Trochę miszmasz, który nie do końca się klei. Mamy mitologię, sci-fi, fantasy, Matrixa, życie w ubogim mieście – wszystko wrzucone razem. Bohater jest jakiś, ale w sumie nijaki.
Po okładce myślałem, że to będzie o motocyklowym gangu, ale nie, nic z tych rzeczy. Motocykl się pojawia, ale służy tylko do podróży z A do B. Styl pisania nie jest tragiczny, ale ma taką nieoszlifowaną surowość, trochę jak u średnio-zaawansowanego.
No i serio, ile razy można oblizywać spierzchnięte wargi?
Mimo wszystko czytam drugą część, więc coś mnie jednak przytrzymało.