MajinFox's Reviews > Diamenty są wieczne

Diamenty są wieczne by Ian Fleming
Rate this book
Clear rating

by
4396106
's review
Nov 24, 2010

it was ok
bookshelves: wstawione
Read in May, 2009 — I own a copy , read count: 1

OPINIA Z 16 MAJA 2009

Aktorstwo Connery'ego, jako Bonda, dzielę na dwa okresy: Sean Connery jako James Bond i Sean Connery po Lazenby'm.

W pierwszych 5 filmach zagrał niesamowicie, nawet gdy scenariusz lub fabuła siadała, jak w "Dr. No", to i tak nie można było się przyczepić do gry Sean'a. Lazenby idealnie przejął pałeczkę i połączył charakter swego poprzednika z Bondem książkowym. Ale jednak wrócił ten, któremu się już nie chciało... Zaczął seplenić, olewać, "nicnierobić" i głupio się uśmiechać do kamery. Istne preludium do Rogera Moore'a.

Żeby tego było mało. Blofeld. Przez dwa poprzednie filmy, dwaj fajni aktorzy. W "Diamenty są wieczne" nieudana imitacja, z włosami (to chyba resztki sierści z kota). Nie wiem, jak można było zakończyć trylogię Blofelda, takim niewypałem w wyborze aktora. I jeszcze ta kobieta Bonda. Chcieli Amerykankę, to wzięli pierwszą lepszą. Tak jest, nie lubię tego filmu. Jako wisienka na torcie para homoseksualistów, którzy się nie całują, nie dupczą, a czuje się do nich wstręt. Najgorsza para homoseksualna, jaką widziałem w filmie.

Po ostatnich doświadczeniach z książkami Fleminga liczyłem, że będzie lepiej niż by pokazywała to ekranizacja. I się nie zawiodłem. Nie ma Blofelda. Homoseksualiści są, ale nie irytują tak jak w filmie. Nawet da się ich lubić. W fabule nic nie ma o jakimś diamentowym satelicie, czy co to tam było. Fabuła dotyka szmuglowania diamentów i nic poza tym. Ten probelm jakoś kręci Fleminga, bo napisał jeszcze jedną książkę na ten temat, nie mającą z Bondem nic wspólnego. Historia ta jest też pretekstem do pochwalenia się kolejnymi zabawami, na jakich zna się Ian, a są to: wyścigi konne, znowu gra w karty i ..., od cholery innych rzeczy. I to jest jeden z dwóch minusów w książce - przytacza tutaj tyle ciekawostek, że normalny pisarz rozpisałby to na 4 książki. Tutaj wszystko jest zawarte na 250 stronach. Bardzo dużo się dzieje, akcja pędzi bez chwili wytchnienia. Żaden rozdział nie ma nawet przez chwilę nutki dłużyzny. Przez cały czas akcja + ciekawostki, które do siebie pasują.

Z tego wychodzi drugi minus: akcja jest na tyle równa, że nie ma miejsca na punkt kulminacyjny, chwilę zastanowienia. Pod koniec książki zacząłem się już zastanawiać do czego ona prowadzi, okazuje się, że do żadnych tam przemyśleń. Czysta rozrywka.

Oprócz tego ma dwa plusy, za co bardzo już polubiłem tę część. Wspomnienia Bonda, czyli częste wracanie do przeszłości. James słyszy muzykę - przypomina mu się Vesper; widzi Murzyna - wspomina rozmowę z Felixem o harlemie; coś tam o Moonrakerze itd. Czuje się, że to kontynuacja, że jest wszystko chronologicznie i istnieje ciągłość - w przeciwieństwie do filmów (Connery mszczący się za śmierć żony z tym kretyńskim wyrazem twarzy mówiącym, że nic się nie stało w gruncie rzeczy? Litośći. To już Moore przy grobie żony i Dalton na ślubie Felixa lepiej to zagrali, a przecież już jej nie mścili...).

Drugą świetną sprawą, jest utrata przytomności, która przypomina mi bardzo "Maxa Payne'a 1". Jak ktoś będzie mówił o konsekwencjach utraty przytomności na mózg padną mi "Max Payne" i "Diamenty są wieczne". Kapitalne.

Całość psuje trochę fakt, umieszczenia wyjaśnienia Bonda w sprawie rasizmu. W "Żyj i pozwól umrzeć" wygłosił tezę, by ją teraz bardzo żenująco i infantylnie wytłumaczyć. Minus dla Fleminga.

I gdybym miał książkę gdzieś umieścić, to gdzieś koło "Moonrakera", nie jestem jeszcze przekonany czy pod, czy nad. To jest jeszcze do przemyślenia. Jednak "Diamenty są wieczne", obok "Moonrakera", jest to książka, którą rzeczywiście bardzo dobrze się czyta i pomimo kilku minusów oceniam ją bardzo pozytywnie.



OPINIA Z 15 PAŹDZIERNIKA 2010

I to właśnie pokazuje, jak dobry był "Moonraker". Byłem nim tak zachwycony, że nie zauważyłem nawet, że następny tom jest bardzo słaby. To co trzecia część próbowała ominąć, po "Żyj i pozwól umrzeć", tutaj wraca ze zdwojoną siłą. Wracają wielkie podróże po świecie, tym razem zawężone bardziej do Stanów Zjednoczonych. Wszystko rzeczywiście dzieje się "z kopyta", jednak nie jest to takie przyjemne, jak mogłoby się zdawać. Ciągła zmiana miejsc irytuje i ma się wrażenie, że nigdzie miejsca na dłużej się nie zagrzało, a tylko obserwuje się wersje demonstracyjne nowych placówek.

Inną irytującą rzeczą jest na przykład wróg Bonda, który jest po prostu bezpłciowy, prawie nieistniejący. I bardzo ciężko jest w tej powieści czerpać przyjemność z czytania o antagonistach, tak jak czerpało się z Le Chiffre'a, Drax'a czy Dr. No. Pomimo, że do "Żyj i pozwól umrzeć" również mam te same pretensje, to tam przynajmniej była postać Pana Byka, który nadawał chociaż trochę przyjemnego mrowienia na plecach. Tutaj bracia Spang to nieudana próba stworzenia mrożącej krew w żyłach mafii. Wiele lat później Flemingowi udało się zrobić o wiele ciekawszą "mafię".

Czwarty tom przygód Jamesa Bonda to bardzo słaba powieść. W stosunku do "Moonrakera" to siedmiomilowy krok w tył. To książka, którą można było popełnić na starcie, a nie po trzech dobrych lub bardzo dobrych tytułach. Opowieść jest nudna, rozciągnięta do prawie 250 stron. Moim zdaniem powinno być maksymalnie 50 i zamieszczone w jakimś zbiorze opowiadań, bo nie jest warte oddzielnej pozycji. I tak co bym nie mówił, nie zdawałem sobie sprawy wtedy, że to dopiero preludium do najgorszej książki, jaką do dzisiaj udało mi się przeczytać, a która wyszła spod pióra Iana Fleminga.


http://majinfox.blogspot.com/
flag

Sign into Goodreads to see if any of your friends have read Diamenty są wieczne.
Sign In »

Quotes MajinFox Liked

Ian Fleming
“Most marriages don't add two people together. They subtract one from the other.”
Ian Fleming, Diamonds Are Forever


No comments have been added yet.