Oryginalna francuska "Astrea" ma w całości ok. 5500 stron prozą. Ukazywała się w częściach przez ponad 20 lat i była fenomenem czytelniczym początku XVII wieku. Tłumaczona na większość języków europejskich.
Po polsku wyszło około 250 stron: wybór z pięciu części + przedmowa. To tzw. sielankowy romans pasterski: bohaterami są pasterze i pasterki oraz nimfy i druidzi (plus krwiożercze jednorożce, które pilnują, razem z wygłodniałymi lwami, Źródła Prawdy Miłosnej - kto w nie spojrzy, zobaczy w odbiciu obok swojej - twarz miłującej go wzajem "drugiej połowy").
Mam przeczucie, że w tej popieprzonej do imentu historii jest jakiś tajemniczy filozoficzny background, który sprawia, że chciało mi się brnąć przez te piramidalne nonsensy. Czytałem równolegle "Niebezpieczne związki" Laclosa - późniejsze o 150 lat, ale podobne w kreowaniu przedziwnych konstelacji afektywnych, w których miłość staje się perwersyjną grą.
Tytułowa pasterka Astrea, by zdobyć dowód bezwzględnej miłości pasterza Caledona (niezłe klimaty!) nakazuje mu symulować (?) miłość do innej. Nieboraczek Caledon marnieje z dnia na dzień, ale jeśli kocha, to musi słuchać bez szemrania każdego rozkazu. W tym samym czasie w rycerskiej Hiszpanii Cervantes pisał kolejne części "Don Kichota": Dulcynea nie wzięła się znikąd. Astrea jednak zapomina o swoim rozkazie i podpatruje Caledona wzdychającego do innej. Zraniona głęboko i zazdrosna, zakazuje mu więcej pokazywać się sobie na oczy. Caledon topi się (nieskutecznie) w rzece. Wyrzuconego na brzeg znajdują trzy nimfy - jedna się w nim zakocha. Ale on się nie da. Rusza ciąg perypetii, przy których peruwiańko-kolumbijsko-brazylijskie tasiemcowe telenowele to pikuś. Do ostatecznego happy endu minie około pół roku powieściowej akcji i ponad pięć tysięcy stron.
Jedną osobliwością fabularną chciałbym się tu podzielić. Objętość tej powieści nabijają wątki poboczne związane z osobami kolejnych pasterzy i nimf. Jedna kombinacja jest szczególna. Wygląda mniej więcej tak:
1. W pewnej wiosce żyje piękna Laonika i pasterz Tyrsys. Sąsiedzi, znają się od dziecka. Ale jest jeszcze nieco młodsza od Laoniki i nie tak już piękna Kleona. Tyrsys woli Kleonę.
2. Jest pewna istotna zasada związana z miłością w tym świecie: musi pozostać ona w ukryciu, inaczej kochance grozi utrata honoru - porównywalna do utraty honoru przez rycerza. Dlatego Kleona, by nikt nie odkrył jej miłości z Tyrsysem, każe mu udawać, że kocha on Laonikę.
3. Komplikacja drugiego stopnia: Tyrsys w udawaniu miłości jest tak skuteczny, że Laonika wierzy w nią zupełnie. Kleona jednak komplikuje układ: każe Tyrsysowi, by wmówił Laonice, że dla ich bezpieczeństwa, by ich romans się nie wydał, ma zacząć udawać miłość do Kleony (faktycznie będąc jej kochankiem, ale o tym Laonika nie wie), by ludzie nie zaczęli gadać, że Tyrsys romansuje z Laoniką.
4. Komplikacja trzeciego stopnia: Tyrsys przekonuje oszukiwaną przez siebie Laonikę, że powinni zrobić coś, co przekona Kleonę, że on faktycznie ją kocha - ten wybieg ma skutecznie zakamuflować ich romans (tzn. romans Tyrsysa z Laoniką, który jest kamuflażem dla faktycznego romansu Tyrsysa z Kleoną, ale o tym Laonika cały czas nie wie). Dlatego od tej pory Laonika, która tak poza wszystkim jest przyjaciółką Kleony, ma wstawiać się u Kleony za Tyrsysem, przekonując ją, że Tyrsys ją kocha. Czyli Laonika, po to, by Kleona nie powzięła podejrzeń, że Laonika kocha Tyrsysa, ma przekonywać Kleonę, że Tyrsys jest zakochany w Kleonie, Laonika ma być takim jakby rzecznikiem Tyrsysa w oczach swojej młodszej przyjaciółki.
Otóż mój ograniczony męski móżdżek potrzebował około półtora miesiąca, by ogarnąć, co się tu wyczynia. Ale na tym nie koniec. Bo wybucha wojna, do miasta ściągają uciekinierzy i wybucha zaraza (mało to sielankowe, fakt). Kleona pielęgnuje chorą matkę, a Tyrsys, z racji dbania o przyzwoitość (ta niewyobrażalna z dzisiejszego punktu widzenia obsesja na temat dziewictwa i przerażenia na samą myśl, że plotka może uczynić pannę kochanką przed ślubem) jedynie waruje pod drzwiami ich domu. W końcu zaraża się także sama Kleona. Wtedy Tyrsys już o nic nie dba i zamyka się z obiema chorymi kobietami. One umierają. On zostaje. Przed śmiercią Kleona żąda od Tyrsysa wierności sobie aż do jego śmierci i wspólnego pochówku.
Laonika, gdy widzi rozpacz Tyrsysa po śmierci Kleony, odkrywa, że cały czas była ofiarą (?) oszustwa miłosnego. Nie jest jej lekko. Tyrsys wybiera wierność PRAWDZIWEJ kochance nawet po jej śmierci, kosztem odwzajemnienia miłości żywej kochanki. Jak to się rozstrzyga, trzeba by napisać drugie tyle, bo rzecz jest odpowiednio zawikłana.
Widać w całej "Astrei", że "miłość" to w Europie bardzo problematyczny problem... Jedno z najbardziej zagmatwanych pojęć współtworzących nasze siatki konceptualne. Pod koniec powieści pada przedziwna kwestia w wypowiedzi Astrei(retorycznej do bólu, jak cała ta proza): "wreszcie ZGODZIŁAM SIĘ KOCHAĆ ją nie mniej niż przedtem". Zgoda na miłość? To jednak dla mnie coś nowego.
Ciekawy jest również wątek genderowy: Caledon przez sporą część akcji ukrywa się pod damskim przebraniem i imieniem Alexis. Jest tak piękny i delikatny, że nawet Astrea nie odkrywa podstępu.
Czy da się to dziś czytać bez bólu zębów ze względu na retoryczny styl i nieprawdopodobne wielosłowie? Chyba nie... Trzy gwiazdki tylko ze względu na wartość poznawczą.