emocji i przeżycia, do których strach było się przyznać. Kiedy na jaw wyłaniają się konsekwencje i owoce poprzednich przygód, główni bohaterowie w pełni odkrywają znaczenie swoich czynów oraz dziedzictwo, a nie są one łatwe do przyjęcia. Między postacie wkradają się nieufności i nieoczekiwane momenty bliskości, los wielu bohaterów staje pod znakiem zapytania, co u czytelnika pogłębia poczucie niepewności, zawahania i oczekiwania na wielki finał. Suzanne Collins przedstawia naprawdę wyrafinowaną, intrygującą i świetnie napisaną historię o poniesionej stracie oraz wypowiedzeniu wojny, groźbie i opadającej ciszy, pełną porażających obrazów, wspaniałych zwrotów akcji oraz poruszających postaci, które na oczach czytelnika stają się bohaterami, symbolami, nośnikami kultury i inspiracją, a przy tym twarzami, które rozpoznałoby się od pierwszego wejrzenia, mimo że żyją tylko na kartach powieści. To niewiarygodne, jak autorka jest w stanie zaprezentować tak ciężką opowieść, tak promieniującą krzywdą i tematami, których się lękamy, a zrobić to w ogromnie kochający, troskliwy, czuły i otwarty na serca dziecięcych czytelników sposób. Mam nadzieję, że ta seria zapisze się jeszcze w kulturze jako drugie kultowe dzieło autorki, równie dobre jak osławione Igrzyska Śmierci (jejku, czy wy też tak cieszycie się na nowy prequel tak jak ja?).
W recenzji każdej części tej serii zwracałam uwagę na główne motywy danej książki, aspekty wojny, które tym razem autorka wzięła na swój warsztat i przeobraziła w historię, którą są w stanie pojąć czytające ją dzieci. Po lekturze The Marks of Secret mamy wyjątkowo dużo do odpakowania, zwłaszcza, że to wątki tak aktualne w obecnej sytuacji politycznej! Nie chcę wam zbyt dużo spoilerować, bo moim celem jest to, byście sami podjęli się tej lektury, jednak zdradzę, że mamy tutaj przejmujący i ogromnie angażujący czytelnika motyw podziemnej odmiany ludobójstwa i czystki etnicznej. Ta historia o gatunku, wygnanym z każdego miejsca, gdzie postawi krok, skazanym za czyny, których nie popełnił, ofiarowanym w atmosferze nienawiści i żądzy władzy, czyjejś destrukcyjnej frustracji, osłoniona lękiem i legendą o cichej groźbie czy też ostrzeżeniu, splątana z ciszą… Na niektórych scenach płakałam jak małe dziecko, ogromnie odczuwałam klęskę i trzymam się silnie nadziei na to, co przyniesie ostatni rozdział sagi. Jednak, co ważniejsze, przywiodło mi to na myśl całe cierpienie, którego byliśmy świadkami w ostatnich czasach, za pośrednictwem materiałów udostępnianych w mediach społecznościowych. Wiem, że to banalne porównanie, a fikcja ma o wiele mniejsze znaczenie, lecz to dla mnie ogromnie ważne, że autorka uparcie opowiada historie o takich zdarzeniach, otwierając oczy młodych czytelników, odpowiadając na ich wątpliwości i niosąc w swych słowach historie krzywdy. W czwartej części na pierwszy plan wysuwa się również wątek dyktatora splamionego zbrodnią i nienawiścią, który z jednej strony jest interesującą kontynuacją historii, która ciągnęła się za nami już od drugiej części, a z drugiej stanowi genialne odwołanie do czasów II wojny światowej i ruchów faszystowskich (których echa nadal odbijają się w naszej rzeczywistości). W kwestii przełożenia realiów wojny na literaturę dziecięcą Suzanne Collins wspięła się na wyżyny i stworzyła historię tak wciągającą i złożoną, że z pewnością mogłaby zafascynować nawet wyjątkowo wyrafinowanego czytelnika gatunku. Prezentuje fascynujący, wartościowy i odważny komentarz.
Muszę przyznać, że wyjątkowo leniłam się z recenzjami ostatnich lektur. Z jednej strony sprawia to, że moje wrażenia wydają się bardziej chaotyczne i porozrzucane po różnych sferach, a z drugiej dobrze było spojrzeć na tę książkę z takiej perspektywy minionego czasu. Chociaż tak bardzo nie mogłam doczekać się przeczytania najlepszej części, że w końcu nie miałam wyboru! Do zobaczenia po drugiej stronie, kiedy już wreszcie będę wiedzieć, jak to wszystko się kończy i jakie ma znaczenie.