Ja naprawdę nie mam po drodze z Panią Ann Nocenti, oj nie mam. Powierzony jej cykl o przygodach Szmaragdowego Łucznika to jedno z najgorszych doświadczeń w ramach New 52. Całe szczęście, że włodarze DC szybko się zorientowali co i jak, powierzając dalsze zeszyty Panu Lemire, który wywiązał się z pracy znakomicie i doprowadził niejako do odrodzenia Strzały w komiksie.
Mamy tu przemieszanie z poplątaniem i przyjdzie nam de facto zerknąć na aż cztery nie powiązane ze sobą historie i samo w sobie nie byłoby to złe, gdyby nie fakt, że tylko jedna się broni jakimś tam poziomem i w zasadzie pochodzi ona z serii Justice League, gdzie Arrow usilnie chce dołączyć do wspomnianej grupy superbohaterów. Jest jak taki typowy natręt, bowiem narzuca się Batmanowi i reszcie w kilku przypadkach, mając tak naprawdę marginalny wpływ na przebieg obserwowanych wydarzeń. Coś go tam łączy więcej z Zieloną Latarnią, Halem Jordanem, ale ten typ jest chyba najsłabszym, denerwującym członkiem Ligi, więc znajomość ta w żaden sposób nie pomaga Strzale w zyskiwaniu sympatii czytelników.
Album zaczyna nijaka historia o walce ze "znajomymi" Hawk mana, gdzie mamy cały ciąg starć, latania, skakania i w sumie niewiele z tego wynika, poza ziewaniem, bo całość jest nudna jak flaki z olejem i przysparza o ból głowy. Nie ma między tymi typami "żadnej chemii", choć poświęcono im aż dwa zeszyty, z czego tak się różnią diametralnie stylem, bo ten lepszy zeszycik pochodzi z serii o Hawkman'ie... A i tamta serii nie jest zbyt wysokich lotów...
Mamy tu też historię z zbioru Zero Year, gdzie Ollie był jeszcze nieopierzonym kmiotkiem, łuku używającym tylko do zabaw i gdzie podczas jednej z licznych imprez na jakieś platformie wiertniczej(czy coś w tym stylu, ważne że na morzu) przyjdzie mu się zmierzyć z niejakim Iron Eagle'm. Jedna z gorszych "historyjek" o początkach herosa. Zahaczymy też o Steve'a Trevora i tajemnicze emblematy, najpewniej dotyczące Secret Society.
Tytuł odnosi się do zeszytów, gdzie występuje niejaki Harrow, złoczyńca tak charyzmatyczny, że jego podwładni wolą sobie strzelić samobója, albo powalczyć na arenie z psami niż wysłuchiwać co gość gada... Swoją drogą jest tu taki kadr, gdzie myślałem, iż niejaki Pike przy atakuje biednego psiaka od tyłu i będzie przykład pierwszej zoofili w komiksie... Naprawdę. Ollie zachowuje się tu wyjątkowo nielogicznie. Gdy złoczyńca go atakuje to Arrow ucieka, kiedy dałby sobie spokojnie radę ze złoczyńcą, a potem nie ma już zahamowań aby wskoczyć do magazynu pełnego męt i psów, aby spuścić im tam srogi łomot... Już nie mówiąc, że daje na moment sidekickowi Harrowa łuk, aby ten sobie postrzelał do muru. Gdzie tu logika? Postać niejakiej Glorii, absurdalna. Gdyby nie przyjrzał się kadrowi to bym nie wiedział, że przeżyła pewien wybuch... Wyglądało to tak, jakby ilustrator nie miała zbyt wiele miejsca, ale próbował umieścić się tyle ile się da, waląc skrótowcami na prawo i lewo. To po co była ta postać w ogóle? Byle poświecić biustem?
Nie był to taki koszmar jak tom drugi, wyglądał też znośnie, choć twarze przy użytej kresce wyglądały czasami dość dziwnie i na jedno kopyto. Zwłaszcza, że mamy tu mix styli z innych serii, które wyglądają o niebo lepiej od tego co zaprezentował Williams II (choć jego kreska czasami wygląda spoko), co się nieco gryzie w wyglądzie głównej postaci. "Solidne" 2/5.