Długo wyczekiwana kolejna część „Jeżycjady” pozwala znów zajrzeć do przyjaznego domu Borejków, akurat w okresie świąt Bożego Narodzenia. Przybycie Magdusi, córki Kreski, powoduje piorunujące zmiany w spokojnym życiu rodziny, a z okazji ślubu Laury uruchamia działanie osławionego Fatum. Śmieszna, miła, ale i refleksyjna powieść Małgorzaty Musierowicz jak zwykle podnosi na duchu i krzepi, bawi do łez i uczy, skłania do zastanowienia nad sprawami wielkiej wagi.
Małgorzata Musierowicz (b. January 9, 1945 in Poznań, Poland) is a popular Polish writer, author of many stories and novels for children and teenagers, but read with pleasure by adults too.
Ktoś tu najwidoczniej wyrósł. Nie wiem tylko, kto: czy ja z czytania pani M. M., czy ona - z pisania. A że nie mam przy sobie innych tomów, to nie porównam. W każdym razie w McDusi jest dydaktyzmu tyle co w telewizji Edusat, "głębokich przemyśleń" co u Coelho, naturalności... mało, bardzo mało. Nie mam nawet porównań. Dwie gwiazdki - a nie jedna - tylko dlatego, że warsztat mógłby być dużo gorszy. Czas chyba definitywnie przenieść całą sympatię (i inwestycje książkowe) na brata autorki, zwłaszcza, że widziałam ostatnio jego tłumaczenie sonetów Szekspira.
Dziwny to był tom, taki bardzo nostalgiczny, z śmiercią czającą się za rogiem. Niestety, "Jeżycjada" bardzo źle się starzeje i nawet te nowsze tomy, które są osadzone w bardziej współczesnych czasach są takie bardzo nieżyciowe i oderwane od rzeczywistości. Tutaj wybitnie dało się odczuć to wywyższanie się Borejków, bo oni czytają poezję i się nią rozkoszują, a ktokolwiek kto nie lubi albo nie rozumie to zwykły pacan. Ida z jednej z moich ulubionych postaci, stała się jedną z najmniej - te jej ciągłe przytyki w stronę Magdusi i jej wagi/diety po prostu doprowadzały mnie do szału. Cieszę się, że ten mój re-read dobiega końca, szkoda tylko, że będę go wspominać z lekkim rozczarowaniem i niesmakiem.
Przeszłam dzieciństwo i okres nastoletni razem z Jeżycjadą (równolegle dorastałam z Harrym i Ronem oraz Hermioną, ta seria z każdym kolejnym tomem robiła się coraz bardziej mroczna i złowroga).
Mam podobny wniosek po przeczytaniu ostatniej części. Oczywiście ocenę zaburza fakt, że "Kłamczuchę" czytało się w wieku lat dwunastu, a "McDusię" w wieku lat dwudziestu pięciu...to są inne spojrzenia. Zresztą przypominam, że w "Brulionie Bebe" też była przemoc i to taka cicha, bardziej wyczuwalna niż dosłownie opisana (bracia gnębiący Konrada na koloniach) - wtedy zrobiła na mnie wrażenie i na pewno w ogólności miała walor dydaktyczny.
Może jednak wątki w najnowszej części też mają czemuś służyć? Może autorka podkreśla, że przemoc jest, stanowi problem - nie tylko na ulicach, ale też w rodzinach - nie chciała omijać tematu tylko wręcz przeciwnie? O to już należałoby ją zapytać. Na fanpage'u Jezycjady na facebooku rozgorzała dyskusja...zgadzam się, że to już nie jest to samo. Chyba się nie spodziewała, że słoik z musztardą wywoła lawinę komentarzy ( dla Józefa mam zrozumienie, ta dziewczyna była naprawdę natarczywa), ale czytam i czytać będę nie tylko z sentymentu. Daję autorowi prawo do poprowadzenia tej opowieści w tę stronę, w którą będzie chciał(a). Miło jest czytać o świecie idealnym, ale no cóż, no właśnie: dorastamy i bańka mydlana pęka.
Z sentymentu trzy gwiazdki. Gdybym teraz, nie znając Jeżycjady, jakimś cudem sięgnęła po tę książkę, na pewno nie byłabym oczarowana. Co prawda daleko mi do przeciwników Musierowicz, którym solą w oku tkwi konserwatyzm autorki, ale nie da się ukryć, że nad niektórymi zdaniami ciężko przejść do porządku dziennego. Nie należę do grona bojowników, którzy chcieliby nawracać Musierowicz na polityczną poprawność; akceptuję przyjętą konwencję, rozumiem, że to fikcja i eskapizm. Jednak żal mi, gdy tak często muszę wznosić oczy do nieba z uwagi na niespójności czy niskie prawdopodobieństwo zdarzeń. Musierowicz nuży, gdy wychwala pod niebiosa boską Gabrielę. Z kolei Ida jest irytująca i chamska, a nie - jak zapewne chciała autorka - sarkastyczna i przebojowa. Dzieci, jak zwykle przemądrzałe i puszczone samopas, robią co chcą np. strofują starszych. Przy okazji prezentów od Dmuchawca, obawiałam się, że Musierowicz zaszalała i że za chwilę zacznie omawiać poezje Karola Wojtyły. Na szczęście do tego nie doszło, a ten akurat wątek był całkiem przyjemny. Szybko i dobrze się czyta "McDusię", ale szkoda, że autorka dużo utraciła z dawnej lekkości i bezpretensjonalności.
Mam już za sobą 19 tomów tej wybitnej serii, a z każdym utrwalam się w przekonaniu, że Jeżycjada jest nadal tak samo uniwersalna, ponadczasowa i ogólnoludzka. Zachwycają mnie cytaty wielkich humanistów oraz ta różnorodność osobowościowa. Książki Musierowicz kocham całym sercem i zachęcam absolutnie wszytskich do zapoznania się z piórem autorki. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak idealnie dopracowaną serią❤️💖💗
Musierowicz z rzadka zawodzi (choć ostatnio jakby częściej). Tym razem nie zawiodła, ale również nie zachwyciła w 100%. Był płacz (dużo płaczu, zwłaszcza we fragmentach dotyczących śp. profesora Dmuchawca), wspominanie dawnych czasów, kiedy - podobnie jak w tym przypadku - połykałam Jeżycjadę niemal za jednym posiedzeniem, była i obudzona tęsknota za rodziną taką, jaką mają szczęście mieć Borejkowie, ale niestety nie do końca... Bo za rodzinę, która krytykuje twój wygląd (w sensie wagę), to, że lubisz frytki, a nie lubisz poezji, to ja jednak podziękuję. Nigdy nie przepadałam specjalnie za Idą, ale nigdy też nie była ona chamska do granic możliwości... to znaczy aż do teraz (gdyby chociaż Musierowicz Idę za jej paskudne zachowanie zrugała!). A to nie jedyna postać poddana "amputacji osobowości", jak ktoś ładnie stwierdził w komentarzach do tej - ciekawej, acz niedopracowanej, zwłaszcza interpunkcyjnie (co sprawia, że nie mogę jej brać na całkiem poważnie) - recezji. Koniec końców, Jeżycjada to już nie to, co kiedyś. Niektórzy bohaterowie stają się karykaturą samych siebie, nie ten styl, nie ten humor, i ja też się zmieniłam i więcej rzeczy zauważam i więcej rzeczy mi przeszkadza (rękoczyny wobec kobiet, rzucanie słoikiem z musztardą o ścianę.... no cholera bierze!). Ale czy przestanę z zapartym tchem wyczekiwać na każdą kolejną część? Wątpię. Sentyment robi swoje.
Odnoszę bardzo dziwne wrażenie,że autorka Magdusi bardzo nie lubi. Bo ta reprezentuje wszystko, co "najgorsze"-konsumpcjonizm. Jest pulchna(co jest podkreślane, w każdym, podkreślam KAŻDYM zdaniu), nie jest cnotką, a raczej flirciarą, w dupie miała Dmuchawca(który teraz został sprowadzony do wręcz posągu człowieka), ma słaby kontakt z rodziną, ach, no i oczywiście...nie lubi poezji. No, ale że ma zostać dziewczyną Ignasia, to nie można jej tak do końca obrażać. I taki dysonans obserwuję przez cały czas. Józinek, spoko, Józinek może być. Poza tym, że wzgardził dziewczyną tylko dlatego, że śmiała się z niego, jak utknął na balkonie. Też bym miała ubaw. A reszta? Uchh, Gabriela zachowuje się jak stara kwoka, naprawdę co oni z niej zrobili, Janusz Pyziak przyjeżdża, żeby pokazać po raz kolejny, jaką był porażką i jaka Gabriela jest wspaniałomyślna, Ida stosuje przemoc domową, Laura zostaje sprowadzona do paru stereotypowych zdań i umiejętności śpiewania... Trochę słabo. A jak próbujesz to wszystko sobie potem streścić, to okazuje się, że nic się nie działo? Co na plus? Perypetie ślubne, niezawodny Bernard i niezawodny Pan Gruszka. I ładny styl, tylko szkoda, że jak sobie podsumujesz to to tylko słowa, słowa, słowa.
Kazda osoba, ktora lubi frytki i chipsy jest godna pozalowania i na pewno nie znosi poezji, dlatego trzeba takiej osobie poezje wciskac na sile przy kazdej mozliwej okazji. Nalezy rowniez gardzic taka osoba. Bo przeciez kazdy wie, ze Borejkowie to anioly, nieskazitelne postaci, ktorych zadaniem jest takie tlumoki jak Magdusia edukowac i wytykac ich karygodne bledy, jak np. smazenie posilku. Takie przeslanie niesie ksiazka.
Dzisiaj w poście kolejny tom Jeżycjady od Małgorzaty Musierowicz. To już 19. Postanowiłam w końcu się zmobilizować i skończyć te serie, więc zaraz możecie spodziewać się kolejnego posta z tą serią ☺️.
Cześć ta jak zawsze opowiada o losach rodziny Borejko, ale dodatkowo mamy wprowadzona postać Magdaleny, córki Kreski. Akcja dzieje się w okresie przedświątecznym. Do Poznania przyjeżdża Magda. Nazwana przez Idę “McDusia” ze względu na jej upodobania żywieniowe. Zatrzymuje się w domu Borejków i doprowadza Ignasia do omdlenia. Józinek po długiej przerwie ma spotkać się z ukochaną Staszka, ale ona też ma dla niego, jakby to nazwać, duuuuża niespodziankę. Dodatkowo nasz Tygrys, w końcu zakochany po uszy, wychodzi za mąż. Chyba wszyscy co czytali te serię wiedzą o ślubnym fatum rodzinny Borejko. Tym razem nie będzie inaczej 😁.
Książka o relacjach ludzkich, o miłości, o stracie. Jest w niej dużo humoru i uśmiechu. Bardzo polubiłam się z tą seria.
W tej książce cały czas unosił się duch Dmuchawca i chyba dlatego tak mnie ona urzekła. Z resztą Jeżycjada i tym razem była plasterkiem na ponurość tego świata ❤️.
Okropne... Nigdy nie lubiłam Jeżycjady, ale ta książka to koszmar. Nadęci i przemądrzali Borejkowie, nuda i niekończące się ocenianie - wszystkich i wszystkiego. Frytka jako symbol wszelkiego zła i kulturowego upadku... I ta poezja - wyłącznie stara, zakurzona i odczytywana patetycznym tonem. Bo bez całej tej zadufanej, ołtarzowej otoczki pewnie nie miałaby żadnej wartości. Gdzie jest ta ciepła rodzina intelektualistów? Ja widzę tylko oblężoną twierdzę :)
Co to jest? Wychowałam się na tych książkach, a to jest po prostu straszne. Obraz toksycznej i okrutnej rodziny. Przy tej książce nawet "Rodzina Monet" jest wartościową książką.
Książka, na którą długo czekałam, mimo że zapowiadałam ostateczne rozstanie z twórczością Musierowicz już przy poprzedniej powieści. W tej powieści dziadek Borejko jest mniej zrzędliwy. Dzieci mniej mądre, a przynajmniej na każdym kroku nie sypią łacińskimi sentencjami. Tylko McDusia jakby do tego wszystkiego nie pasuje.... Odniosłam wrażenie jakby była tylko "na przyczepkę". Nie jest, mimo tytułu główną bohaterką książki, pierwszeństwo odebrała jej przygotowująca się do ślubu Laura. Wokół Magdy nie zawiązuje się żadna akcja. Jest tylko biernym obserwatorem wydarzeń. Przyjechała posprzątać mieszkanie zmarłego pradziadka, o którym nic nie wie. Wszyscy drugoplanowi bohaterowie znają Go lepiej od niej. Nie znajduje wspólnego języka z Józefem, który uważa ją za zbyt egzaltowaną ani z Ignacym Grzegorzem, bo nie zna się na poezji. Mimo to chyba zostaną przyjaciółmi. Bo tradycji w powieści musi stać się zadość, za wszelką cenę...Trochę to jednak naciągane i dziwne. Najpierw autorka zrobiła z niej anty-bohaterkę, żeby później ukazać jak to zmienia się pod wpływem tej prawej i poczciwej rodziny..... To stary chwyt. co jakiś czas występujący w tej właśnie serii, dlatego już nie tak chwytliwy jak w innych częściach cyklu. Mnie nie przekonała ani autorka, ani McDusia. Może należałoby konstruować tytuły po napisaniu powieści, a nie na długo, długo przed....
Tak bardzo mdłe, że po dwóch tygodniach od lektury z trudem jestem w stanie sobie przypomnieć treść. Razi rzeczywiście czepianie się wagi i upodobań kulinarnych McDusi - to był do tej pory atut Musierowicz, że zamiłowanie do jedzenia było tam przedstawiane jako oznaka zdrowia, kobiety nieco większe nieodmiennie jako apetyczne i przyjemne dla oka, a fiś Idy na punkcie odchudzania był właśnie fisiem, a nie postawą godną naśladowania.
Jedyny chyba atut książki to wspomnienia Dmuchawca i pojawienie się postaci z pierwszych tomów w dorosłej wersji z krótkim zasugerowaniem ich dalszych życiowych losów. To autentycznie wzruszający wątek.
Och, ten tom też bardzo lubię 💞💞. Było tutaj kilka bardzo ładnych myśli, które z chęcią bym naskrobałabym w moim notatniczku, ale słuchałam w audio, więc nie do końca je wyłapałam. Trochę melancholii o przemijaniu i starości - też bardzo ładny wątek, bo każdy czuje się bezradny wobec uciekającego czasu. Humor wciąż doskonały. Może i okładka nie wskazuje, ale mamy tutaj kolejny, chyba drugi o ile się nie mylę, tom świąteczny, ładne jest to Boże Narodznie na Jeżcyjadach. Czuć już w tych końcowych tomach więcej sentymentu i smutku, że ta przygoda dobiega końca, jest to nieco przykre... A no i w końcu ja istnieję już podczad akcji tej książki xdd. Choć fabuła przeskoczyła ten dzień.
Lubię bardzo styl Musierowicz, ale z każdym tomem coraz więcej przeintelektualizowanego moralizatorstwa.
Znowu postaci męskie rozczarowujące, a już szczególnie mizoginistyczne wynurzenia Józinka i jego urażone męskie ego. Szczególny niesmak pozostaje, kiedy w poprzednich tomach jako przeintelektualizowany dziewięciolatek miał ciekawsze przemyślenia, niż jako piętnastolatek!
Mimo to ogromny sentyment, stąd też pewnie ocena, do Laury i tego jak pomimo niełatwej przeszłości wreszcie widzimy ją szczęśliwą.
Tak się udało, ze to akurat świąteczno-sylwestrowa część!! Nie będzie moją ulubioną, ale nie rozumiem tej krytyki… jest tak samo urocza i pełna ciepła, niestety też trochę smutna. Na plus na pewno postać Laury i to, w jaki sposób zmieniła ją miłość. Wspaniali byli też chłopcy i oczywiście Adam, mój nowy ulubiony bohater. Samej Magdusi o dziwo nie tak dużo! Ale nie da się ukryć, że spodziewałam się, że córka Kreski i Maćka będzie wspaniałą bohaterką, a Magda była dość denerwująca.
Bardzo sentymentalny tom. Dużo powrotów do przeszłości, wspomnienia związane z Profesorem Dmuchawcem, wspomnienia Mili i Ignacego. Zrobiło się troszkę smutno. Oliwy do ognia dolał Janusz Pyziak i jego wyznanie, które ukuło w serce, ale rozwiązało pewne sprawy i został wreszcie zamknięty ten etap historii. Tytułową McDusię ciężko mi było polubić, za to moje serce od kilku tomów skrada Józinek! ❤️🔥