Kłamstwa, którymi żyjemy jest opowieścią autora na temat swoich przygód jako terapeuta. Opisuje on różne przypadki sesji terapeutycznych, w których to pacjenci próbowali maskować siebie i swoje problemy za pomocą kłamstw i iluzji, które sami sobie stwarzali. Książka nie jest zbyt długa i jest napisana lekkim językiem, więc łatwo się to czyta.
Niektóre opisane przypadki są ciekawe. Z innych plusów, autor w kilku miejscach krytykuje modny w obecnych czasach kult ofiary czy też poszukiwania bezpieczeństwa psychicznego za wszelką cenę i braku konfliktów, co wymaga braku ludzi innych niż my sami. Wspomina też trochę o własnych traumach. Krytykuje też nierealistyczne postawy niektórych ludzi, według których ludzie powinni unikać negatywnych uczuć za wszelką cenę (pewne formy drogi do oświecenia duchowego).
Jednak z dużą częścią tej książki jest dość poważny problem. Autor korzysta na bogato z koncepcji psychoanalitycznych. Psychoanaliza jest pseudonauką i psychologia akademicka odnosi się do niej bardzo negatywnie. Niestety nadal żyje własnym życiem w pop psychologii i psychoterapii, czego przykładem jest choćby ta książka. Autor od czasu do czasu cytuje też różne koncepcje Freuda czy innych psychoanalityków. Wszystko to sprawia, że książka jest mało naukowa, rzekłbym, że bardziej przypomina wywód jakiegoś guru niż pracę popularnonaukową. Według niego psychoterapia polega na wykryciu kłamstw pacjenta i skonfrontowania go z nimi, aby pacjent mógł dostrzec prawdę na swój temat, która go wyzwoli i wyleczy. Tego typu postawa powoduje też, że autor regularnie nagania ludzi na terapię, aby ludzie wyzwolili się od swoich kłamstw. Można też odnieść wrażenie, że jak tylko pacjent odkryje i zaakceptuję prawdę na swój temat, to jego problem zostanie rozwiązany.
Czy ludzie okłamują siebie i innych oraz żyją nierealistycznymi oczekiwaniami i marzeniami? Jeszcze jak. Czy dopatrywać się w tym źródeł większości ludzkich problemów? Nie wiem, brzmi to dla mnie trochę kontrowersyjnie i naciąganie, tak jak zdają się być naciąganymi niektóre historie opisywane przez autora. W wielu miejscach autor zdaje się sugerować, że jak żyjemy w toksycznej relacji, to źródłem naszego cierpienia jest nierealistyczny obraz partnera a nie sama relacja. Kłamstwo jest postrzegane jako mechanizm wywołujący cierpienie, chociaż mógłby też być postrzegany jako mechanizm na radzenie sobie z cierpieniem. Poza tym, myślę, że jest dużo więcej powodów do trwania w toksycznej relacji niż tylko wyidealizowany obraz partnera.
Z racji swojego psychoanalitycznego dziedzictwa, autor bagatelizuje też samą technikę psychoterapii i leczenie farmakologiczne, bo przecież najważniejsza jest relacja psychoterapeutą. Tomasz Witkowski określiłby pewnie takie podejście do psychoterapii nie jak do naukowej metody leczenia, a jak do sztuki, która w całości zależy od artysty, pacjenta i ich charakterów. To, że relacja jest ważna nie wyklucza tego, że inne czynniki też są ważne. Niektóre metody psychoterapii były badane pod kątem skuteczności (z porównaniem do braku psychoterapii oraz innych metod) i są widoczne różnice. Niektóre metody pseudoterapii nie działają lub potrafią nawet szkodzić pacjentom. W niektórych schorzeniach leki też są ważne, ale to stoi w kontrze z tym, jak ludzki umysł postrzegają psychoanalitycy. Dla autora leczenie pacjenta sprowadza się do wspólnego odkrywania prawdy na temat pacjenta. Według niego także sytuacje, w których widzimy w innych wady, są tak właściwie projekcją naszych wad na inne osoby, kolejnym mechanizmem obronnym, który służy ukrywaniu prawdy. Więc jeśli prawie nie piję alkoholu i nie lubię ludzi, którzy piją dużo, to tak właściwie skrycie pragnę się upijać.
Autor przynajmniej nie przyjmuje całego bagażu psychoanalizy, bo np. nie doszukuje się problemów ludzi w ich dzieciństwie a głównie w bieżącym życiu. Wspomina też kilka przypadków, w których to terapeuci z jego otoczenia sami tworzyli projekcje i kłamstwa na temat swoich pacjentów i próbowali do nich przekonać swoich pacjentów. Zdaje mi się jednak, że autor nie miał w tym temacie jakiś głębszych refleksji w stylu na ile terapia to odkrywanie prawdy, a na ile zastępowanie jednych kłamstw innymi, tylko że zgodnymi z wizją świata terapeuty.
W książce jest też dużo powtórzeń i jej treść mogłaby być dużo krótsza. Sam temat kłamstw jest według mnie potraktowany dość płytko. Po pozycji popularnonaukowej spodziewałbym się jakiejś analizy tego, jak ludzie kłamią, dlaczego, jak często, jak sobie z tym radzić lub jak to wykrywać, ale nie znajdziemy zbyt wielu informacji na ten temat. O ile książka zawiera trochę wartościowych obserwacji czy uwag, to generalnie jej nie polecam.