Nowa seria w uniwersum Kronik Jaaru. Poznaj mroczne sekrety magicznej krainy.
March Sky jeszcze nie ma pojęcia, kim tak naprawdę jest. Zwykłą dziewczyną z małego, szkockiego miasteczka? A może jednak kimś więcej? Rówieśnicy jej nie oszczędzają, a matka skrywa tajemnice przeszłości, które nie mają ujrzeć światła dziennego. Dodatkowo, życia March nie ułatwiają pojawiające się koszmary i senne wizje, zaczynające spędzać jej sen z powiek.
Ktoś ją śledzi. Tajemniczy chłopak o niebieskich oczach pojawia się wszędzie tam, gdzie nie powinien. Sny zaczynają przekuwać się w rzeczywistość, a w żyłach dziewczyny burzy się krew i budzi moc mogąca doprowadzić ją na skraj katastrofy. Magia, opowieści o wiedźmach, czarne koty? To nie fantazja, to początek nowej przygody, która rozpoczyna się od niewinnego otworzenia niewłaściwych drzwi. Intrygi, walka ze stworzeniami nie z tego świata i miasto, które tylko na pierwszy rzut oka wydaje się idyllą, bo pod warstwą cudowności czeka podstęp.
Adam Faber dzieli niewielki pokój z czarno-białym kotem i mnóstwem zmyślonych i niezmyślonych przyjaciół. Jeśli któryś z nich upiera się, by zadręczać go swoją historią, zrzuca z biurka zalegające papiery i zaczyna pisać - koniecznie czarnym długopisem. W Jaar wierzy naprawdę.
„Miasto snów” od Adama Fabera to lekka i niewymagająca młodzieżówka. Jest to niezwykle wciągająca i pełna przygód historia March Sky oraz jej przyjaciół. Autor stworzył niesamowity świat ferów, przepełniony tajemnicami i mrocznymi intrygami. Cała powieść utrzymana jest w magicznym klimacie, przez co książka jest jedyna w swoim rodzaju. Niestety nie polubiłam się z główną bohaterką- March. Irytowała mnie ona od samego początku, przez co momentami miałam ochotę po prostu przestać czytać tę powieść. Jest to książka idealna do przeczytania w jeden wieczór, więc jeśli szukacie czegoś przyjemnego oraz oryginalnego jest to pozycja dla was.
2,25/5⭐️ Książka ma ciekawy początek, a potem już tylko spadek. Dużo dziur w fabule, wszystko to było płaskie. Podoba mi się postać kota, był chyba najlepszą postacią. Najgorszą postacią była matka głównej bohaterki, miała bardzo stereotypowe podejście, nie potrafiła wysłuchać córki i szybko mnie denerwowała. Szybko się czyta, ale język jest zwykły. Ta książka to taka typowa młodzieżówka, nic wyjątkowego. Książka z wydawnictwa Weneedya, kupiona na Empiku.
Książka naprawdę bardzo mi się podobała! To moje pierwsze zetknięcie ze stylem pisania pana Fabera i uważam je za naprawdę udane i zachęciło mnie to do przeczytania innej twórczości tego autora. Pierwszą rzeczą, w jakiej się zakochałam, niewątpliwie jest wykreowanie świata. Ferowie zaciekawili mnie, ich kraina porwała, a magia zachwyciła. Język jest przystępny i naprawdę ładny — opisy są naprawdę świetne, działające na wyobraźnię. Nie można na pewno odmówić tej książce klimatu. Choć z początku podchodziłam do niej z pewnym sceptycyzmem (może przez główną bohaterkę, March?), to po tych kilkudziesięciu stronach kompletnie przepadłam. Kolejna świetna rzecz to bohaterowie. March z początku mnie trochę irytowała, ale z czasem ją polubiłam, a początkowa scysja była, jak mi się wydaje, elementem zamierzonym. Moim ulubieńcem pozostaje oczywiście Piątek — zdecydowanie przyłączam się do fanklubu Cat Vloguje! Ale zakończenie było takie urwane, że ahhh! Nic tylko czekać z niecierpliwością na kolejną część
pierwszy raz czytałam to w 2020 roku i robiąc ten reread pamiętałam tylko, że był tu gadający kot, fery i bardzo mi się podobało. po tych 3 latach mogę śmiało stwierdzić, że moje odczucia do tej książki się nie zmieniły (a nawet przybrały na sile, bo teraz wiem co tu się działo). świetna książka. i mega szokujące zakończenie. jak dobrze, że tym razem już mam 2 tom i mogę go na spokojnie zaraz zacząć.
3,5 Irytująca główna bohaterka🥱 Magiczny świat stworzony przez autora jest niesamowicie oryginalny, fabuła ciekawa, ale styl pisania do mnie nie trafił. Gdyby zostało to napisane pierwszoosobowa myślę że byłoby wiele lepiej👍
Mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony mi się podobała, a z drugiej jakoś bardzo szału nie ma. Chyba myślałam, że będzie bardziej w stylu kronik Jaaru. Na plus jest Piątek. Pokochałam tego kota. Polecam❤❤
"Upadała wystarczająco długo i wystarczająco nisko, by już nigdy nie móc się podnieść."
[2/5]
Cała książka jest bardzo płaska i w ogóle nie angażująca.
Główna bohaterka ma 16 lat, a zachowuje się, jakby miała co najmniej cztery lata mniej.
Przekleństwa w książce, zwłaszcza na początku, są totalnie nie potrzebne i denerwujące. A fakt, w jaki sposób zostały pokazane zaburzenia odżywiania oraz okaleczanie się, to jakiś nieśmieszny żart. . Czytało się ją dość szybko, ale nie bawiłam się na niej dobrze. Mimo tego dam szansę kolejnej części i zobaczę, czy może nie będzie lepiej.
"Miasto Snów" rozpoczyna się bardzo ciekawie, praktycznie od samego początku dzieją się jakieś dziwne rzeczy, które nasza główna bohaterka próbuje zrozumieć. March, bo tak jej na imię, nie jest jednak... typową protagonistką. Ma bardzo trudny charakterek i choć, jak później się okazuje, nie jest to całkowicie jej winą, to jednak są momenty, gdzie dziewczyna irytuje - ale uważam to za plus, bo choć momentami wybuchowe, te wszystkie cechy wyróżniają March spośród tłumu bohaterek książkowych. A co najlepsze, nie jest w tym jedyna. Mamy tu kilku naprawdę interesujących bohaterów, z których moim zdecydowanym ulubieńcem jest Piątek - kto czytał chyba mnie zrozumie, no jak tu go nie kochać. Co do samej akcji zaś, również nie mam na co narzekać. Owszem, pojawiły się elementy które dość często są powtarzane, jak odkrywanie w sobie mocy i nauka jej używania, ale nie trwa to długo, a otoczka tego jest po prostu świetna. Widać, że autor zrobił porządny research, zauważyłam, że podał kilka informacji, na które natknęłam się w moich odkryciach świata magii, a które prawie nigdy nie pojawiają się w zwykłych dziełach popkultury, a za to zawsze leci ode mnie ogromny plus. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to sam finał... zaczynał się wyśmienicie i ogromnie klimatycznie, ale gdzieś pod koniec stracił troszkę na mocy? I nie wybrzmiał tak jak bym tego chciała, zabrakło mu takiego... przytupu, zwalenia mnie z nóg. Ale mimo to bawiłam się na książce wyśmienicie i mogę szczerze ją polecić. Jest to jedna z oryginalniejszych pozycji ostatnich lat! Zwłaszcza motywy snów ogromnie mi się tu podobają.
To było takie sobie… Po ostatnich tomach Kronik Jaaru spodziewałam się jednak więcej a tu fabularnie dupy nie urywa - pod koniec dzieją się fajne rzeczy, ale to trochę późno i do tego czasu jest nudnawo. Poza tym główna bohaterka jest tak wkurzająca przez większość książki, że miałam ochotę czymś w nią rzucić. Sięgnę po drugi tom, bo jestem ciekawa, co będzie dalej, ale mam nadzieję, że będzie ciekawszy…
Hmm... Ciężko mi cokolwiek o niej powiedzieć. Myślę, że relatywnie to dobra książka, ale totalnie nie dla mnie. Gdyby fabuła poszła w inną stronę, albo zostałaby inaczej przedstawiona dałabym więcej gwiazdek. Zabrakło mi w niej czegoś. Niestety nie leży również ona w moich klimatach, choć lubię fantastykę. PS. Kocham koncepcje Piątka Trzynastego!
3/5 Na początku myślałam że mi się nie spodoba, główna bohaterka mnie irytowała itd ale druga połowa pozytywnie mnie zaskoczyła i wciągnęła, myślę jednak że spodobałaby mi się bardziej gdybym była młodsza ale still kupię drugi tom
"Miasto Snów" to moja pierwsza styczność z twórczością Adama Fabera, autora cieszącej się popularnością serii "Kroniki Jaaru". Jako że jest to pierwszy tom nowego cyklu postanowiłam zacząć przygodę w krainie Ferów właśnie od tego tytułu. Chciałam się przekonać, czy i mnie wykreowany przez Fabera świat porwie bez reszty. Czy się udało? Bardzo lubię młodzieżówki. Często sięgam po ten gatunek i nie uważam, żeby wiek mógł mnie w tej kwestii w jakikolwiek sposób ograniczać, albo żeby miał wpływ na moją końcową ocenę. Tym razem jednak doszłam do wniosku, że "Miasto Snów" podobałoby mi się znacznie bardziej, gdybym była młodszym czytelnikiem. Piętnastoletnia ja prawdopodobnie doceniłaby tę historię i świetnie by się przy niej bawiła. Moja aktualna wersja czuła jednak mocny niedosyt, a momentami strasznie się nudziła. Za plus zdecydowanie uważam sam wątek snu, postać Piątka i poruszenie tematyki jaką jest dręczenie w szkole. Główna bohaterka natomiast już od pierwszych stron strasznie mnie irytowała. Dodatkowym minusem jest dla mnie niespiesznie rozkręcająca się akcja.
Podsumowując, w mojej opinii "Miasto Snów" przypadnie do gustu młodszym czytelnikom, dla mnie była po prostu lekką lekturą na wieczór, o której nie myślałam po zakończeniu, i której nie przeczytam po raz drugi.
Mam wrażenie, że nie do końca rozumiem co się stało w tej książce Ale nie czytali się jej źle Raczej będę kontynuować czytanie tej serii Z nadzieją, że zrozumiem więcej
Nie skończyłam czytać, bo jest to po prostu książka nie dla mnie i nie chciałam się z nią męczyć. Nie jest ona zła, tylko po prostu nie jest dla mojej grupy wiekowej. Historia ta raczej kierowana jest dla młodzieży poniżej 16 lat.
Tak naprawdę to książka nie podoba mi się od pierwszego rozdziału za sprawą głównej bohaterki. Jest tak opryskliwa i agresywna, że powinni ją zamknąć w jakim specjalnym zakładzie dla trudnej młodzieży. I te przeinteresujące kłótnie ze znajomymi ze szkoły na poziomie podstawówki. Irytowała mnie ona na każdym kroku i w każdym dialogu. Druga sprawa - gadający kot. To akurat moje osobiste preferencje, ale ja nie cierpię w książkach motywu zwierząt, które potrafią mówić.
Może gdybym sięgnęła po tą książkę w szkole podstawowej to by mi się podobała.
Dalej niż druga strona czytać nie warto, bo wszystko co dobre kończy się na okładce. Dawno nie poznałam tak okropnej głównej bohaterki. Gdybym jakimś cudem mogła spotkać się z nią w prawdziwym życiu, to zrobiłabym to tylko po to, aby rzucić tą książką w jej głowę. Jedyny plus: czyta się ją naprawdę szybko.
Była to pierwsza książka Adama Fabera z którą się zapoznałam. Niestety okazała się być dla dużo młodszego czytelnika i nie porwała mnie. Styl pisania autora jest nie dla mnie. Mimo wszystko młodszym osobom bardzo polecam.
March tylko na pozór jest zwyczajną nastolatką mieszkającą w małym, szkockim miasteczku. Od innych dzieciaków odróżnia ją przede wszystkim niski wzrost, co powoduje nieustanne szykany ze strony rówieśników. Dziewczyna czasem odnosi wrażenie, że nawet jej własna matka ma jej po dziurki w nosie. Ale to nie wszystko. March zaczyna mieć dziwne i pokręcone sny, w których prawie zawsze pojawia się tajemniczy chłopak o niesamowicie niebieskich oczach. Gdy rzeczywistość zaczyna się niebezpiecznie zlewać z wizjami, a March coraz bardziej gubi się w tym co jest prawdą a jedynie wytworem jej umysłu. Nie mogąc liczyć na pomoc ani matki ani swojej jedynej przyjaciółki, ucieka z domu, pragnąc za wszelką cenę odnaleźć nieznajomego chłopaka, mając nadzieję, że on będzie odpowiedzią na nurtujące ją pytania. "Miasto snów" jest moją pierwszą przeczytaną książką Adama Fabera. Nie miałam jeszcze okazji poznać jego wcześniejszej serii ( ale mam nadzieję, że niedługo się to zmieni), więc weszłam w to uniwersum totalnie zielona. Nie jestem więc w stanie powiedzieć do jakiego stopnia ta historia nawiązuje do "Kronik Jaaru". Na pewno nie można odmówić Faberowi wielkiej wyobraźni. Świat Ferów jest tak intrygujący, że sama chętnie wybrałabym się tam z główną bohaterką. Ale Aislingen to tylko na pozór idylliczna kraina, na pierwszy rzut oka nie można dostrzec tego, co ukrywa się pod piękną powierzchnią. March, która do tej pory nie wiedziała o istnieniu magii, zostaje rzucona w sam środek miasta Ferów i jest zdana wyłącznie na swoje nieodkryte jeszcze możliwości. A Ferowie nie przyjmują jej z otwartymi ramionami- wręcz przeciwnie, na każdym kroku okazują jej swoją nieufność i pogardę z racji, że jest człowiekiem. Na szczęście March to twarda sztuka. Zahartowana gehenną, którą fundowali jej szkolni koledzy, nie daje sobie w kaszę dmuchać i nie ma zamiaru się poddać, dopóki nie wyjaśni kilku spraw, dotyczących jej przeszłości.
Największym problemem "Miasta snów" jest źle rozłożone tempo akcji. Przez prawie trzysta stron ( co stanowi większość książki, bo całość ma nieco ponad czterysta) wynudziłam się jak mops i byłam naprawdę bliska odłożenia lektury na dobre. Doceniam, że autor nie chciał od razu wrzucać czytelnika na głęboką wodę i zasypać go nadmiarem informacji, ale fabuła po prostu ciągnie się jak papier toaletowy. March bardzo powoli odkrywa skrawki tajemnic, które skrywa Aislingen, stopniowo poznaje tajniki magi, uczy się nią posługiwać, a w międzyczasie czytelnik przysypia. Dopiero gdzieś pod koniec akcja rusza z kopyta, na miejsce jednego wyjaśnionego sekretu pojawia się piętnaście następnych i w pewnym momencie czułam się już niemalże tak samo skonfundowana jak March, nie wiedząc kompletnie co, jak i dlaczego. Mam nadzieję, że "Miasto snów" to tylko preludium do jeszcze bardziej intrygującej i szalonej akcji. Póki co, Faber uchylił tylko czytelnikowi odpowiednie drzwi, zachęcając czytelników aby zagłębili się w świat pełen magii, cudów, głęboko skrywanych sekretów i niebezpieczeństw czyhających na każdym zakręcie. Daję autorowi duży kredyt zaufania i mam nadzieję, że mnie nie zawiedzie w następnych tomach.
Obawiałam się trochę, że „Miasto snów”, które napisał Adam Faber okaże się marną kopią tego co zastałam w Kronikach Jaaru. Muszę przyznać, że ogromnie się myliłam i moje oczekiwania względem tej pozycji okazały się być niższe niż było w rzeczywistości!
Nasza bohaterką, jak już wcześniej napisałam, jest March Sky. Szesnastoletnia dziewczyna, dręczona przez swych rówieśników, nie tyle w sposób fizyczny co psychiczny. Głównym tego powodem może być fakt, że dziewczyna z wyglądu nieco odstaje od reszty uczniów jej szkoły. March ma niespełna metr dwadzieścia wzrostu, przez co stała się szkolnym obiektem obelg pod swoim adresem, drwin i ogólnego nieposzanowania.
Jej jedyną przyjaciółką jest Isel. Dziewczyna, która tak samo jak nasza główna bohaterka jest pośmiewiskiem dla całej szkoły, a to za sprawą jej postury. Pisząc wprost, Isel jest gruba. Obie te postacie nie zwracają uwagi na obraźliwe komentarze skierowane w ich stronę, lecz czasami jest to na tyle trudne, że niekiedy pomiędzy nimi dochodzi do kłótni, gdzie padają bardzo bolesne słowa. O ile uwagi ze strony nic nie znaczących „kolegów” czy „koleżanek” nie robią na nich wrażenia, o tyle usłyszenie tego wszystkiego od przyjaciółki, osoby na której nam zależy bywają bardzo krzywdzące. „To nie było tak jak w filmach, gdzie bohaterka wyobraża sobie, że cały świat jest przeciw niej, a faktycznie wszyscy ją uwielbiają i wszystko kończy się dobrze.„
Przyznać trzeba, że pierwsze sto stron nieco się ciągnęło. Z drugiej strony, wiedząc, że jest to pierwszy tom cyklu Krwi ferów, rozumiem, że autor chciał jak najlepiej przedstawić nam świat, w którym będziemy się poruszać. Tutaj chciałabym się na chwilę zatrzymać. Akcja tej książki została umieszczona w Jaarze, który możecie znać z książek cyklu Kroniki Jaaru właśnie. Nie musicie sie jednak martwić o to czy najpierw zacząć czytać „Miasto snów” czy „Kroniki Jaaru”. Pomimo tego, że akcje obu historii dzieją się w tym samym miejscu, nie wpływa to bezpośrednio na fabułę poszczególnych pozycji. Sa one odrębne i nie ważne, czy zaczniecie swoją przygodę od losów March Sky, czy Kate Hallander. Tutaj macie pełna dowolność.
Nie będę ukrywać, że czym dalej w las, tym „Miasto snów”, które napisał Adam Faber podobało mi się coraz bardziej. Wszystko za sprawą Piątku Trzynastego. Tak dobrze czytacie. To imię pewnego czarnego kota, który… potrafi mówić i jest nieodłącznym towarzyszem March, mimo że czasem znika z kart powieści, a autor posuwa się tak daleko, że na prawdę czasami mam ochotę go zamordować. Całe szczęście tym razem nie przesadził, a sprawił, że łezka zakręciła mi się w oku z radości.
Jak to mieć 16 lat, mieć 120 cm wzrostu i być pośmiewiskiem całej szkoły? Dla March Sky jest to chleb powszedni. Jednak kiedy pojawiają się koszmary i senne wizje, często odbywające się na jawie, jak również dodatkowe poczucie, że jest śledzona, wtedy czuje ona, że ewidentnie jest coś nie tak. Prawda, którą odkrywa, jest dla niej szokiem. Co wspólnego ma jej zwyczajne życie z magią, opowieściami o wiedźmach i czarnymi kotami? Tego dowiecie się z powieści "Miasto snów", które wyszło spod pióra Adama Fabera, cenionego autora cyklu "Kronik Jaaru".
Dla mnie jednak świat wiedźm, czarownic i elfów jak do tej pory był dość obcy i odległy. Jednak nie sądziłam, że historia March ulokowana w krainie Ferów tak mnie zachwyci i oczaruje. Od pierwszych stron jednak budowane jest napięcie nieopuszczające czytelnika aż do ostatnich stronic. I chce się więcej! Na szczęście przede mną "Dom wiedźm"-mam nadzieję, że będzie trzymać poziom. Autor ma niesamowity styl, który powoduje, że powieść czyta się niezmiernie szybko i płynnie-dosłownie jak opowieść dobrej przyjaciółki, czuć czar i atmosferę tajemniczego terytorium Ferów. Podziwiam również sposób przedstawienia dobra i zła- doskonale widać kto opowiada się za którą stroną, co nie oznacza, że w samych bohaterach nie dokonywują się przemiany.
Jest to powieść z gatunku literatury fantastycznej skierowanej głównie dla młodzieży. I powiem Wam, że gdybym wpadła na nią przypadkiem w moich latach młodości, zdecydowanie moje nastawienie do fantastyki uległoby natychmiastowej zmianie. Uważam, że jest idealnie napisana i stylizowana właśnie dla takiego czytelnika. Może powinna być lekturą szkolną? Wtedy o wiele łatwiej byłoby przekonać młode pokolenie do czytania..
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu @weneedyabooks 🙂
IG:ksiazki_wloczykija „Ten, kto nie krzyczy, nie rozpycha się ani nie włazi oknem, gdy wywalają go drzwiami, nigdy niczego nie osiągnie. Takie jest życie.” Nic tak nie łapie mnie za serce jak lekka i bardzo przyjemna fantastyka. I taką zaserwował nam Adam Faber. Po za tym, przyznać się kto nie kocha pięknych okładek? Ja jestem totalną sroką okładkową. I to w życiu jak wiemy nigdy się nie zmieni. A cała trylogia „Krew Ferów” jest cudownie zrobiona. W książkach możemy przede wszystkim spotkać się z tym i doświadczyć tego jak to jest być nieakceptowanym, niezrozumianym w swoim środowisku i otoczeniu. Przez co wielu z nas doświadczających tego w późniejszym czasie staje się agresywna. Ta agresja ma zastąpić nam obronę której wcześniej nie potrafiliśmy sami z siebie wydostać. Nie mówiąc o wizytach u psychologa, którzy i tak nie potrafią pomóc. I taki właśnie świat pokazuje nam główna bohaterka. W późniejszym czasie nasza główna bohaterka poznaje pewnego chłopaka którego widzi na jawie. I tutaj rozgrywa się cała akcja która doskonale wpisuje się w każdy rozdział. Świat wykreowany przez Fabera jest doskonały, delikatny i pełen magii. Wszyscy bohaterowie mają swoje 5 minut w każdym prawie tomie. Doskonale stworzone i opisane. Jak każdy z nas posiadają swoje minusy i plusy. Książka i akcja w niej, wciąga tak bardzo, że przeczytanie połowy książki przyjdzie nam bez najmniejszego problemu. Uwielbiam taką fantastykę. A jest jej coraz mniej. Ukłony ode mnie dla wydawnictwa jak i dla samego autora który naprawdę zrobił nie małą robotę.