40 lat. 16 klatek schodowych. I jedna krowa na balkonie.
Pofalowane betonowe morze. Czysty modernizm. Porzucona wśród trawy rzeźba. A może 860-metrowy moloch z przytłaczająco niskimi sufitami, klaustrofobicznymi mieszkaniami, kapryśną windą dojeżdżającą na wybrane piętra oraz idealne miejsce dla samobójców?
Znudzony i zmęczony upałem twórca falowca wyrusza w podróż krętymi ścieżkami mieszkaniowego labiryntu, odkrywając, że zupełnie niechcący udało mu się zakrzywić czas. Inżynier odbywa krótkie podróże w przyszłość. Przeżywa kształtowanie się Solidarności, dowiaduje się, czym są e-mail, Ikea, odwiedza sąsiadów, którzy prowadzą gospodarstwo rolne na dziesiątym piętrze, a także wysłuchuje gorzkich opowieści o konstrukcji bloku.
Realizm magiczny powieści przeplata się z satyrą, historią Gdańska i Przymorza, ważnymi dla Polski wydarzeniami, sprawiając, że Latawiec z betonu to literacki majstersztyk, który na długo pozostaje w pamięci.
Bardzo fajna książka! Kupiłam w ciemno, bo moją uwagę przyciągnęła okładka i 50% rabatu ;) Ale przede wszystkim opis przypadł mi do gustu, i nie zawiodłam się. Czyta się bardzo szybko, bo i historia inżyniera zapętlonego w czasie w słynnym gdańskim falowcu wciąga jak czarna dziura ;) Jest zabawnie, nostalgicznie i refleksyjnie, a przede wszystkim to po prostu świetnie napisana historia. Niech jednak nie zwiedzie Was ta lekkość języka, bo jak się trochę zadumać nad treścią, to okazuje się, że dużo tu bardzo trafnych spostrzeżeń na temat przemian ustrojowych w Polsce i natury Polaków... Naprawdę miła niespodzianka za tą świetną okładką, polecam!
3.5/5 spodziewałam się czegoś zupełnie innego, ale nie mogę powiedzieć, że jestem zawiedziona. pomimo wszystko, jest to naprawdę ciekawa i przyjemna lektura, choć zakończenie pozostawia wiele do życzenia. motyw podróży w czasie świetny i zdecydowanie na plus!
Falowiec. Ponad 800 metrów zbrojonego betonu i wielkiej płyty. Galerie wzdłuż ścian - idąc do swojego mieszkania, można było po drodze zaglądać sąsiadom przez okna. Wypaczona socjalizmem idea Le Corbusiera. Bohaterów tej książki jest dwóch - właśnie falowiec, ten słynny, największy, najdłuższy w Polsce i jego twórca, Inżynier. Inżynier mieszka w pierwszym segmencie, w klatce A, w roku 1975. Nieoczekiwanie okazuje się, że wyjście z mieszkania i pójście w stronę dalszych części falowca oznacza także przemieszczanie się w czasie. Towarzysząc Inżynierowi widzimy różne wydarzenia z współczesnej historii Polski, przefiltrowane przez sąsiedzką rzeczywistość. Są i wydarzenia faktyczne i kilka gdańskich legend miejskich, jak ta o UFO na przykład. Świetna książka, momentami bardzo poetycka, napisana, powiedziałabym, z czułością. Autorka doskonale zna realia, niewykluczone, że sama jest z tego falowca :)
Niby nic wielkiego się tu nie dzieje, ale jest tak nostalgicznie! Czytając czułam klimat „Alternatywy 4” i „Czterdziestolatka”. Sam motyw podróży przez korytarze czasu przypomina mi „Opowieść wigilijną” :)
2,5/5 Ten realizm magiczny w połączeniu z okresem PRLu to jednak trochę za dużo jak dla mnie. Zawsze miałam problem z tego typu zabiegami, a bardziej raczej z efektem takich zabiegów. Ja lubię w książce wszystko rozumieć, wiedzieć co i skąd się wzięło, z czego wynikło. Przy realizmie magicznym trochę z tym ciężko ;) Bez dwóch zdań książka jest wyjątkowa i zasługuje na uwagę. Czegoś takiego jeszcze nie było. Oprócz pokombinowanej fabuły, gdzieś w tle majaczy drugie dno i co najmniej kilka dość oczywistych, ale też jakże słusznych przesłań dla czytelnika. Jakby się dłużej zastanowić to ta książka to jedna wielka metafora... Oprócz tego ujęły mnie niesamowite pomysły autorki i całkiem niezłe poczucie humoru. Niemniej doceniając wyjątkowość tej książki to mimo wszystko nie jest do końca mój klimat, stąd odczucia pół na pół.
twór równie ciekawy co budowla, grająca tutaj pierwsze skrzypce
Element fantastyczny w założeniu ciekawy, z jego realizacją było troszkę gorzej - bardzo łatwo było się zgubić w linii czasowej, dodatkowo historie zawarte w opisie książki nie zawsze zostawały zakończone, choć wydawało się że mają być fundamentem całości.
Zdecydowanie jednak nie ja byłam targetem książki - osoby pamiętające PRL, lata osiemdziesiąte-dziewięćdziesiąte z pewnością będą dobrze się bawić na owej lekturze, dając pochłonąć się melancholii i tęsknocie. Książka bardziej przypomina wspominki dla nich niż książkę mogącą stać samodzielnie.
OCENA - między 3 (bo niezbyt dobra), a 4 (bo nieźle się bawiłam) VIBE - Realizm magiczny, anonimowy bohater, nad którym unosi się duch kafkowskiego "Procesu", kiedy odkrywa własną bezwartościowość wobec systemu, klimat tamtejszego modernizmu i jego pokracznej, ponurej architektury, klimatyczna, nieco niepokojąca podróż w głąb Polski od lat 70 po współczesność, a w tym wszystkim historia konfrontowania się z przyszłością, która uwypukla wszystkie naiwne błędy przeszłości, napisana bardzo średnio, ale klimatyczna.
"Dzień Świstaka" i "Powrót do przyszłości" w jednym. Najdłuższy falowiec w Polsce jako wehikuł czasu przez ostatnie trzydziestolecie. Ciekawa to podróż.
pierwsze przeczytanie 4/5 drugie przeczytanie 4.5/5 Książka na pewno gatunkowo poza moją czytelniczą strefą komfortu, jednak wciąż bardzo dobra. jedyne co mi się nie pododbało to zakończenie, za krótkie, zbyt odstaje od poziomu pozostałych rozdziaów. Pomysł- super, inżynier patrzący na postrzeganie jego dzieła na przestrzeni lat, w dodatku wplatając zmiany w ustroju i mentalności Polaków. Bardzo polecam!
Dla mnie była to naprawdę fajna książka. Bardzo lubię historie czasów polskiego PRLu i ta książka bardzo fajnie pokazuje jak się wszystko zmieniało. Jestem tylko bardzo zawiedziona końcówką. Jest tak jakby pisana na kolanie, taka bardzo niezadawalająca.