Wszystko stało się bardzo szybko. Nagle staliśmy się dorośli – choć nie całkiem. Nie byliśmy już dziećmi, ale nie byliśmy też w pełni dojrzali. Zaczęliśmy rozumieć, że dorastanie polega na podejmowaniu decyzji, których nie chcemy podejmować, na wybieraniu, co dla nas cenne, a co nie, na życiu z nadzieją, że tym razem nie popełnimy błędu, że tym razem się uda... Bo w końcu kiedyś musi się udać.
A jeśli wcale nie chcemy dorastać? Jeżeli chcemy zatrzymać czas – trwać w beztrosce, zakochać się i bawić, nie musieć wybierać między dobrem a złem? Ale czas się nie zatrzyma. Lata nie przestaną płynąć. Miesiące nie staną się dłuższe. A my musimy wiedzieć już, mimo że nie rozumiemy…
Powieść o dojrzewaniu i próbach odnalezienia siebie. Historia, która angażuje, która łamie serce, ale i tak sprawia, że wciąż masz ochotę do niej wracać podobnie jak wraca do niej niemal milion czytelników na Wattpadzie.
„I wtedy już musisz wiedzieć. Mimo że nie rozumiesz.”
jeśli boicie się dorosłości, kochacie metafory, chcecie popłakać nad nastolatkami, których tak łatwo oceniać nie wiedząc nic o ich problemach to przeczytajcie „Wszyscy byliśmy za młodzi”
RECENZJA | wszyscy byliśmy za młodzi — maria lichoń
[ współpraca reklamowa z @moondrive.books ]
ocena: ✩✩✩✩✩ / 5
„A jeśli wcale nie chcemy dorastać? Jeżeli chcemy zatrzymać czas – trwać w beztrosce, zakochać się i bawić, nie musieć wybierać między dobrem a złem? Ale czas się nie zatrzyma. Lata nie przestaną płynąć. Miesiące nie staną się dłuższe. A my musimy wiedzieć już, mimo że nie rozumiemy.”
Może jeszcze tego nie wiecie, ale uwielbiam książki, które tak naprawdę nie mają fabuły. Zamiast tego skupiają się na emocjach, na myślach, rozważaniach, pięknych metaforach, analizach całego wszechświata i właściwie niczego. Chyba to jest po prostu coś, co jest najbardziej mi bliskie. Wolę czuć, nie widzieć. Wolę pomyśleć i zastanowić się nad swoją egzystencją i wszystkich ludzi wokół mnie. Właśnie dlatego ta książka jest dla mnie idealna.
Nie będę ukrywać, że tutaj odbyło się bez zaskoczenia, bo ja po prostu wiedziałam. Wystarczyło jedno zerknięcie na tytuł, nie musiałam nawet czytać opisu. Ten tytuł powiedział mi wszystko. I nagle tak bardzo i natychmiast zapragnęłam przeczytać tę pozycję, bo wydawało mi się, że właśnie takiej szukałam przez całe życie. Bo, ta książka naprawdę jest o wielu rzeczach. O problemach nastolatków, to przede wszystkim, ale to tylko pierwsza, wierzchnia warstwa. Przewracając strona po stronie — zrywasz kolejną warstwę. I tak aż do samego końca. Byłam wielokrotnie tak zaskoczona, że nie zauważyłam czegoś wcześniej, że gdy to zostało wypowiedziane, dopiero do mnie docierało. Ta książka to jeden czysty chaos i w pewnym momencie sama gubiłam się we własnych myślach, bo wszystko było tak złożone i wielowymiarowe, czasami po prostu nie do pojęcia umysłem. I gdy wydawało mi się, że przeczytałam już wszystko, że dotarłam do linii końcowej i gorzej już być nie mogło, wtedy okazywało się, że jednak nie, bo tak naprawdę był to dopiero początek.
Nawet nie wiem, co powiedzieć, bo słowa nie są w stanie wyrazić tego, co czułam podczas czytania. Strasznie nie chcę spłycać moich uczuć do pewnych określeń, które po prostu są łatwiejsze do zrozumienia dla drugiego człowieka. Tak naprawdę to po prostu całkowicie odjęło mi mowę. Czytałam z otwartymi ustami, nie mogąc uwierzyć, jak bardzo to wszystko, ta historia jest realnie napisała. Było po prostu takie rzeczywiste, że aż nie do pojęcia dla mnie umysłem. I nie chodzi mi o to, że bohaterowie wydawali mi się tak żywi, jakbym ich znała w rzeczywistości, ale o to jak realne było to z czym się zmagali i o czym myśleli. Bo wtedy przychodziła do mnie myśl, że takich ludzi jak bohaterowie tej powieści jest tysiące, a może nawet i miliony? I chyba to było takie uderzające i przerażające.
Czułam się tak bardzo dotknięta. Czytanie 𝙒𝙨𝙯𝙮𝙨𝙘𝙮 𝙗𝙮𝙡𝙞ś𝙢𝙮 𝙯𝙖 𝙢ł𝙤𝙙𝙯𝙞 mnie tak bolało, że łzy same płynęły mi z oczu i nie potrafiłam ich powstrzymać. To był chyba płacz bezsilności i niemocy, bo cała ta książka była taka prawdziwa i zdawałam sobie, że tak musi być, bo takie jest życie, ale zawsze przychodziła ta myśl: dlaczego? Czy życie choć raz nie może być trochę łaskawe? Czy nie rzuciło już wystarczająco kłód pod nogi? Czy naprawdę musi zawalić się cały świat, a i tak nie przestanie? Ale to chyba właśnie dobre określenie. Ta książka to po prostu koniec świata.
Wszystkie postacie, cała siódemka absolutnie skradła moje serce, mimo że jednocześnie czytanie o nich rozrywało mnie na pół. Nie było chwili spokoju, to była wieczna walka o zwykły oddech. Jednak moim ulubionym bohaterem jest Chase Braford. Być może dlatego, że było go najwięcej i tak właściwie to wszystko zawsze sprowadzało się do niego. To dopiero był wielowymiarowy bohater pod każdym względem. Był wszystkim tylko nie stałą daną. Umiał przybierać tyle masek, wybrać dowolną wersję i kawałek siebie na każdą sytuację i dla każdej osoby. Ale jak to pięknie powiedziała Chloe: Chase miał w sobie cały wszechświat.
Każda relacja w tej książce wprawiła mnie we wzruszenie. Ale to przyjaźń Chase’a i Simona rozwaliła mnie doszczętnie. To jak bardzo byli ze sobą związani, byli swoimi drugimi połówkami i razem tworzyli całość. Byli do siebie tak przyzwyczajeni, że czuli się niekomfortowo, gdy drugiego nie było obok. To Simon był zawsze, gdy Chase sięgał dna. Wielokrotnie wydawało im się, że są złymi przyjaciółmi, że tak naprawdę siebie nie potrzebują, ale to, że byli tylko ludźmi nie oznaczało, że byli złymi przyjaciółmi. Bo człowiek nie jest wszechwiedzący, nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego ani wszystkiego zauważyć. Czasem przeważy nad nim jakaś emocja, skupi się na niej i w jednym momencie wszystko inne zacznie wydawać się niewyraźne. Chyba właśnie tego przede wszystkim nauczyła mnie ta książka.
Ta książka była wypełniona smutną i przygnębiającą rzeczywistością. Jest pełna samotności, mimo że bohaterowie nie byli sami. Nawet w pomieszczeniu pełnym ludzi każdy z bohaterów czuł się samotny. Jakby był sam. Czuli się tak bardzo odrzuceni przez świat, że mieli wrażenie, że po prostu nie mogą rozmawiać o swoich problemach. Dlatego wszystko dusili w sobie. Strasznie mnie to przytłoczyło, ale jednocześnie to takie prawdziwe. Bo wtedy sobie myślałam, ile razy ja sama zamiast porozmawiać z kimś bliskim o swoich problemach i obawach wolałam dusić to w sobie, bo bałam się, że krzywo na mnie spojrzy czy pomyśli coś nieprzyjemnego. W pewnym momencie naprawdę wydawało mi się, że ta historia jest zbyt prawdziwa. Może przez to bolało mnie niemal każde zdanie.
Mam wrażenie, że ostatnio się powtarzam, być może przez to, że czytam masę świetnych i wartościowych książek, ale 𝙒𝙨𝙯𝙮𝙨𝙘𝙮 𝙗𝙮𝙡𝙞ś𝙢𝙮 𝙯𝙖 𝙢ł𝙤𝙙𝙯𝙞 jest kolejną z nich i jest jednocześnie tak bardzo inna i nietuzinkowa od reszty. Nie ma drugiej takiej książki, to mogę wam obiecać. Właściwie cała ta książka to moje rzymskie imperium, a o zakończeniu będę myśleć jeszcze przez naprawdę długi czas. Wylałam masę łez podczas czytania, a po przeczytaniu gapiłam się pusto w ścianę, próbując powstrzymać kolejny potok łez przez co o mało się nie udusiłam. Ale wiecie co? Było warto. Dla takich historii naprawdę warto wylać cały wodospad łez.
I może zmierzając już do brzegu — ta książka jest dla mnie wyjątkowo ważna, bo jestem w podobnym wieku do bohaterów. Też zaraz kończę szkołę i to przeraża mnie najbardziej na świecie. Dorosłość. W wielu chwilach pragnę po prostu zatrzymać czas i tak zostać w tym jednym dobrym momencie na zawsze i cieszyć się beztroską. Tak jak często chcieli tego bohaterowie powieści. Ale przecież świat nie kończy na się ukończeniu szkoły średniej, prawda?
Chase od zawsze czuł się jak połowa samego siebie. Myślę, że autorka świetnie poradziła z napisaniem jego postaci. Dosyć częstym problemem na rynku wydawniczym jest romantyzowanie rzeczy, które romantyzowane być nie powinny - przemoc, toksyczne relacje czy też samobójstwo, które opisywane jest jako coś przyjemnego. Chase cierpi psychicznie. On naprawdę cierpi. Maria Lichoń nie próbuje pokazywać jego problemów z samookaleczaniem jako coś, co jest przyjemne czy też potrzebne. Prezentuje je jako poważny problem, z którym główny bohater nie może sobie poradzić. Oprócz tego - relacja Chase'a i jego ojca. Przemoc jest zła. Jest zła i ludzie nie zapominają o niej po miesiącu. Jedno wydarzenie zagnieździło się w głowie Chase'a do tego stopnia, że nie był w stanie poprosić o pomoc. Bo czuł, że nie może zwrócić się do swojego rodzica. Chase przez całą książkę wycierpiał naprawdę wiele. I to, że nie dostał swojego szczęśliwego zakończenia było dla mnie ciosem prosto w serce.
Chloe uwielbiała tragedie. Dopóki sama nie zaczęła ich doświadczać. Chloe jest dla mnie zagadką. Jest niejednoznaczna - jakby przy każdej innej postaci odkrywała swoją nową twarz. Była gotowa podać Chase'owi dłoń i z całej siły zaprzeć się, aby spróbować wciągnąć go na górę z dołu, w którym się znalazł. A kiedy jej nie przyjął, po prostu się poddała. Nie walczyła. Myślę, że na koniec - Chloe była po prostu zmęczona tym, że ludzie cały czas ją zawodzili. Jej postać jest napisana tak wielowymiarowo, że jest to niesamowite.
Simon był okropnym przyjacielem. Simon pokazuje problem, na który każdy z nas natrafia na jakimś etapie naszego życia - być dobrym przyjacielem czy nie zawieść przyjaciela? Wybrał nie zawieść przyjaciela, za co będzie pokutował przez długi czas, jeśli nie do końca życia. Maria Lichoń pisząc postać Simona pokazuje wiele ważnych problemów - Simon za wszelką cenę nie chce zawieść Chase'a, czym po prostu mu szkodzi. Simon bardzo chciał poznać swojego ojca, który potem złamał mu serce. Simon pragnął, aby Judie spojrzala na niego jak na kogoś więcej, ale życie to nie koncert życzeń.
Alison miała niesłychany talent do marnowania wszystkich okazji. Przykro mi, ale po prostu nie jestem w stanie w żaden sposób współczuć, utożsamiać się czy też sympatyzować z Alison. Po prostu nie. Przez całą książkę była dla mnie nie do zniesienia. Niemniej jednak, jej postać pokazuje kolejny problem - uzależnienie się od relacji, która nie jest dla nas dobra.
Ivy musiała się wreszcie obudzić. Tutaj będzie krótko. Cieszę się, że Ivy i Yates dostali swoje szczęśliwe zakończenie. Oboje na to zasługiwali. Świetnie do siebie pasują.
Josh był niewiadomą. Historia Josha była prawdopodobnie jedną z najbardziej tragicznych, jakie w życiu czytałam. W życiu Josha wszystko poszło nie tak. Był krzywdzony i raniony, a potem sam krzywdził i ranił. Musiał żyć maskując się, przez co czuł się jak sparaliżowany. Jego scena końcowa mnie złamała. Po prostu złamała. Pokazała człowieka, który stoi na skraju klifu i decyduje się zrobić krok. To było straszne.
Polski rynek wydawniczy potrzebuje więcej autorów takich jak Maria Lichoń. Jeśli autor chce opisywać problemy - powinien robić to tak jak ona. Realistycznie, bez romantyzowania i zachęcania czytelnika do podejmowania złych decyzji. Książka została napisana absolutnie świetnie - w którymś momencie stała się moim "drugim życiem", które potem się posypało. Czytanie "Wszyscy byliśmy za młodzi" było niesamowitym doświadczeniem.
1,5/5⭐️ Ta książka miała naprawdę spory potencjał a sam pomysł na taką historię był niesamowity. Jednak jego wykonanie dość słabe. Niestety w połowie książki dałam DNF. Męczyły mnie zbędne opisy, które można by było wyciąć z książki a wtedy byłaby ona wiele krótsza i bardziej na temat. Zdarzały się momenty szokujące i dające do myślenia, jednak to nie pozwala dać mi tej pozycji wyższej oceny. Nie potrafiłam się wciągnąć, przez większość czasu się nudziłam. Odniosłam również wrażenie jakby niektórzy bohaterowie byli totalnie bez żadnego wyrazu. Fakt mieli swoje problemy i każdy z głównych bohaterów przechodził przez coś innego ale nie czułam się tym jakoś specjalnie poruszona, a właśnie chyba to miała wzbudzić mnie książka? Poruszanie losem nastolatków, którzy dorośli szybciej niż im mogło się to wydawać. Zawiodłam się, ponieważ spodziewam się naprawdę dobrej i wartościowej młodzieżówki.
polecam tym, ktorzy kochaja marzyc i ktorzy czuja, ze swiat nie do konca im na to pozwala. dobrze jest przezywac trudy dorastania, majac przy sobie tych bohaterow, martwiacych sie wiecej niz to konieczne i czujacych wiecej niz to przez doroslych akceptowane (moi ukochani - wy wiecie)
Papierosy są zdecydowanie głównym bohaterem całej historii. W książce są one wspomniane około 157 razy (nie licząc innych używek), czyli co około trzy i pół strony.
✨W nieskończoność powtarzające się to samo motto „bo ja nie wiem a powinienem” doprowadzało mnie do szału
✨Bohaterowie tak bardzo nijacy że czytając widziałem w głowie manekiny ze sklepu odzieżowego zamiast nastolatków
✨Nudnych i nie potrzebnych opisów więcej niż w „Quo Vadis”
✨A ilość opisów jak ktoś odpala papierosa, pali, zaciąga się, i pewnie jeszcze z 20 innych określeń (oczywiście w parze z wiązanka przekleństw)była po prostu niedorzeczna
Mam trochę wrażenie że pisał to ktoś kto mimo że próbuje ukazać tu ogromne problemy z jakimi mogą zmagać się nastolatkowie, tak na prawdę widzi ich na zasadzie gówniarzy którzy nie ustępują starszej pani miejsca w autobusie.
Przez to że jest prowadzona z SZEŚCIU perspektyw ogarnięcie co się dzieje i co ważniejsze - zainteresowanie się tym jest naprawdę bardzo ciężkie. Ledwo zaciekawię się akcją i BOOM nowy rozdział, a do tego co się działo wrócimy przy dobrych wiatrach za kolejne 3-4 rozdziały. Przez co po prostu przez większość książki miałem najzwyczajniej gdzieś to co się dzieje.
Ja wiem, zajęło mi odrobinkę dłużej przeczytanie tej pozycji niż powinienem, ale najzwyczajniej patrzyłem na te książkę i w głowie miałem tylko jak bardzo nie chcę się z nią męczyć.
To jest Książka Mojego Życia. Ta historia zmieniła moje życie, zmieniła mnie (na lepsze), pokazała mi życie z innej perspektywy (z innych perspektyw) Ta historia ukształtowała mnie, nadała kierunek mojemu życiu, mojej Młodości. Miałam 14 lat, kiedy zaczęłam ją czytać, to było na wattpadzie. I przepadłam. Utonęłam w pięknie słów, zakochałam się w bohaterach, zaczęłam chłonąć metafory i bać się przemijania. Teraz mam 18 lat i bohaterowie ,,wszyscy byliśmy za młodzi" nigdy nie byli mi bardziej bliscy. Pokochałam Chase'a i Chloe i Simona i Alison i Ivy i Josha. W każdym z nich widzę cząstkę siebie. Siebie z przeszłości i siebie z teraz. Ta książka jest niezwykła - opowiada o dorastaniu, o próbach odnalezienia siebie. A robi to tak poetycko, tak oddziałując przy tym na zmysły. Ta powieść jest dla mnie ważna z wielu powodów. Teraz idę opłakiwać swoją Młodość. Spróbuję zrobić krok naprzód.
Los tych bohaterów tak bardzo mnie nie obchodził, że aż się sama zdziwiłam.
PS. (akcja dzieje się w USA bo jedyne miasteczko, które nazywa się Lambertville tam się znajduje) a jeden z bohaterów twierdzi, że nauczycielka karze im się nauczyć wszystkich królów w kolejności chronologicznej. USA NIGDY NIE MIAŁO KRÓLA (w internecie da się sprawdzić w 3 sekundy)
PPS. W papierowej książce nie powinno się kończyć co drugiego rozdziału czymś w stylu "gdyby tylko zrobił coś tam" albo "gdyby tylko powiedział coś tam"
To nie jest jedna z tych słodkich i pięknych historii o dorastaniu. To opowieść o bólu, chowanym przed całym światem. O niezrozumieniu i nienawiści (również tych do samego siebie). O uczuciach, o które nie prosiliśmy i których najchętniej jak najszybciej byśmy się pozbyli. „Wszyscy byliśmy za młodzi to książka tak prawdziwa, że to aż przerażające.
“Jednak czas się nie zatrzymuje. Lata nie zwalniają. Miesiące się nie wydłużają. Dni nie oplatają cię i nie pozwalają ci przy sobie trwać. I wtedy już musisz wiedzieć. Mimo że nie rozumiesz.”
czuję, że ta książka ukradła mi cząstkę duszy i bezskutecznie probuje ją odzyskać. od czasów wattpada była dla mnie jedną z lepszych książek o dorastaniu, podtrzymuje swoje zdanie🥹
To wyjątkowa książka, jeśli chcecie ją przeczytać nastawcie się na zauważanie emocji i konekcji między bohaterami. Jeśli nie oczekujecie schematycznej młodzieżówki myślę, że się nie zawiedziecie.
To książka którą mimo ilości stron czyta się sama, nawet jeśli macie swoich bardziej i mniej ulubionych bohaterów to chcecie poznać perspektywę każdego, co przyspiesza czytanie. Myślę że jeśli czytałabym tę książkę w wieku 17lat to pozwoliłaby mi uświadomić kilka rzeczy. Teraz jedynie utrwaliłam kilka lekcji, co mimo wszystko było ciekawą przeprawą.
Ciężko mi wybrać spoza szóstki głównych postaci ale chyba może serce należy do przyjaźni między Simonem a Chasem.
Odjęłam pół punktu za bogactwo języka. Uważam, że większość myśli wybrzmiewa gdy znamy kontekst sytuacji ale dla mnie były one ubrane zbyt prosto. Co by nie mówić to jedna z lepszych młodzieżówek jakie czytałam.
„Przeżył już dwie śmierci i zastanawiał się, czy następna, trzecia, będzie wreszcie jego.”
„(w chłopaku którego kochałam teraz) nic nie miało koloru pnia drzewa, a pomyślała o tym, bo drzewa kojarzyły jej się z wiosną, zielenią i tym, co dobre”
„Spędzili tak chwilę w ciszy, bo każdemu brakowało słów. ‚X’ wyglądał, jakby patrzył na koniec świata, a ‚Y’ wyglądał jakby tym końcem świata był.”
To nie ja skończyłam tą książkę to ona skończyła ze mną. Minęła godzina odkąd ją skończyłam i nadal nie mogę dojść do siebie. Dawno nie czytałam tak pięknej, a zarazem tak bolesnej książki. Ta historia to coś więcej niż tylko zwykły papier. Poznajemy sześć bohaterów i każdy z nich ma swoją perspektywę. Chase - mój ulubieniec. Stracił mamę w młodym wieku, nie ma dobrego kontaktu z ojcem i ma problemy z samokaleczeniem się. Ten bohater jest najbliższy mojemu sercu. Chloe - jest naprawdę wartościową osobą. Nie miała szczęścia w życiu ale mimo to dała radę. Alison - na początku jej nie lubiłam ale po czasie zaczęłam dostrzegać w niej coś więcej. Ivy - nie ma rodziców, którzy zginęli gdy była nastolatką. Bardzo silna postać, która wiele mnie nauczyła. Josh - postać, która musiała ukrywać swoje prawdziwe "ja" W mojej opini jest dobrym człowiekiem. Simon - uważam, że jest to najwspanialszy przyjaciel. Choć nie jest idealny, ma trudne życie to i tak zawsze się stara. Nigdy tak bardzo nie przeżywałam książki. Uwielbiam ich. Może niektórych troszeczkę mniej bo darzę ogromną miłością Chase'a... Te emocje podczas czytania tej książki zostaną ze mną na długo. Warto dodać, że występują tutaj trudne tematy! tw samokaleczenie się, śmierć, problemy rodzinne. W żaden sposób nie warto tego normalizować. Jedna z piękniejszych książek w moim życiu. Właśnie jej potrzebowałam. Otworzyła mi oczy i jestem za nią bardzo wdzięczna. A teraz pozwólcie, że sobie, troszkę popłaczę.
4.5 skończyłam wczoraj wieczorem i nie mogę się pozbierać po tym jak ta książka się skończyła. szkoda, że czytałam na czytniku bo wiem, że w papierze przezylabym więcej emocji ale i tak ta książka wydobyła ze mnie łzy i sporo rozmyśleń na temat życia nastolatków i nie tylko. bardzo wartościowa i mądra książka poruszająca ogrom ważnych, trudnych i niestety bardzo często spotykanych problemów u społeczeństwa. najbardziej bolała mnie perspektywa Chase ale i Simona, który razem z nim przeżywał ból. Przyjaźń ten dwójki bardzo mnie poruszyła. Bardzo polecam wam tę powieść ale najpierw przeczytajcie TW!! 16+
Chyba oczekiwałam czegoś więcej. Pomysł na fabułę wydawał się naprawdę fajny, ale samo wykonanie było słabe. Połowę książki można by wyrzucić, bo za dużo jest tutaj zbędnego polotu. Szkoda, bo historia miała ogromny potencjał, a momentami naprawdę nudziła. Nie potrafiłam się wciągnąć, choć nie będę ukrywać, że było kilka naprawdę dobrych i szokujących momentów.
Ta cała książka jest taka strasznie smutna, chyba przez ostatnie 100 stron płakałam na co drugim rozdziale. Nie zgadzam sie na takie zakończenie. Jedyne czego tu chciałam to dobre zakończenie, szczególnie u Chase’a.
przyznam szczerze, że książka piękna, z pięknym zakończeniem, piękną historię i bohaterami, ale w pewnym momencie czułam, że czytam to na siłę i naprawdę spodziewałam się dużo więcej
Jakby to jak zżyłam się z tymi bohaterami, to jak ich uwielbiam, jest nie do opisania. To jedyna historia którą czytałam kilka razy. (CZEKAM NA SWÓJ EGZEMPLARZ ŻEBY MIEĆ TĄ HISTORIĘ W KOŃCU FIZYCZNIE NA PÓŁCE!)
Ta książka to było coś dobrego i mocnego zarazem. Z samego początku miałam lekki problem z tą książką, a mianowicie zbyt dużo osób na raz zostało wprowadzonych, jednak im dalej byłam, tym czytało mi się coraz lepiej. W trakcie czytania wyrabiałam sobie różne opinie o bohaterach, na podstawie jednego fragmentu, jednak potem się to zmieniało z czasem w którym ich poznawałam, co jest częstym problemem w codziennym życiu. Łatwo jest kogoś ocenić bez znajomości danej osoba, prawda? Jest to pozycja która w bolesny ale prawdziwy sposób pokazuje realia, dotyczące młodzieży i ich problemów. Nic nie jest tutaj podkoloryzowane ani uproszczone. Jest to bardzo smutna książka, którą moim zdaniem powinna być lekturą w szkołach. Jeśli nie boicie się zderzenia z okrutna rzeczywistością to ta pozycja to coś dla was!