W romskiej osadzie na Sądecczyźnie znaleziono martwego chłopczyka o jasnej karnacji i włosach koloru pszenicy. Wkrótce policja odkrywa, że mieszka tam blondwłosa dziewczynka… Między Romami a ich sąsiadami od lat zbiera się na burzę. Teraz napięcie sięga zenitu.
Anka Serafin na prośbę policji próbuje nawiązać kontakt z Romami. Mierzy się z murem milczenia i własnymi wyobrażeniami o roli antropologa. Tymczasem dziennikarz śledczy Sebastian Strzygoń jednym kamieniem porusza medialną lawinę. Narasta lęk, niezrozumienie i wrogość.
Jakie jeszcze tajemnice kryje społeczność tej z pozoru sielskiej krainy? Co jest faktem, a co uprzedzeniem? I czy kogoś obchodzi jeszcze prawda, gdy rozkręca się spirala nienawiści?
Przygód niesfornego dziennikarza „Bastiana” Strzygonia oraz rudej pani antropolog Anny już trzeci tom, a Autorzy nie ustają w wysiłkach, aby dać czytelnikowi kryminał najwyższej próby. Mamy tutaj dużo więcej akcji niż w poprzednich tomach, oprócz tradycyjnej intrygi kryminalnej dużo męskiej rozrywki w postaci strzelanin, porwań, rozgrywek służb. A to wszystko „pośrodku” romskiej osady wśród zastanej wzajemnej niechęci autochtonów „gadziów” wobec samych Romów oraz lokalnych, ludowych wierzeń i zabobonów.
Po raz kolejny świetnie prowadzona akcja powieści, znani już bohaterowie z poprzednich części cyklu Anna i Sebastian zostają wplątani w policyjne śledztwo (choć wplątani to może dość niefortunne stwierdzenie, ale nie zdradzajmy fabuły aż nadto…) i podobnie jak w poprzednich częściach współpracując, mniej lub bardziej, choć już w nieco lepszej wypracowanej formie, rozwiązują fabularne zawiłości Kamienia.
To jest, znowuż, coś niesamowitego, jak Autorzy łączą wątki między sobą, jak wykorzystują wiedzę o świecie i z doskonałym warsztatem i researchem podają bardzo dobry produkt, ale nie książkopodobny, to nie Remigiusz M. W Kamieniu poza zgrzytami romsko-polskimi mamy świetnie nakreślone zabobonne wierzenia w znachorów i ich szamańskie metody leczenia rodem z Janko Muzykanta (do dziś śnią mi się te trzy zdrowaśki w piecu…), stereotypy, które krzywdzą, a nawet zabijają i to nie tylko względem romskiej społeczności, bo obrywa się nawet księdzu. To jest właśnie w tej książce niemalże thrillerowe, że największe „ciary” były podczas czytania relacji z „leczenia” malutkich dzieci, właśnie zabobonnymi np. Nacieraniami kamieniem miejsca, gdzie był nowotwór. Można dołożyć do tego język etniczny, mocno zarysowany w powieści, co ciekawe – bez tłumaczeń na język polski.
I chociaż postać samej Pani Doktor Anny oraz jej partnera życiowego znanego z poprzedniej części lekko może irytować z uwagi na subtelną nijakość, jakby pomysł na ich obecność był, ale z mnogości bohaterów zaczyna być tłoczno na kartach powieści. Nadrabiają za to, i to nadrabiają mocno, podkomisarz lokalnej Policji (bardzo fajna postać) wraz ze swoją rodziną oraz pewna agentka służb o cerze oliwkowej, bardzo podobnej do mieszkańców osady w Kamieniu.
W tej powieści nic nie jest czarno-białe, nie trzeba się uprzedzać, że biednych Romów się bije, a Polacy wszystkiemu winni, albo odwrotnie. Ludzie zawsze będą ludźmi. Także tymi złymi. Strzelaniny, pościgi, wojny gangów. To mój chleb powszedni, mógłby powiedzieć Bolec, z Chłopaków nie płaczą, ale mogę tak powiedzieć po przeczytaniu Kamienia, doskonałego kryminału z wątkami etnicznymi, któremu nie brakuje nic z gatunku, a oferuje dużo, dużo więcej.
P.S. Gwiazdka nr 10 leci za wspaniałe nawiązanie do Ogniem i Mieczem oraz genialnej wstawki dialogowej, oczywiście, Pana Zagłoby.
„(…) Świat tak się skomplikował, że ludzie przestali go rozumieć. Boimy się tego, czego nie rozumiemy, i nic w tym dziwnego. Ale czasem, kiedy człowiek się boi… - Staje się agresywny – przypomniał sobie. - Wtedy najprostsze, co można zrobić, to uciec, zabarykadować się w bezpiecznych granicach własnej wioski, gdzie wszystko jest oczywiste. Są swoi, są obcy. I gdzie jakaś święta mateczka oferuje magiczne lekarstwo na wszelkie choroby. - Az ktoś w końcu zaczyna rzucać kamieniami – dokończył.” – fragment powieści.
„Trafiła kosa na kamień”, „mieć serce z kamienia”, „niech ten, kto jest bez winy, pierwszy rzuci kamieniem” czy „kamień z serca” to tylko kilka często używanych przez nas w codziennej komunikacji sformułowań, w których główną rolę odgrywa kamień. Małgorzata i Michał Kuźmińscy wprowadzili tę jakby nie było powszednią rzecz, o którą potykamy się niekiedy na prostej drodze, na nowy metaforyczny poziom. Zrobili to za pomocą bardzo wprawnego zabiegu – ożywili bowiem kamień, umiejscawiając akcję swojego najnowszego kryminału w romskiej osadzie na Sądecczyźnie o takiej nazwie właśnie, będącej jednocześnie tytułem trzeciego tomu dziennikarsko-antropologicznych perypetii ze zbrodnią w tle w wykonaniu antropolożki kultury Anny Serafin oraz dziennikarza śledczego Sebastiana Strzygonia.
Kiedy na obrzeżach Kamienia - obozowiska Romów, leżącego na styku powiatu nowosądeckiego i nowotarskiego, które wydaje się być zapomniane przez wszystkich – zostają znalezione zwłoki pięcioletniego, jasnowłosego chłopca, maszyna śledcza, napędzana głównie uprzedzeniami oraz socjologicznie udokumentowanym podziałem na „my” i „oni”, zbiera żniwo wśród Romów. Kiedy na zaproszenie Policji do sprawy włącza się Anka Serafin, jako ekspert od dialogu międzykulturowego, mając do pomocy oddanego jej Gerta Kellera (poznajemy go we wcześniejszej doskonałej części pt. „Pionek), a Strzygoń na jej prośbę angażuje się w sprawę od strony medialnej, na jaw wychodzą coraz to nowe fakty, które zdają się krzyczeć, że pierwszą ofiarą jest prawda. Prawda, która zostaje złożona na ołtarzu pierwszego wrażenia oraz głęboko zakorzenionych stereotypów, popychających spokojnych zazwyczaj ludzi do najgorszych czynów, zwłaszcza jeśli zadziała psychologia tłumu.
Powieść ta ma niepowtarzalny, mroczny i niepokojący klimat, ponieważ na kartach jednej książki autorzy rozprawiają się z wieloma ważnymi społecznie tematami, stanowiącymi niejednokrotnie temat tabu, począwszy od kwestii postrzegania Romów w Polsce czy przemytu uchodźców, poprzez pedofilię w kościele, a na medycynie alternatywnej skończywszy. Co najważniejsze, czytelnik nie odnosi wrażenia przeładowania fabuły tymi kwestiami, a wręcz przeciwnie, daje się ponieść misternie uplecionej akcji, w której każdy detal jest starannie przemyślany, a związki przyczynowo-skutkowe są do bólu logiczne, roztaczając przed odbiorcą wielowymiarowe pole do rozważań nad kondycją polskiego społeczeństwa i jego otwartości na odmienność. Jednocześnie śledzimy osobiste potyczki głównych bohaterów z ich własnymi słabościami, obserwujemy to, jak się miotają pomiędzy tym, czego chcą, a tym, co powinni zrobić. Wręcz im kibicujemy, aby dokonali najlepszych dla siebie wyborów, nie oglądając się na innych.
Czy jednak Anka Serafin przełamie własne opory i pójdzie za głosem serca oraz cygańskiej wróżby, a nie społecznych konwenansów?
Czy Bastian Strzygoń będzie skazany na dziennikarskie sukcesy, okupione mrożącymi krew w żyłach wydarzeniami i samotnością w prywatnym życiu?
Czy społeczna sprawiedliwość okaże się wybawieniem, czy krwawym linczem?
Czy prawdziwi winowajcy zostaną przykładnie ukarani, a dzieci, które straciły życie z powodu okrucieństwa czy zapalczywości dorosłych, zaznają spokoju po śmierci?
Koniecznie sami musicie się przekonać i odpowiedzieć sobie na powyższe, jak i na te własne pytania, które na pewno nasuwać Wam się będą podczas lektury „Kamienia” – najlepszego moim zdaniem tytułu w dotychczasowym dorobku Państwa Kuźmińskich. A że każdą wcześniejszą powieść, która wyszła spod pióra tego duetu, oceniam bardzo wysoko, to aż drżę z ekscytacji na myśl o tym, co otrzymam następnym razem. Bo że Kuźmińscy z książki na książkę przebijają samych siebie, to więcej jak pewne!
Odbiorca współczesnych mediów nie lubi odcieni szarości - takie pouczenie otrzymuje Sebastian Strzygoń od swojego obecnego szefa, naczelnego prestiżowej gazety. Czytelnik powieści kryminalnych też chyba nie za bardzo spodziewa się, że znajdzie w nich odzwierciedlenie skomplikowanej wizji świata. Wykraczanie poza czarno-białe schematy niewielu pisarzom literatury gatunkowej się udaje. A już tropienie niuansów w delikatnej tkance społecznej, i to wobec zróżnicowanych, niepokojących zjawisk cywilizacyjnych, wymaga od autorów nie tylko odwagi, również szerokiej wiedzy i opanowania warsztatu w stopniu, moim zdaniem, jeszcze lepszym niż na przykład przy tworzeniu tzw. thrillerów psychologicznych.
Muszę przyznać, że przez dużą część „Kamienia” byłam przekonana, że jest to książka znacznie gorsza niż „Pionek”. Wprowadzanie coraz to nowych postaci, inicjujących wątki niezwiązane z głównym nurtem fabuły, budziło co najmniej irytację. Ale mniej więcej od połowy każdy drobiazg zaczął nabierać znaczenia, zanikło wrażenie braku spójności i, co niezwykle rzadko mi się zdarza, nie mogłam oderwać się od słuchania audiobooka, w czym oczywiście rolę odegrał niezawodny lektor Janusz Zadura. W każdym razie uważam, że „Kamień” jest kolejnym sukcesem Małgorzaty i Michała Kuźmińskich!
Kiedy antropolożka kulturowa Anka Serafin, poproszona przez sądecką komendę o konsultacje w sprawie zabójstwa dziecka znalezionego w pobliżu romskiego siedliska Kamień, zwraca się o pomoc do Strzygonia, ten od razu jedzie na Sądecczyznę. Tym bardziej, że praca nad tematem jaki zgłosił w swej nowej warszawskiej redakcji, czyli polski szlak uchodźców szmuglowanych z Bliskiego Wschodu, utknęła w martwym punkcie. Redakcyjni koledzy Bastiana oczekują reportażu o rasowych uprzedzeniach w stosunku do Romów i niechlubnej roli lokalnych władz, szczególnie policji, w podżeganiu nastrojów. Nie są to nadzieje całkiem nieuzasadnione. Jednak sytuacja na miejscu okazuje się dużo bardziej złożona, za co Anka i Bastian mogą zapłacić wysoką cenę, zawodową i osobistą.
Postaci, także drugoplanowe, są w prozie Kuźmińskich walorem, o którym również należy wspomnieć. Tym bardziej, że w ich etno-kulturowych kryminalnych thrillerach niezmiernie istotne jest wyłuskiwanie roli jednostek z grup, do których należą. Mamy więc w „Kamieniu”, na przykład, z jednej strony typowych szowinistów, tępego podkomisarza Janusza Głoda i romskiego mięśniaka Pawła Wichra, z drugiej zaś niezwykle sympatyczną i mądrą żonę Pawła, Dominikę, przyjaciółkę Anki, nadal mojej ulubionej bohaterki. Na koniec wreszcie zapewniam, że rozwiązanie zagadki kryminalnej, choć wolne od literackiego efekciarstwa, tak głęboko osadzone jest w tkance społecznej, że samo w sobie stanowi ciekawy przyczynek do istoty cywilizacyjnej zapaści, w jakiej rodzi się zbrodnia.
Czy to kryminał? Myślę, że nie do końca. Przynajmniej nie taki typowy ale czyta się świetnie. Dużo wątków obyczajowych. Ogólnie to bardzo dobra książka, tylko ponownie - czemu taka gloryfikacja picia alkoholu? Postaci piją cały czas, praktycznie wszystkie i jest to opisywane jako dobre rozluźnienie, uspokojenie, przyjemne ciepło rozlewające się po ciele. Po co to? Serio każdy musi się upić po ciężkim dniu (czyli tutaj właściwie codziennie) i jest to okej? Za to odejmuję gwiazdkę.
I znowu górka, powrót do Etno kryminału znanego z pierwszej części. Ciekawa wielowątkowa akcja, do końca niczego pewnym być nie można a do tego klimat, który jedną opowieścią porusza tak wiele współczesnych problemów społecznych. Takich książek oczekuję od tego tandemu.
Po „Pionku” przyszłe pora na „Kamień. Tym razem małżeństwo Kuźińskich serwuje czytelnikom kryminalną podróż do pewnej nowosądeckiej wsi zamieszkałej przez mniejszość romską po to, aby zbadać okoliczności śmierci kilkuletniego chłopca, którego wychudzone, wręcz wygłodzone ciało, znaleziono niedaleko siedliska cygańskiej braci. Już sam fakt przypuszczenia nienaturalnej śmierci będzie budził zainteresowanie śledczych, dodatkowo wzmoże je odbiegający od romskiej fizjonomii wygl��d malca – jasna karnacja i płowe blond włosy wykluczają jego cygańskie korzenie. Sprawa okaże się tym dziwniejsza, że nie będzie to jedyne dziecko o kaukaskich cechach w okolicy – Kamień zamieszkuje również blondwłosa dziewczynka wychowywana z cygańskim rodzeństwem jako swoja. Z uwagi na narastające animozje między mieszkańcami Sądecczyzny a społecznością romską policja wezwie na pomoc znaną z poprzednik części antropolożkę – Annę Serafin, a wiadomo, że tak gdzie jest ona, tam prędzej czy później musi pojawić się i Bastian Strzygoń. Gdzie tym razem zaprowadzą ich wspólne poszukiwania? Musicie przeczytać, żeby się przekonać. Do mnie podobnie jak i poprzednie dwie części etnokryminały Państwa Kuźmińskich bardzo przemawiają. Mają oni odwagę sięgać po czasem kontrowersyjne tematy, jak chociażby w Kamieniu dotknięcie kwestii cygańskich i barku tolerancji z tym wiążących się, eskalującej wręcz do jawnej nienawiści narodowościowej. Zauważyć również należy, że Autorzy sposób bardzo skrupulatny oddają specyfikę folkloru opisywanego w każdej kolejnej części, z pietyzmem opisując zwyczaje, normy i zasady charakteryzujące analizowane kwestie. W przypadku tej części nie zabrakło również odwołań do głęboko zakorzenionych stereotypów, przesądów czy wręcz trwale zakorzenionej wrogości do społeczności romskiej, budzącej niczym nieuzasadniony strach, graniczący wręcz z obłędem. Warstwa społeczno-kulturowa jest jednak tłem na którym osadzony jest właściwy kryminał, a w nim nie brak zwrotów akcji, umiejętnie budowanego napięcia i przejmującego finału. Gdyby tego było jeszcze mało to całość napisana jest w fenomenalny sposób. Nic tylko brać i czytać 😊 Ja polecam😊
Fajnie, że to wciąż jest ten sam duet. Że niczego nie traci ze swoich relacji. Dobrze, że wciąż czyta najlepszy z lektorów (Janusz Zadura). Gorzej, że jeśli chodzi o fabułę, to muszę się zgodzić z naczelnym "Horyzontu" — za dużo tu tego wszystkiego. I trochę za bardzo rozwleczone.
Pięć gwiazdek to za mało. Cała kryminalna Skandynawia może się schować i uczyć od Kuźmińskich jak się pisze kryminały :) Doskonały, fantastyczny, genialny !